Szopka

Szopka jest specyficznym gatunkiem teatralnym

Szopka jest specyficznym gatunkiem teatralnym: misteryjnym, Bożonarodzeniowym, sezonowym, związanym z obyczajem, będącym własnością ludową, rozwijającym się niezależnie od wszelkich przedsięwzięć teatru lalek, choć ukształtowanym na ich podobieństwo, czerpiącym z nich, a jednocześnie będącym źródłem inspiracji dla rozmaitych teatralnych czy parateatralnych działań. Szopkarstwem, tj. konstruowaniem szopek i szopkowych lalek oraz chodzeniem z szopką, zajmowali się szopkarze, którzy nigdy nie nazywali siebie lalkarzami. Nie uprawiali lalkarskiej profesji. Bo też ich zajęcie nie było profesją, miało charakter sezonowy . Lalkarze w zasadzie także nigdy nie zajmowali się szopkarstwem.

Wszystko to sprawia, że – wbrew przyjętym opiniom – trudno identyfikować szopkę z teatrem lalek. W każdym razie nie jest ona jego formą typową. Ta nietypowość dotyczy bardziej elementu teatralnego niż lalkowego. Wprawdzie wszystkie widowiska teatralne wywodzą się z obrzędu, ale teatr (w tradycyjnym pojęciu) zaczyna się dopiero po oderwaniu od obrzędu. Szopka Bożonarodzeniowa (tradycyjna, kolędowa) nigdy tej granicy nie przekroczyła. Świadczy o tym także szczątkowość fabuły w widowisku szopkowym, eksploatującym jeden tylko wątek biblijny (choć w wielu wariantach), co także oddala ją od właściwego teatru. Nawet lalkowość szopki jest specyficzna. Nie zwracano uwagi na animację lalek w szopce, na organizowanie działań scenicznych. Wystawiano ją i analizowano wyłącznie w kontekście obrzędowym, obyczajowym, literackim, prawie nigdy teatralnym. Żadne zmiany, jakim podlegała do końca XIX wieku, nie naruszyły jej kształtu. Nawet jeśli w II połowie XIX wieku szopka zbliżyła się do świeckiego teatrzyku, to w sensie gatunkowym pozostała widowiskiem Bożonarodzeniowym. W Czechach jesle urządzali lalkarze, w Belgii czy Francji teatry marionetkowe wystawiały misteria w okresie Bożego Narodzenia i Wielkanocy. W wieku XX i w Polsce teatry lalek sięgnął po Bożonarodzeniowy, misteryjny repertuar, choć niekoniecznie szopkowy.

Średniowieczne i renesansowe misteria lalkowe weszły do europejskiego lalkarstwa. W Polsce ukształtowały własną scenę – szopkę, która rozwijała się do końca XIX wieku niezależnie od innych przedsięwzięć świata widowisk, choć w pewnym sensie sama z nich wyrosła, a w przyszłości będzie je inspirować.

Spory i dyskusje wokół szopki trwają już prawie dwieście lat. Zebrano przez ten czas ogromny materiał, ustalono wiele nowych szczegółów, sformułowano sporo hipotez, ale monografii tego niezwykłego zjawiska nie mamy. Nie wiemy też najważniejszego – kiedy i jak powstała szopka?

Może warto w tym miejscu przypomnieć rozróżnienie terminologiczne, jakie wprowadził przed laty Henryk Jurkowski: szopka – „oznacza zasadniczo lalkowe misterium na Boże Narodzenie i nazwę tę stosuje się we wszystkich okresach historycznych"; żłobek – to „zespół nieruchomych figur wystawianych w kościołach w okresie Bożego Narodzenia" (tu warto dodać, że podobne do kościelnych żłobki budowano i w domach prywatnych, nawet od końca XVII wieku; w końcu wieku XIX spopularyzowały się nawet żłobki mechaniczne, by wspomnieć choćby tzw. „szopkę" Wambierzycką, czy niektóre żłobki we współczesnych świątyniach, np. u kapucynów na Miodowej w Warszawie; są one zdecydowanie bliższe formom teatru mechanicznego niż szopki); jasełka – „początkowo nieruchomy żłobek. Znaczenie tego słowa zmieniało się w ciągu stuleci. W wieku XVIII oznaczało zarówno żłobek jak i szopkę. W drugiej połowie XIX wieku używano go jako nazwy żłobka nieruchomego i w ogóle jako nazwy misterium na Boże Narodzenie [a także ogólnej nazwy teatru lalek – przyp. MW], w pierwszej połowie XX wieku jasełka oznaczały widowisko na Boże Narodzenie wykonywane przez aktorów [i tak je rozumiemy dziś – przyp. MW]". Zgodnie z tą propozycją będziemy używać w tej pracy w zasadzie dwóch terminów – szopka, na określenie lalkowego misterium i żłobek – zespół nieruchomych figur.

Szopka – niekiedy uzupełniana dodatkowym określeniem kolędowa czy tradycyjna, dla odróżnienia od późniejszego gatunku pokrewnego (szopka satyryczna) – jest polskim gatunkiem widowiska lalkowego związanym z ewangeliczną i ludową tradycją Bożego Narodzenia; to także nazwa scenki teatralnej, na której to widowisko było odgrywane. Termin ten upowszechnił się w XIX wieku. Pochodził od wyrazu szopa, stajenka, którym tradycyjnie określano w Polsce miejsce narodzin Chrystusa w Betlejem (stajenka betlejemska). Szopka przedstawiała sceny narodzenia i adoracji Jezusa: glorię anielską, pokłon pasterzy, hołd Trzech Króli oraz całą galerię postaci różnych stanów, zawodów i grup etnicznych, które przybywają do stajenki, by uczcić Chrystusa tańcem i śpiewem, często wierszowanym krótkim tekstem, bądź minidialogiem, nieuporządkowanym fabularnie i nierzadko parodystycznym. Stałą częścią szopki był wątek króla Heroda, kończący się ścięciem tyrana i porwaniem go do piekła.

Szopka miała luźną strukturę literacką, nawiązującą do konstrukcji utworów średniowiecznych, „nacechowanych moralitetową surowością oraz intermedyjną rubasznością i werwą". Najstarsze znane dziś teksty szopkowe pochodzą z połowy XIX wieku (kronika, ok. 1848) i wskazują na silną aktywność szopki w przyswajaniu i przetwarzaniu innych form literackich, od kolęd i pieśni ludowych do fragmentów literatury dramatycznej, uwzględniających także wątki narodowe i patriotyczne. Teksty szopkowe różniły się w doborze wątków i motywów w różnych regionach Polski.

Jako przenośna forma widowiska lalkowego szopka pojawiła się być może w wieku XVI. Z końca tego wieku i z początku następnego zachowały się świadectwa dotyczące wertepu, ukraińskiej formy Bożonarodzeniowej scenki lalkowej. Skrzynki wertepowe opatrzone datami 1591 i 1639 przywoływał Erazm Izopolski. Według wielu opinii wertep wzorował się na szopce, powstał pod jej wpływem, szopka musiała więc pojawić się wcześniej. Ponadto w XVI wieku upowszechniło się retablo, przenośna skrzynkowa nastawa ołtarza, która również mogła być – zdaniem Henryka Jurkowskiego była – inspiracją czy nawet bezpośrednim wzorem dla scenki szopkowej. Koncepcja wyprowadzenia szopki z lalkowego misterium zachodnioeuropejskiego z pozoru nie wzbudza wątpliwości, wydaje się nawet logiczną konsekwencją dwóch oczywistych prawd: szopka jest formą teatru lalek oraz formą teatru misteryjnego. Niejasne jest jak retablo (czy tabernaculum, które pokazywano w Krakowie w początku XVI wieku – kronika, 23 II 1506) przekształciło się w szopkę i dlaczego właśnie w XVIII wieku „wyrosły wieże, upodabniając ją do makiety kościoła gotyckiego", jak sugerował Jurkowski?

Wspólne źródło Bożonarodzeniowego misterium wiąże się ze zwyczajem, zapoczątkowanym w 1223 przez św. Franciszka z Asyżu, urządzania w kościołach procesji wiernych do symbolicznego miejsca narodzin Chrystusa. Pewnie konsekwencją tych procesji było stopniowe ustawianie figur wokół symbolicznego żłobka w kościołach. Zwyczaj ten upowszechnił się w całej Europie. Także w Polsce. Z II połowy XIV wieku zachowały się nawet w klasztorze Klarysek w Krakowie dwie snycerskie 30-centymetrowe figury Matki Boskiej i św. Józefa. Pochodziły z pewnością ze żłobka urządzanego w kościele z okazji Bożego Narodzenia. Więc tradycja ta znana była i w Polsce. Misterium Bożonarodzeniowe obecne też było w teatrze mechanicznym, tym prawdopodobnie wyprowadzonym z retabla, jako misterium lalkowe. Ale nigdzie w Europie nie określiło swojej sceny w tak specyficznej architekturze, jaką ma polska szopka. Wszędzie było jakimś repertuarowym etapem w rozwoju teatru lalek.

W Polsce stało się inaczej. Zrodziła się szopka, niezależnie od kościelnych żłobków, niezależnie od rozwijających się form teatru lalek. Czy skomoroch, który „i kolendować umie" (kronika, 1584) mógł mieć coś wspólnego z widowiskiem szopkowym? A „komedia łątek", którą w 1672 roku oglądali młodzi Morsztynowie w Gdańsku, o czym już pisaliśmy, mogła być przedstawieniem szopkowym? Julian Pagaczewski, który jako pierwszy zwrócił uwagę na gotyckie krakowskie drewniane figurki żłobkowe sugerował, że Bożonarodzeniowe misterium lalkowe (szopka) w XVII wieku odbywało się w „małych rozmiarów skrzyneczce, ozdobionej na ściankach barokowym, z drzewa rzeźbionym ornamentem" (kronika, XVII wiek). Skąd się wzięła ta skrzyneczka? Z nastawy ołtarza, jak chce Jurkowski, czy z własnej inwencji szopkarzy? Może ta właśnie inwencja skłoniła demonstratorów szopek do skopiowania budynku kościoła, z wieżami, i w zminiaturyzowanej formie jakby makiety pokazywania spektakli o Narodzeniu. Wędrując od domu do domu, od wsi do wsi? Wszystkie znane nam ikonograficzne wizerunki szopki, poczynając od połowy XVIII wieku, miały wieże. Były całkowicie świecką formą, zainspirowaną wprawdzie kościelnymi żłobkami, ale rozwijającą się niezależnie, silnie akcentującą te wszystkie elementy społeczne, sceny z udziałem postaci lokalnych, dla których w żłobkach miejsca było niewiele, a już z pewnością nie było go dla działań animacyjnych, którym towarzyszyły krótkie teksty bądź przyśpiewki.

Szesnastowieczny rodowód szopki jest wyłącznie hipotetyczny. Wszyscy badacze zgadzają się, że szopka jako teatralna, przenośna forma misteryjnego widowiska lalkowego pojawiła się nie później niż w II połowie XVII stulecia. Tak możemy domniemywać na podstawie znanych dziś dokumentów.
Niezidentyfikowane zapiski niejakiego Janickiego sugerują pojawienie się po raz pierwszy obnoszonych szopek w Warszawie na samym początku wieku XVIII (kronika, 1701). Udokumentowane XVIII-wieczne źródła wskazują, że szopka znana była wówczas jako: 1. widowisko domowe, urządzane i wykonywane przez domowników, niejako dla własnej przyjemności; 2. płatne widowisko, urządzane w domach prywatnych dla grona domowników i ich przyjaciół przez wyspecjalizowane zespoły szopkarzy; 3. widowisko publiczne, urządzane dla szerokiej publiczności w specjalnie wynajętych salach.

O domowych szopkach wiemy z inwentarza spadkowego krakowskiego rajcy Józefa Wadowskiego (kronika, 1738). Wymienia się tam „jasełka stare ruszane, w których osóbek różnych 16, 2 konie i owieczka". Trudno powiedzieć, co mogło oznaczać użyte w inwentarzu słowo stare. Jak stare? Mające lat kilkanaście czy może kilkadziesiąt? Dla sporządzającego inwentarz odróżniały się od „jasełek nowych", pewnie urządzanych w zamożnych domach na wzór kościelnych żłobków, statycznych dekoracji na czas Bożego Narodzenia. Istotną cechą starych jasełek, czyli starej szopki było to, że lalki można w niej było animować. W następnych wiekach z takimi domowymi szopkami, mającymi nadto komplet lalek, spotykać się będziemy znacznie częściej, głównie w domach inteligenckich.

Szopka urządzana jako płatne widowisko dla grona domowników była najpopularniejszą formą widowiska szopkowego. Z połowy XVIII wieku pochodzi frapująca informacja o wędrownym zespole szopkowym. Zorganizował go dyrektor szkoły w Radomsku Wojciech Choszczyński. Zapewne zespół szopkowy zwerbował z uczniów swojej szkoły, z którymi obchodził przez trzy kolejne lata domy mieszkańców miasta (kronika, 1755-1757). Szopkarze nosili ze sobą przenośną scenkę i dawali płatne przedstawienia lalkowe. Był to całkiem intratny interes. Niefortunnie Choszczyński dopuścił do zespołu Antoniego Małyńskiego, mieszczanina, który nie otrzymawszy wynagrodzenia w poprzednim sezonie, w 1757 napadł na zespół Choszczyńskiego, zniszczył lalki i szopkowy budynek. Sprawa trafiła do sądu i szczęśliwie przetrwała do naszych czasów. Odnaleziona prze Irenę Turnau oblata (skarga) Choszczyńskiego przynosi interesujące szczegóły dotyczące urządzania przedstawień szopkowych i architektury samej szopki. Była to sporych rozmiarów konstrukcja, z wieżą bądź wieżami (napastnik wyrwał wieżę z budynku szopkowego), przenoszona przez dwie osoby. Lalki mogły być gliniane, skoro Małyński kruszył je nogami. Oblata poświadcza dobrą znajomość widowisk szopkowych wśród okolicznej ludności. Skarżący Choszczyński nikomu niczego nie musiał objaśniać, co robił i w jakim celu. Członkowie trybunału dobrze o tym wiedzieli. W większych miastach szopki znacznie wcześniej się spopularyzowały i pewnie przeszły całkowicie w ręce świeckich. Dyrektor szkoły w Radomsku, jako nauczyciel, należał zapewne do sług kościelnych, ale Małyński już nie. Trudno byłoby zakładać, że zwyczaj chodzenia z szopką urodził się właśnie w 1755 roku w Radomsku.

Zajmująco wyglądają przytoczone przez Juliusza Wiktora Gomulickiego za Władysławem Korotyńskim informacje o szopkach urządzanych w Warszawie w późnych czasach stanisławowskich. Odnoszą się one do szopek organizowanych jako widowiska publiczne, w specjalnie wynajmowanych salach, do których wstęp był płatny. Powołując się na „Księgi zezwoleń" Departamentu Policji Korotyński podaje, że szopkę pokazywano w 1786 (kronika) przy ul. Królewskiej w Warszawie (być może w szynku „Otwock"), zaś w końcu 1793 Rafał Cavolotii otrzymał zezwolenie na pokazywanie szopki w kamienicy Dulfusowskiej, na rogu Freta i Długiej (kronika, po 10 XII 1793).

Korotyńskiemu zawdzięczamy jeszcze jedno świadectwo. Podaje on, za jakimś nieznanym źródłem, że „w roku 1790, podczas najgorętszego walenia młotem w Kuźnicy Kołłątajowskiej, w jednej z szopek, po przesunięciu się nieodzownego Heroda i Śmierci, ukazały się, jedna po drugiej, misterne figurki dostojników Rzeczypospolitej, z otoczenia Stanisława Augusta" (kronika, 1790). Figurkom tym, wśród których był m.in. Michał Poniatowski, Michał Kazimierz Ogiński, Franciszek Ksawery Branicki, Adam Naruszewicz, Joachim Chreptowicz, Ignacy Krasicki, przydano teksty popularnych wówczas zagadek politycznych. Wiarygodności temu przekazowi dodaje fakt, że wykorzystał go również Józef Ignacy Kraszewski, umieszczając w swojej powieści Diabeł opis przedstawienia szopkowego w szynku Różanej Magdy. Analiza obu wersji przeprowadzona przez Juliusza Wiktora Gomulickiego wykazała prawdopodobieństwo wspólnego źródła informacji, wykorzystanego jednak niezależnie tak przez Kraszewskiego, jak i Korotyńskiego.

A zatem szopka była nie tylko widowiskiem publicznym (także u Kraszewskiego przedstawienie urządzono w szynku), lecz już w końcu XVIII wieku łączyła w sobie wątek misteryjny z satyrycznym. Czyżby informacje te dotyczyły jakichś wyjątkowych przedstawień? Rodzi się bowiem pytanie, dlaczego w XIX wieku obie te cechy (publiczny charakter pokazów szopkowych i elementy satyryczne czy polityczne w nich zawarte) w znacznym stopniu uległy zatarciu (choć sporadycznie mogły się pojawiać, zob. kronika, Kraków, 1830)? A może utrata przez Polskę niepodległości odebrała szopce charakter widowiska publicznego i politycznego (z pewnością satyrycznego)? Może była jedną z przyczyn przekształcenia się szopkarzy w domokrążców, w dobrym, a od połowy XIX wieku także złym znaczeniu tego słowa? Warto rozważyć taką możliwość.

Architektura sceny szopkowej przez cały ten okres mogła być jednokondygnacyjna, o kształcie mansjonowym, jak na najwcześniejszym znanym dziś wizerunku ikonograficznym Kajetana W. Kielisińskiego (kronika, 1837). Rycina ta przedstawia budynek szopki z Medyki koło Przemyśla, z wysuniętym proscenium z rowkiem, w którym przesuwano lalki, łączącym dwie boczne wieże owego budynku, pomiędzy którymi znajduje się żłóbek. W żłóbku z prawej na ławie siedzą Maryja z dzieciątkiem i Józef wsparty na kiju, z lewej widać zwierzęta przy jasłach. Taka scena szopkowa w czasach Kielisińskiego mogła już uchodzić za prowincjonalną i pewnie trudno było ją spotkać w dużych miastach.

Tam dominowała konstrukcja wielokondygnacyjna, z czasem bogato zdobiona i nawet oświetlona. Zapewne już wówczas szczególnie piękne były szopki w Krakowie, stąd i ich nazwa (szopki krakowskie), zaakceptowana powszechnie. Od najwcześniejszych czasów budynek szopki ozdobiony był wieżą czy wieżami, w bogatszych szopkach pewnie wzorowanych na architekturze kościelnej, zaś lalki szopkowe (jasełka, używano także w formy liczby pojedynczej – jasełek) były figurkami z bezwładnymi członkami, osadzonymi na kiju, animowanymi od spodu, w rowkach przecinających podłogę sceny. Termin kukiełka na określenie lalki szopkowej przyjął się dopiero w XX wieku.

Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku kształt architektoniczny szopki był ustalony (kronika, ok. 1860). Szopki krakowskie, z kilkupiętrowymi wieżami, dwukondygnacyjne, bogato zdobione i oświetlone, uchodziły za wzór do naśladowania, „zachowały się bowiem tam one w dawnej czystości". W 1864 pierwszą swoją szopkę skonstruował murarz Michał Ezenekier, a zdobywszy miano najlepszego wśród krakowskich szopkarzy, bez wątpienia przyczynił się do utrwalenia tradycyjnego (później nazwanego ezenekierowskim) stylu szopki (kronika, 1864). Jego syn, Leon, słynął później jako najlepszy twórca szopkowych lalek.

Znany też był styl uboższy: szopki „składającej się zwykle z dwóch czworobocznych wieżyczek, niezgrabnie z białego papieru uklejonych, pomiędzy którymi dach zwyczajny papierowy się wznosi". Takie szopki, nazywane warszawskimi, „zwykle jeden człowiek na plecach nosi". Miewały też pewnie znacznie większe rozmiary, jak to przedstawił na akwaforcie Kielisiński.

Jeszcze inna szopkę (może raczej coś pośredniego między szopką a wertepem), tym razem z okolic Zamościa i Hrubieszowa, opisał Józef Gluziński w 1847 roku: była to „budowla na ręku, z domu do domu przenosić się mogąca, kształtnie jakby jaki pałacyk z cienkich deseczek lub z tektury sklejona, różnym malowanym papierem i obrazkami ozdobiona" (kronika, 1847); w trakcie przedstawienie dokonywano w niej zmiany dekoracji, a lalki (drewniane lub papierowe) „dowcipny szopkarz wysuwa z boków ścian na scenę".

Niezależnie do kształtu, każda z tych szopek była zrośnięta z obyczajem. Zwyczaj chodzenia z szopką był szeroko rozpowszechniony na ziemiach polskich. Był elementem kultury popularnej. Coraz częściej inspirował też dziennikarzy, malarzy, pisarzy i poetów, którzy poświęcali mu sporo miejsca. Teofil Lenartowicz, wzorując się na widowisku lalkowym ogłosił poetycki utwór Szopka. Poezja (kronika, 1849), który zapoczątkował literacką odmianę widowiska szopkowego. Po nim temat szopki podjęli m.in. Władysław Ludwik Anczyc, Józef Ignacy Kraszewski, Seweryna Pruszakowa, Maria Konopnicka, Artur Oppman, Lucjan Rydel. Ryciny przedstawiające wędrowanie z szopką w latach 60. XIX wieku wyszły spod piórka Michała Pociechy, Henryka Pilattiego. Rycina Pociechy (Z szopką, 1882) przedstawia cały zespół szopkarzy. Jest noc, świeci księżyc, cienie wędrujących kładą się na śniegu. Pewnie wyszli właśnie z rozświetlonej jeszcze chaty i zmierzają do następnego domu. Z przodu idzie chłopiec z wielkim koszem wypełnionym lalkami, za nim muzykanci z instrumentami, dwóch mężczyzn niesie na ramionach szopkę. Jest w niej ogromna scena i dwupiętrowe wieże z licznymi oknami. Za kolędnikami są jeszcze dwie kobiety i dziewczynka. Może należą do zespołu szopkarzy, może uczestniczą w śpiewaniu kolęd.

Rycina Henryka Pilattiego, z lat sześćdziesiątych, przedstawia odbywający się właśnie szopkowy spektakl. Tym razem jesteśmy w salonie mieszczańskim, z przodu siedzą dzieci, kilkoro dorosłych przygląda się stojąc. Szopka jest bliższa świeckiemu teatrzykowi. Są w niej rzecz jasna dwie wieże, proste, wieńczące duże okno sceny, mającej przynajmniej 1 metr szerokości. Dwaj szopkarze, stojący z boków, trzymają całą konstrukcję szopki, oświetlonej dwiema świecami. Klęczący pod spodem animator, osłonięty zwisającym pod szopką płótnem, porusza lalkami. W głębi po prawej stronie widać jakąś postać, wołu i pewnie domyślać się można statycznego żłóbka. Taka wersja szopki mogła wzbudzać zastrzeżenia publiczności.

Placyd Jankowski, opisując w początku lat pięćdziesiątych XIX wieku przedstawienie szopkowe (kronika, 1854), chyba jako pierwszy wyraził ubolewanie nad upadkiem tradycyjnych szopek: „trudno też dać wiarę, do czego przyszły biedne jasełka! Jak się wiele powikłało i zwichnęło w tej pięknej i najdłużej nam trwałej puściźnie". „W każdej okolicy szopka byłaby mile widzianą, a w wielu jak ta gwiazda, która jej winna towarzyszyć, znikła już z horyzontu".

Odtąd coraz częściej będzie można spotkać wypowiedzi postulujące roztoczenie nad szopką opieki, z drugiej strony krytykujące jej stopniowe oddalanie się od tradycyjnego kształtu. I mimo że aż do drugiej wojny światowej szopka będzie wciąż żywotną formą (obyczajową, literacką), wydaje się, że okres szczytowy swej popularności (w „klasycznym", tradycyjnym kształcie), miała za sobą w połowie XIX wieku. Wówczas bowiem stopniowo zaczęła ulegać rozmaitym wpływom obcym; zmiany dotyczyły zarówno architektury sceny, jak i charakteru samego przedstawienia. Zwłaszcza w Warszawie obnosiciele szopek „porobili sobie jakieś teatrzyki z kurtynami, ze zmianą dekoracji i prawdziwą maszynerią", które ukazywały „oczom widzów sceny parodiowane wprost z teatru Rozmaitości". Na ile ustalony i zrośnięty z obyczajem musiał być kształt i charakter szopek, skoro wpływy takie uznano za obce?

Trudno odpowiedzieć, ale także i takie opinie utwierdzają nas w przeświadczeniu, że szopka była własnością powszechną. Nie sposób wyobrazić sobie polskie święta Bożego Narodzenia bez kolęd, ale i wędrujących po domach szopkarzy z lalkowym przedstawieniem szopkowym. W końcu wieku w zaborze rosyjskim próbowano powstrzymać, z pewnością ograniczyć, aktywność szopkarzy. W Warszawie wydawano nawet policyjne zakazy ich działalności. Wytoczono wszelkie możliwe argumenty przeciwko szopkarzom: że uprawiają żebraninę, kradną, że tak pomieszali rzeczy boskie z ziemskimi, iż nie można traktować tych widowisk „za rozrywkę zdrową dla ludu albo dzieci" (kronika, 1897). A może te ataki były świadomie formułowane i należały do antypolskiej polityki zaborcy. Tak czy owak nic nie zdołało przeciąć szopkowej tradycji. Wszelkie zakazy co najwyżej przyczyniły się do upowszechnienia szopki domowej. Wyklejanie szopek i przygotowywanie domowych przedstawień znalazło zwolenników w wielu polskich rodzinach. Szopka domowa była zjawiskiem tak częstym w Polsce jak domowe teatrzyki marionetek, do których drukowano seryjnie komplety dekoracji i lalek, np. w Czechach. Tadeusz Estreicher odkupił od Michała Ezenekiera szopkę i lalki, i „co rok grywa w tradycyjnym czasie dla dzieci i lubowników dawnego zwyczaju" (kronika, 1 II 1901). W zasadzie przedstawienia obejmowały wyłącznie wątki tradycyjne, ale wybór postaci i tekstów zależał od możliwości organizatorów i wykonawców. Plastyk Franciszek Zitzman urządził w Białej dla swego syna Jerzego piętrową szopkę, w której występowało aż 46 lalek, wśród nich kukiełki królów polskich i współczesne postaci z miejskiego folkloru (kronika, 24 XII 1925).Nawet jeśli los rzucił kogoś daleko od kraju, próbował na obczyźnie zmontować mały teatrzyk szopkowy z lalkami, by w ten sposób poczuć bliższą więź z ojczyzną (kronika, 1886, 18 I 1914, I 1915).

Od początku XX wieku, a zwłaszcza od słynnych szopek krakowskiego kabaretu artystycznego Zielony Balonik (kronika, II 1906), los szopek tradycyjnych, opartych na wątkach: adoracji Jezusa, herodowym i procesji różnych stanów, by złożyć hołd nowo narodzonemu, znalazł się pod presją nowych tendencji i upodobań artystycznych. Oczywiście szopkarze nie zniknęli. Nadal prowadzili swoją sezonową szopkarską aktywność. W wielu miejscach jednak po odzyskaniu przez Polskę niepodległości organizacją tradycyjnych przedstawień szopkowych zajęły się inne podmioty. Związek Teatrów i Chórów Ludowych we Lwowie zorganizował specjalny zespół szopkowy, który od 1926 roku aż do wybuchu wojny objeżdżał Wołyń i Polesie z tradycyjną szopką w układzie Tadeusza i Stanisława Estreicherów (kronika, I 1926). Wykonawcami tych przedstawień nie byli już szopkarze, ale specjalnie przyuczeni młodzi ludzie, którzy wykonywali swoje obowiązki za dzienną gażę (w tym zespole debiutował przyszły lalkarz Stanisław Iłowski). Lubelski Związek Teatrów i Chórów Ludowych przeszkolił 42 osoby na specjalnym kursie szopkowym, prowadzonym przez Juliusza Kurzątkowskiego i Jędrzeja Cierniaka (kronika, grudzień 1932).

Najefektowniejsze w okresie międzywojennym były tradycyjne widowiska szopkowe w wielkiej sali Muzeum Przemysłowego w Krakowie. Urządzano je co roku, w pierwszych dniach stycznia, poczynając od początku lat dwudziestych. Były to „wielkie widowiska szopki krakowskiej wedle pierwotnych starodawnych tekstów", pod kierownictwem i w reżyserii Ludwika Strojka, dyrektora Archiwum Akt Dawnych miasta Krakowa. Lalki i dekoracje przygotowywali plastycy, grali aktorzy, którym towarzyszyli soliści operowi, zespół muzyczny i chór kolędników. Mniejsze zespoły, również inspirowane przez Strojka, występowały poza Krakowem, także na Śląsku (kronika, 4 I 1937).

Nie zmieniło to faktu, że od początku XX wieku szopka tradycyjna stopniowo zanikała. Ten proces trwał rzecz jasna wiele dziesięcioleci. Zastąpiła ją w błyskawicznym tempie szopka satyryczna, nowy gatunek literacki i nowe widowisko teatralne, którego kariera – zwłaszcza w I połowie XX wieku – wydaje się zadziwiająca.

I mimo że szopka nie jest w ścisłym tego słowa znaczeniu teatrem lalek, trudno sobie wyobrazić jego dzieje w Polsce bez uwzględnienia tego gatunku. Podobnie – jak nie da się pominąć szopki satyrycznej.

___

Powyższy tekst, będący częścią rozdziału książki Marka Waszkiela Teatr lalek w dawnej Polsce (ukaże się w styczniu 2019 nakładem Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie) opublikował , także w wersji angielskiej, „Teatr Lalek" 2018, nr 3-4.

Marek Waszkiel
Blog Marka Waszkiela
22 grudnia 2018

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

Wiele demonów
Jacek Gomb