Sztandarowa feministka krytycznie o kobietach

"Sztandar ze spódnicy" - reż, Ula Kijak - Teatr Współczesny Wrocław

Sztandar, który, zgodnie z jego przeznaczeniem, wywieszono na maszcie, powiewa na wietrze, ukazując się obserwatorowi z coraz to innej perspektywy. Wielość punktów widzenia i środków służących ich przedstawieniu odnajdziemy także w "Sztandarze ze spódnicy" Uli Kijak. O ile jednak reżyserce udało się zapanować nad bogactwem formalnym spektaklu, o tyle warstwa treści wymknęła jej się spod kontroli.

Na płaszczyźnie przekazu mamy do czynienia z ambitnym i oryginalnym przedsięwzięciem. Ula Kijak wzięła na warsztat teksty Gabrieli Zapolskiej – dramaty, listy, fragmenty prozy – aby przedstawić nieco niepoprawny politycznie komentarz do tzw. „kwestii kobiecej”. Choć bowiem Zapolska słusznie uchodzi za symbol emancypacji, to wyłaniający się z jej zapisków obraz „płci pięknej” daleki jest od jednoznaczności. Kobiety nie występują w jej tekstach wyłącznie jako te pokrzywdzone, ale także jako winne.

Nakreśleniu tego złożonego portretu ma służyć struktura spektaklu, który składa się z krótkich, następujących po sobie jak w kalejdoskopie, scen. Pierwsza część przedstawienia przenosi nas w dziedzinę panieńskiej naiwności i trzpiotowatości, druga obrazuje rozczarowanie towarzyszące wkroczeniu w dorosłość. Reżyserka trafnie oddaje dwa etapy w życiu kobiety, przywołując dwa różne wzory kobiecości. Przechodzimy więc od pastelowego świata eleganckich młodych dam z początku ubiegłego stulecia do monotonnego życia idealnych gospodyń domowych z klasy średniej. 

Ta umiejętna gra konwencjami przekłada się na wysmakowaną sceniczną realizację. Za zmianą nastroju podąża zmiana kostiumów, kiedy piękne, choć niewygodne, suknie w łagodnych barwach ustępują miejsca praktycznym granatowym strojom, przypominającym mundurki. Rozbrzmiewająca w tle rytmiczna muzyka sugeruje, że na oczach widza dokonuje się „tresura” kobiet, uczonych postępować w takt kulturowych wyobrażeń o ich roli. Wrażenie to wzmacnia pomysłowe wykorzystanie tanecznego potencjału prac domowych (prasowania, obierania ziemniaków), które kobiety wykonują niczym układ choreograficzny.

Każda ze scen, składających się na to starannie przygotowane widowisko, przynosi dowcipne i wyraziste dialogi oraz lapidarne portrety postaci. Dramaturgicznej klasy Zapolskiej nie trzeba oczywiście udowadniać, Uli Kijak udało się jednak pokazać, że jej teksty nie straciły na aktualności. Odnajdziemy w „Sztandarze ze spódnicy” kilka bardzo ciekawie postawionych problemów, takich jak zwrócenie uwagi na relacyjność gender. Ula Kijak pokazuje za Zapolską, że zmiana rozumienia kobiecości nie dokona się bez przekształcenia wzorów męskości i sposobu postrzegania roli mężczyzn przez kobiety. Podkreśla zgubne skutki braku dialogu między dwoma stronami, sugerując, że kobiety nie tylko są wykluczane, ale także same się wykluczają. Pokazuje płynną granicę pomiędzy świadomością opresyjności konwencji a jej akceptacją. 

Te trafne spostrzeżenia tracą jednak na wyrazistości ze względu na kalejdoskopowość spektaklu. Należy docenić próbę przedstawienia złożoności problemu bez popadania w moralizatorstwo, ale zamiar ten nie zwalnia od obowiązku narzucenia spektaklowi spójnej struktury. Niestety, wielość wątków jednocześnie przytłacza swoją mnogością, jak i nuży monotonnością. Można też zarzucić „Sztandarowi ze spódnicy” nierówność, ponieważ obok wspomnianych ciekawych refleksji, odnajdziemy w nim sporo sztampowych wyobrażeń, takich jak portrety zaborczej matki, prostytutki czy zdradzającej lub zdradzanej żony.

Nie zmienia to faktu, że głos Uli Kijak brzmi we współczesnej dyskusji na temat kobiecości i męskości ciekawie. Powinien jednak przybrać nieco bardziej zdecydowany ton, a także, wzorem Zapolskiej, zdobyć się na więcej lapidarności. Umiejętność scenicznej realizacji musi bowiem iść w parze ze zdolnością do kondensacji treści przekazywanej poprzez formę.

Urszula Lisowska
Dziennik Teatralny Wrocław
27 grudnia 2011

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...