Sztuka bez kompromisów

"Położnice szpitala św. Zofii" - reż. Monika Strzępka - Teatr Rozrywki

Monika Strzępka i Paweł Demirski mają w sobie coś, co chwilami czyni życie w Polsce nieznośnym - jest to niezgoda na absurd życia codziennego, na każdy gatunek notorycznie wciskanego nam kitu

Nie godzą się na lukrowanie narodowej martyrologii, żeby w porach najwyższej oglądalności przykrajało ją się równie łatwo do kształtu plazmowego telewizora, jak niegdyś do lamp kineskopowych marki Rubin („Niech żyje wojna”). Mierzi ich tak zwane urynkawianie kultury („Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej”), nie po drodze im z podręcznymi uproszczeniami na temat polskiej prowincji („Był sobie Polak Polak Polak i diabeł, czyli w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte”), dobrodziejstw kapitalizmu („Śmierć podatnika”) oraz krachu czy stygmatyzowania mniejszości seksualnych („Tęczowa trybuna”).

O tym, że Monika Strzępka jest enfant terrible swego czasu dowiedzieli się nawet ci konsumenci kultury, dla których teatr to takie miejsce, gdzie Szczepkowska pokazuje tyłek. Gdy na początku roku Strzępce przyszło odbierać Paszport „Polityki” lud miast i wsi szturmem ruszył na forach krytykować jej zielony dres podczas rytualnego wręczania, miast posłuchać, co ważnego miała do powiedzenia i współczuć biedaczce, że dramaturgia tej imprezy zmusiła ją do milczącego wsparcia „gościnnych występów” prezydenta Komorowskiego, który z właściwą dla siebie słoniową zgrabnością w jednym zdaniu zmieścił więcej niezręczności niż się to jakiemukolwiek producentowi ortalionowych dresów mogło wyśnić.

Świat się na szczęście potoczył własną koleiną, niezręczności stały się prezydenta drugim imieniem, tropiciele dresów na salonach wrócili do Pudelka i komentowania zdjęć artystów nieco niższego sortu, a irytacja, której wyraz dała Strzępka, wymachując trofeum, też nie poszła na marne – to właśnie z takich drobnych aktów obywatelskiego zaniepokojenia zubożaniem polskiego życia kulturalnego prawie pół roku później powstała cudowna, masowa akcja zakończona podpisaniem Paktu dla Kultury. To projekt rozpisany na wiele lat, więc wprawdzie strach na razie cieszyć się z niego do przodu, ale mieć nadzieję już można. Z satysfakcją odpierać ataki krytyków, ględzących, że batalie toczone w teatrze nigdy nie zmienią pozateatralnej rzeczywistości – też.

Dwa lata temu, gdy syn najbardziej wojowniczego tandemu w polskim teatrze Jeremi rodził się w jednej z flagowych placówek polskiego położnictwa, wszyscy troje boleśnie odczuli na własnej skórze horror niekompetencji i nieodpowiedzialności, z jakimi każdy pacjent polskiej służby zdrowia spotyka się literalnie od pierwszych chwil życia, a właściwie nawet trochę wcześniej.

Gdy otrząsnęli się z szoku, Jeremi zabrał się do poznawania świata, a jego rodzice do przygotowywania bezkompromisowej sztuki, w której po szpitalnych korytarzach grasują nad wyraz dobrze znane nam monstra – specjalistka od prywatyzacji, która prędzej wciśnie dziecko z powrotem do macicy, niż pozwoli, żeby się w indywidualnej sali rodziło za darmo; doktor-paprotka, co to wprawdzie podpisuje listę obecności na dyżurze, lecz uchowaj św. Doroto, patronko położnic, aby się którejś z nich miał dotknąć i swoim zwyczajem wszystko na amen spartaczyć; młodzi ojcowie sterroryzowani modą na wspólne porody i jeszcze młodsze matki cichcem podmieniające swoje dziadki na cudze, sprawniejsze modele.

„Królestwo” Larsa von Triera to przy tym szpital w Leśnej Górze, więc nic dziwnego, że telewizja publiczna, choć na początku deklarowała zainteresowanie, cichaczem wycofała się z pomysłu. Na szczęście odwagi nie brakuje Teatrowi Rozrywki

Pola Sobaś-Mikołajczyk
Ultramaryna
23 września 2011

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski