Sztuka nowoczesna jako dekonstrukcja przyjaźni

"Sztuka" -Teatr Korez w Katowicach

Kiedy przyjaciel, którego znasz od dziecka, używa po raz pierwszy przy tobie terminu "dekonstrukcja", powinienieś dać mu w zęby, bo w momencie, kiedy wyda on 200 000 na obraz przedstawiający białe paski na białym tle, będzie już za późno...

Trzech bohaterów i trzy zgoła odmienne charaktery – z jednej strony Marc, przedstawiciel zdrowego rozsądku, dosadny, sarkastyczny, lubiący nazywać rzeczy po imieniu; z drugiej Serge,  ambitny, snobujący się reprezentant klasy średniej, który nagle z płomienym zapałem neofity staje się wyznawcą sztuki awangardowej oraz wypełniający pustą przestrzeń pośrodku, ciapowaty i nieznośnie koncyliacyjny Yvan, który w swym pragnieniu nie urażania niczyich uczuć, jak chorągiewka szamocze się pomiędzy nimi. W tym trójkącie rozgrywa się dyskusja o nowoczesnej sztuce, która w istocie okazuje się być dyskusją o nich samych – kontrowersyjne dzieło “samego Antriosa” staje się tylko katalizatorem długo skrywanych zadr i emocji. I oto piętnastoletnia przyjaźń staje pod wielkim biało-białym znakiem zapytania. 

Kameralna, niewymagająca scenograficznych fajerwerków komedia Yasminy Rezy, doskonale wpisuje się w przestrzeń przytulnej i nie mniej kameralnej sali katowickiego teatru Korez. Sztuka ta, będąca swego czasu przebojem światowych scen, jest tzw. scenicznym pewniakiem – jest na tyle dobrze napisana, że naprawdę niełatwo ją zepsuć, i tym razem również się to nie udało. Rzecz zagrana jest świetnie - mimo iż czasem zza pleców granych postaci zbyt nachalnie wyzierają tzw. chwyty warsztatowe, zaś momenty przeznaczone na śmiech są czasem zbyt grubą kreską podkreślone, to całość wybrzmiewa przekonująco i naturalne, a wraz z rozwojem akcji, ze stopnowym wyłanianiem się coraz intensywniejszych i głębszych emocji aktorzy mają co grać i grają - wszelkie furie, wrzaski, histeryczne kłótnie są tak prawdziwe, że aż śmieszne. Dodajmy, że humor zawarty w tekście, jak i niuanse dodane przez aktorów są na wysokim poziomie, co powoduje że widownia co i rusz wybucha niekłamanym śmiechem. A że pod zręcznie utkanym płaszczykiem komedii, ukrywa się tutaj wiele jakże trafnych obserwacji życia i ludzkich zachowań, to z czasem robi się też mądrze. I co najważniejsze: morał jest, lecz pozostaje niewypowiedziany, co wskazuje na szacunek dla inteligenicji widza. A to inteligentny widz sobie chwali.  

Jedna rzecz w ogólnej wymowie sztuki trochę jednak razi. Ostatecznie to zdroworozsądkowy Marc ma całkowitą rację, zaś zafascynowany sztuką nowoczesną Serg okazuje się tylko pustyn zakłamanym snobem. Stąd tylko krok do jakże łatwego i niestety bardzo popularnego wniosku, że oto cały współczesny świat sztuki to czysty idiotyzm i hipokryzja. Łatwo jest stojąc chociażby przed białym kwadratem na białym tle Malewicza, powiedzieć to samo co Marc – gówno.  

Nieco więcej wysiłku kosztuje, by dowiedzieć się, by zrozumiec te jak się okazuje niegłupie motywy, do owych biało-białych obrazów prowadzące. Na szczęście jednak nie jest to sztuka o sztuce, lecz sztuka o przyjaźni, a przede wszystkim całkiem dobra komedia.  

Podsumowując: udana adaptacja udanej sztuki. Śmieszne i niegłupie.

Michał Raszka
Dziennik Teatralny Katowice
24 lutego 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia