Sztuka w sztuce o sztuce

"Mewa" - reż: Paweł Miśkiewicz - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

Temat na niewielką opowieść: nad brzegiem jeziora siedzi kilka osób w różnym wieku - kochają sztukę, tak jak mewa kocha jezioro. Jedni są szczęśliwi, wolni, drudzy pogrążeni w żałobie po ciężkim życiu, a jeszcze inni przyjmują wszystko bez głębszych emocji. Niby nic się nie dzieje, ot takie zwykłe rozmowy o sensie życia, o żywocie artysty, rozprawy nad wizją teatru. Pewnie trochę nawet brak tu treści, ale to nikomu nie przeszkadza. Nagle przychodzi młody człowiek, uśmierca mewę. Dla zabawy, dla sztuki. To gest za życie

Może tak, może odrobinę inaczej, ale to właśnie „Mewa” Czechowa i Paweł Miśkiewicz, który postanowił potraktować ją w sposób nieklasyczny, innowacyjny. I to nie tylko przez przemieszanie oryginalnego tekstu dramatu z innymi, również Czechowskimi. Bo Miśkiewicz znany jest z tego, że tworzy „teatr introwertyczny”, czyli taki w którym akcja nie opiera się na samym przebiegu zdarzeń, ale bazuje raczej na indywidualnych doświadczeniach jednostki. A że „Mewa” to sztuka dialogu zewnętrznego i wewnętrznego zarazem, to reżyser mógł potraktować każdą postać z osobna, każda była równie dla niego ważna.

Po pierwsze zredukował obsadę do sześciu osób. Mamy tu więc bohaterów dojrzałych, samotnych, obdartych z idealnych wyobrażeń o świecie, pozbawionych złudzeń. Ale jest i młodsze pokolenie, które wciąż wierzy w prawdę, piękno, czyste uczucia. To zderzenie pokoleń reprezentuje również dwa odmienne spojrzenia na teatr – można powiedzieć (za Tadeuszem Nyczkiem) teatr „stary” i „nowy”. Aktorka - „gwiazda”, choć momentami komiczna - Arkadina (w ten roli fenomenalna Iwona Bielska) reprezentuje pierwszy typ, a jej syn, młody dramaturg Trieplew (utalentowany Wiktor Loga-Skarczewski) – drugi. Celem Miśkiewicza było ustawienie się z własnym teatrem gdzieś pośrodku tego konfliktu i idąc za Czechowem i jego poszukiwaniem „nowych form” - podjęcie próby odnalezienia tego właściwego, „nowszego” od zastanego współcześnie pomysłu na sztukę.

Reżyser postanowił „wyczyścić” sztukę ze zbędności. W związku z tym scenografia została ograniczona do minimum. Nie ma jeziora, nie ma dworu Sorina, właściwie ciężko odgadnąć gdzie akcja się rozgrywa. Przestrzeń zarysowują jedynie zwyczajne, drewniane krzesła i półprzezroczysta kurtyna. Z takim minimalistycznym obszarem zmagają się aktorzy. A ich role, każda z osobna tworzą swoiste kreacje. Jedną z bardziej oryginalnych interpretacji stworzyła Małgorzata Hajewska grająca Ninę.

Ta próba „nowości” połączona z zainteresowaniem psychiką jednostki, dała efekt ciekawy, aczkolwiek zbliżający się momentami do indywidualnego popisu umiejętności aktorskich. Ale pewnie o to właśnie chodziło, bo „społeczeństwo kocha artystów i ma do nich inny stosunek niż na przykład do kupców, ale to chyba rzecz normalna. To - idealizm.”

Na koniec warto jeszcze zaznaczyć, że „Mewa” jest też refleksyjną sztuką wychodzącą do widza, sztuką ważnych pytań o niedostępne prawdy, o głęboki wgląd w istotę, samopoznanie i sens bycia i poświęcenia dla idei.

Karolina Kiszela
Dziennik Teatralny Kraków
11 lipca 2011

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia