Sztuka życia

"Ecce Homo" - reżyseria: J. Stolarski - Teatr Polski w Poznaniu

18 lutego w teatrze Kana w Szczecinie miałam przyjemność osobiście podziwiać sztukę gry Janusza Stolarskiego w monodramie o dźwięcznym tytule "Ecce homo". Sam tytuł już świetnie odzwierciedla charakter przedstawienia. "Oto człowiek" - tak należy tłumaczyć łaciński tytuł, to wewnętrzny obraz psychiczny jednej osoby. Aktor wcielił się w postać Fryderyka Nietzschego i za pomocą monologu, próbował słuchaczom przybliżyć jego postać, a raczej ideę jego filozofii.

Sam Janusz Stolarski, przyznaje, że „ (...) robiłem ten spektakl jednak przede wszystkim dla siebie. Aby w sposób odpowiedzialny proponować coś drugiemu człowiekowi, wysyłać ku niemu impulsy, trzeba wpierw samemu, w sobie, dla siebie odnaleźć takie źródła (...)”. 

Z punktu obserwatora, stwierdzam, że doskonale mu się to udało. Zadziwił realnością wykonania. W połowie spektaklu, przestałam patrzeć na aktora jak na postać sceniczną, osobę, która użyczyła swojego ciała i głosu, by oddać realistyczny obraz Nietzschego, a patrzyłam na żywego człowieka, aktora, który w doskonały sposób wyraził wewnętrzne rozterki każdego człowieka, a nie tylko jednego, konkretnego, przywołanego filozofa. Oprócz treści, elementów filozofii, wielu prawd życiowych aktor przedstawił nam także wewnętrzny dramat, to co grało w duszy filozofa, to, czego się nie dało wypowiedzieć słowami. Odniosłam wrażenie, że patrzę nie na jedną, a na dwie różne postaci. Pierwsza znana z historii, zapewne bardzo inteligentna, głosząca życiowe porady i ucząca sztuki życia, druga, wyrażająca nie tyle słowami, co gestami swoje wewnętrzne przeżycia, oddająca swoją mroczną stronę, nie radząca sobie z uwięzieniem w ciele, pragnąca wyzwolenia, ciszy i spokoju. Tak naprawdę chodziło o jedną postać, ale o jej dwa oblicza, nieustannie toczące ze sobą walkę. Inteligencja z tragizmem wewnętrznym. Ogromna wiedza, wiedza życiowa i ból powstały w wyniku poznania prawdy wszelkiej o bycie ludzkim. Umiejętność głoszenia słów i trudność w wyrażeniu siebie. Geniusz i szaleństwo. Gra Janusza Stolarskiego, to perfekcyjne wydanie walki przeciwieństw.

Co sprawiło, że spektakl sprawił wrażenie doskonałego i powstrzymywał dech w piersiach widzów? Świetna gestykulacja, umiejętność gry ciałem i wyrażanie dzięki temu emocji niewyrażalnych słowami. Niewielka ilość rekwizytów. Praktycznie aktor posłużył się tylko skrzynią, która pełniła nie tylko funkcję szafy, stołu, czy łoża, ale tez loża śmierci i miejsca zamknięcia duszy, kojenia ran życia. Drugim dwuznacznym rekwizytem, była koszula, która raz była zwykłym odzieniem, innym razem szatą krępującą jego duszę, w końcu stając się w dzisiejszym rozumieniu kaftanem bezpieczeństwa. Trzeci element, który współtworzył spektakl to niesamowita gra świateł, a raczej chciałoby się powiedzieć gra cienia i ciemności, co po części również miało wyrażać ciemną stronę duszy Nietzschego.

Janusz Stolarski mawiał: "Nie szukałem atrakcyjności, raczej dobrego sposobu na porozumienie się z widzem, z drugim człowiekiem. Moje doświadczenia, mój kufer umożliwiły mi, otworzyły na dialog". Tak też jako widz odebrałam jego przedstawienie. Perfekcyjny dialog z widzem przy użyciu minimum efektywnych środków. Czysta sztuka z zachowanym złotym środkiem.

Agnieszka Dobrzaniecka
Dziennik Teatralny Szczecin
30 marca 2009

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia