Szukając siebie

"Mój boski rozwód" - reż. Marek Pasieczny -Teatr Nowy w Łodzi

Co zrobić, kiedy sufit wali się na głowę, a życie zmienia kurs o 180 stopni? Do najczęstszych reakcji należy załamanie, poczucie bezsilności i chaosu. Bohaterka spektaklu Marka Pasiecznego o wiele mówiącym tytule "Mój boski rozwód" nie poddaje się jednak - w walce z rzeczywistością wykazuje heroizm i chęć przetrwania za wszelką cenę. Choć jej zmagania trwają kilka lat, najważniejszy jest cel, coś, czego szukała przez długie miesiące. I odnalazła - własne, niezależne "ja".

Historia Angeli (Małgorzata Skoczylas) to klasyczny scenariusz „zamiany na młodszy model” - mąż zostawia ją dla Meksykanki, która ledwo mówi po angielsku (język ojczysty bohaterów sztuki), jednak mężczyźnie zupełnie to nie przeszkadza. Młoda kobieta ma bowiem inne „atuty”, które niwelują bariery komunikacyjne. Gdy Angela zastanawia się, jak powiedzieć swojej córce o rozpadzie związku rodziców, ta z rozbrajająca szczerością wyznaje, że o wszystkim wiedziała i poznała kochankę ojca. Matce zarzuca natomiast skrajną naiwność. Przedłużające się podróże służbowe męża powinny dać jej do myślenia. W konsekwencji kobieta zostaje sama (córka wyprowadza się do kontrowersyjnego narzeczonego), towarzyszy jej jedynie porzucony przez jej córkę pies Axel. Stara się pozbierać roztrzaskane w drobny mak własne „ja”. Nie jest to łatwe dla osoby, która przez wiele lat definiowała siebie w odniesieniu do męża i rodziny, której już nie ma.

Przed naszymi oczyma stają postaci dramatu - porzucona kobieta, jej podły, wyrachowany mąż, który nie poprzestaje na jednej kochance, córka, którą niewiele obchodzi los matki i rodzicielka Angeli, która także nie jest zainteresowana losem córki, a także przyjaciółki, które w sytuacjach kryzysowych zawsze mają wiele do powiedzenia. Spotykamy także doktora, który od wielu lat musiał wysłuchiwać hipochondrycznych wynurzeń głównej bohaterki oraz mężczyzn, z którymi spotykała się zdesperowana kobieta. A wszystko to zagrane przez… jedną osobę. „Mój boski rozwód” jest bowiem monodramem, prezentacją wspaniałego aktorskiego warsztatu Małgorzaty Skoczylas.

Usytuowana z 3 stron widownia osacza zarówno bohaterkę, jak i kilka elementów scenografii, z których zbudowany jest jej świat. To dwa czarne manekiny na ubrania, będące symbolami pojawiających się w życiu Angeli osób, pies (biały, drewniany, uwiązany na smyczy pies na kółkach), telefon, pióropusz, kilka kartek papieru oraz różowa włochata wykładzina pomagająca w zbudowaniu scenicznej metafory. Dywanik ma kształt prostokąta, jest jednak rozcięty wzdłuż przekątnej, tworząc tym samym dwa trójkąty. Wraz z postępującym procesem wewnętrznej dezintegracji bohaterka odsuwa od siebie oba trójkąty, w konsekwencji czego pośrodku powstaje czarny długi pas. To miejsce, w które wdziera się chaos. Ostatecznie jednak oba elementy zostają scalone, a kobieta po wielomiesięcznych bataliach ze światem odzyskuje wewnętrzną równowagę.

„Mój boski rozwód” to opowieść o trudnym i bolesnym procesie układania sobie życia na nowo po wielkiej emocjonalnej katastrofie. To historia o poszukiwaniu nowego układu odniesień, aby móc zbudować kolejną tożsamość. Mimo, iż spektakl charakteryzuje spora dawka humoru, całość ma gorzki wydźwięk. Z pewnością nie jest to historia z klasycznym happy endem w hollywoodzkim stylu, w codzienności głównej bohaterki raczej przeważają upadki, aniżeli wzloty. Czasami, kiedy już wydaje się, że Angela dostrzega światełko w tunelu i ma szansę zmienić swoje beznadziejne położenie, okazuje się, że może być jeszcze gorzej. Tylko dzięki sile charakteru i woli walki udaje się zbudować nową jakość, odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Historia opowiedziana przez Marka Pasiecznego to nie mydlenie oczu, tylko gorzka prawda pokazana przy użyciu oszczędnych środków. To spektakl, którego siła tkwi w umiejętnym ukazaniu życia wewnętrznego kobiety, którą los podstawił pod ścianą.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
13 października 2009

Książka tygodnia

Trailer tygodnia