Szukałem takich ludzi

rozmowa z Łukaszem Kosem

Rozmowa z Łukaszem Kosem, reżyserem musicalu "Przebudzenie wiosny", którego premiera odbyła się 29 kwietnia w Teatrze Rozrywki w Chorzowie

Dawid Komuda: „Przebudzenie wiosny” jest Pańskim debiutem musicalowym, zatem jak Panu odpowiada taka forma komunikacji z widzem?

Łukasz Kos:
Praca nad „Przebudzeniem wiosny” to dla mnie ciekawa podróż. Ten mój ‘pierwszy raz’ sprawia mi ogromną radość, jest spełnieniem marzeń. Także dzięki współpracownikom, bo udało mi się zebrać wspaniałą ekipę m.in. Jarka Stańka. Choreografia stanowi połowę języka naszej opowieści, współtworzy przekaz, niesie sens. Światła i filmy tworzył dla nas wybitny operator filmowy Marek Dawid, kompletnie szalony artysta, twórca najlepszych reklam. Że wymienię tylko ich. Jarek powiedział mi, że ten tytuł w świecie musicalu to taki ‘Święty Graal’.

Jak wyglądała praca z młodymi ludźmi? Dla części z nich był to debiut sceniczny...

Casting trwał bardzo długo i można powiedzieć, że był to żmudny proces. Jednak zaparłem się i teraz każdego dnia pracy i prób dziękuję samemu sobie, że nie odpuściłem i szukałem tak długo, póki nie znalazłem doborowej obsady. Zostali wybrani bardzo zdolni, świetnie śpiewający młodzi ludzie, którzy idealnie pasują do granych przez siebie postaci, co bardzo ułatwiło pracę nad spektaklem. Każdy z nich to osobowość. W muzyce – no, powiedzmy – rockowej, która właściwie tworzy ten musical, jest to niezwykle ważne. Szukałem takich właśnie ludzi.

Jak przebiegały próby stolikowe? Czy temat był bliski młodym aktorom?

Nie był prób stolikowych. Od razu poszliśmy na żywioł. Aktorzy improwizowali na bazie swoich przeżyć z okresu dojrzewania. Każdy z nas przywoływał moment swojego pierwszego razu. Zadałem taki temat na jedną z pierwszych prób: poprosiłem, aby aktorzy opowiedzieli o doświadczaniu największego wstydu z czasów szkolnych. Ta próba była niezwykle inspirująca.

W jaki sposób przedstawia Pan świat dorosłych w musicalu?

U Wedekinda świat dorosłych tworzy opresję dla młodych bohaterów. Wszyscy się boją, są zasznurowani w XIX-wiecznych gorsetach. Muzyka przenosi ich w świat emocji, staje się sposobem na wyrażenie siebie. Wynaturzenie tamtej rzeczywistości przez gorsety, suknie z krynolinami i peruki kontrastuje z rockową muzyką.
Młodzi śpiewają, pędzą, tańczą, krzyczą.
Dorośli milczą. Muszą się skonfrontować z silnymi emocjami rządzącymi dorastającymi nastolatkami.
W naszej polskiej wersji zadaliśmy pytanie: jak to się dzieje, że stajemy się starzy? I kiedy tracimy to, co mamy w sobie?

Czy kontrowersyjne tematy są w spektaklu uwypuklone?

Co dzisiaj jest kontrowersją? Co jest bulwersujące? Nie wiem. Ale nie można uciekać od trudnych rzeczy, trzeba o nich opowiadać i je uwypuklać.

Kusiło Pana, żeby zmieniać tekst?

Bardzo kusiło! Ale agencja, która udzieliła nam licencji na wystawienie utworu, nie pozwoliła na jakiekolwiek zmiany. Jest to duży problem w pracy nad musicalem. Z drugiej strony, musical to bardzo silna formuła, która trzyma się swoich zasad i wszelkie, nawet niewielkie zmiany, nie zawsze wychodzą mu na dobre. Trudno to przełamać, nawet jeśli coś mi się nie podoba.
Ale żałuję wielu rzeczy, które są u Wedekinda, a nie ma ich w musicalu. Np. sceny pogrzebu młodego samobójcy, nad którym odbywa się jakieś prawdziwe piekło. No, ale może to za duży hardcore jak na Broadway!

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dawid Komuda
Dziennik Teatralny Katowice
2 maja 2011
Portrety
Łukasz Kos

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski