Ta stara miłość w nowych dekoracjach

"Ariodante" - reż. Krzysztof Cicheński - Warszawska Opera Kameralna

Georg Friedrich Händel skomponował operę "Ariodante" do libretta Salviego "Ginevra, principessa di Scozia", opartego na pieśniach "Orlando furioso" Ariosto. Händel stworzył operę w roku 1734, a jej premiera miała miejsce 8 stycznia 1735 na scenie Covent Garden w Londynie. Pierwsze w Polsce wystawienie tej zupełnie nieznanej opery zostało pokazane w Warszawskiej Operze Kameralnej. Publiczność będzie także mogła posłuchać wykonania tego dzieła w wersji koncertowej w niedzielę w Studiu im. Witolda Lutosławskiego.

Jerzy Lach, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej, wystawiając "Ariodante", po raz kolejny realizuje swoje pomysły wspierania młodych artystów. Od kilku sezonów wykonawcy z całej Polski występują we własnych realizacjach operowych w ramach Sceny Młodych, a nazwiska niektórych artystów stają się powoli uznaną marką. Dyrektor Lach reżyserię bardzo trudnej opery Händla powierzył Krzysztofowi Cicheńskiemu, reżyserowi znanemu z autorskich działań eksperymentalnych. Do współpracy zaprosił on jak zwykle scenografkę Julię Kossek i awangardowego filmowca Leszka Garstkę.

Jednak największym i najbardziej udanym pomysłem w tej realizacji było powierzenie głównej roli wokalnej Kacprowi Szelążkowi, znanemu dotychczas z występów w "Agrypinie" i "Koronacji Poppei". Zwłaszcza rola Nerona przykuła uwagę warszawskiej publiczności ze względu na dojrzały występ młodego artysty.

Od pierwszej chwili śpiew Szelążka oszołomił publiczność, która po każdej arii biła mu brawo. Pełna rozpaczy aria "Tu preparati a morire" ukazała cały kunszt wokalny i aktorski Kacpra Szelążka. O ile w pierwszym akcie był lekkomyślnym młodzieńcem zakochanym w księżnej Ginewrze, o tyle w akcie II wspaniale zagrał rozpacz porzuconego kochanka. Wszyscy byli oczarowani. Partnerowała mu wielka Olga Pasiecznik, primadonna Warszawskiej Opery Kameralnej. Artystka ujęła publiczność genialnym śpiewem i niezwykłym dramaturgicznym potraktowaniem roli. Złamana i przeczuwająca nieszczęście wykonuje arie pełne bólu i rozpaczy. Ich duety to arcydzieła wokalne, wsparte doskonałą grą aktorską.

Drugim kontratenorem w tym przedstawieniu jest Jan Jakub Monowid, który powoli przyzwyczaja nas do swoich interpretacji postaci o skomplikowanej psychice lub do kreowania roli niesfornych chłopców. Tym razem gra diabolicznego Polinesso, który ucieknie się do każdej nikczemności, aby zdobyć władzę. Oprócz niego na scenie pojawia się Dagmara Barna, która śpiewa partię Dalindy. Ta młoda śpiewaczka ma czarujący głos, a ponieważ stale współpracuje z Olgą Pasiecznik, potrafi śpiewać zarówno w sposób niezwykle słodki, jak i pełen rozpaczy.

Wszyscy wykonawcy tej opery zaśpiewali na niesłychanie wysokim poziomie i należy się cieszyć, że opera ta będzie miała swoje wydanie płytowe. Warto posłuchać arii w wykonaniu Wojciecha Parchema (gwałtowny Lurcanio) i Andrzeja Klimczaka (Re di Scozia), który jest w szczytowej formie wokalnej.

Krytykowana przez niektórych nowoczesna wersja inscenizacji, dziwne stroje (nie wiadomo dlaczego Polinesso chodziła w dresie i zbroi) i niektóre zachowania chóru na szczęście nie przeszkadzają w psychologicznym kreowaniu postaci głównych bohaterów. Namiętność Ariodante i Ginevry to staroświecka wersja współczesnej komedii romantycznej. Zawiłe losy bohaterów są podkreślane cudowną muzyką i pełnymi melodii ariami, które w wykonaniu Olgi Pasiecznik i Kacpra Szelążka brzmią jak współczesne pieśni miłosne muzyki popularnej. Wielka to zasługa Władysława Kłosiewicza, pod którego kierownictwem wspaniale brzmiał przez cztery i pół godziny Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antique Collegium Varsoviense.

Ogólna radość, która zapanowała na scenie po wyjaśnieniu się skomplikowanej intrygi, udzieliła się także publiczności. Widzowie na stojąco rzęsistymi brawami dziękowali artystom za niezwykłą ucztę muzyczną i dramatyczną. Bardzo długi wieczór był udany ze względu na idealne zgranie wykonawców - pomiędzy chórem, orkiestrą a solistami wystąpiła synergia dająca niecodzienną nadwyżkę wielkiej sztuki.

Wojciech Giczkowski
Teatr dla Was
18 marca 2016

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia