Tajemna miłość długonosego poety, czyli serce i szpada

"Cyrano de Bergerac" - reż. Paweł Aigner - Teatr Polski w Bielsku-Białej

"Cyrano de Bergerac" Edmonda Rostanda w reż. Pawła Aignera w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Zdzisław Niemiec w Kronice Beskidzkiej.

Zespół bielskiego Teatru Polskiego został skompletowany przez dyrektora Witolda Mazurkiewicza tak, że żadnych wyzwań się nie boi. Poradził sobie świetnie z "Weselem" Wyspiańskiego, a teraz dzielnie zmierzył się z jeszcze trudniejszym zadaniem. Wejście na kolejny, wyższy poziom - czyli level, jak mawia młodzież -wymusiła francuska sztuka "Cyrano de Bergerac", niemal tak stara jak 130-letni gmach tego teatru.

Edmond Rostand, autor tej komedii bohaterskiej, balansuje na granicy romansu, farsy i melodramatu opowiadając śmieszno-smutną historię nieszczęśliwie zakochanego muszkietera (tytułowy Cyrano de Bergerac) cierpiącego z powodu zbyt dużego nosa. Ten kompleks nie pozwala mu wyznać wprost miłości kuzynce Roksanie (w tej roli stylowo urokliwa Oriana Soika). W efekcie dzielny i utalentowany poetycko wojak marnuje sobie życie, bo - jak się okazuje - mógł być przez nią kochany. Morał tej słynnej sztuki, należącej do europejskiej teatralnej klasyki, wydaje się więc oczywisty. Natomiast realizacja widowiska prosta nie jest.

W oryginale sztuka ma aż pięć aktów (w TP po nieznacznych skrótach są dwa). Aktorzy muszą wykuć na pamięć kilometry wiersza - najwięcej Michał Czaderna, odtwórca roli tytułowej - i nauczyć się podawać go tak, by brzmiał naturalnie i zrozumiale. Niby oczywistość, ale nie zawsze do pokonania (w TP się udało, przekład z 1966 roku brzmi całkiem współcześnie). Do tego zawrotne tempo akcji, narzucone - i słusznie - przez reżysera Pawła Aignera, cenionego na krajowych scenach, a bielszczanom znanego z udanych realizacji w Teatrze Lalek Banialuka (ostatnio - widowisko "Tuwim i..."), wymaga precyzyjnego zgrania całego aktorskiego zespołu (wraz ze statystami przez scenę przewija ślę 15 osób!). Na dodatek aktorzy muszą równie sprawnie jak słowem posługiwać się szpadą. Szermiercze pojedynki - niezwykle rzadko oglądane w teatrach - są jedną z atrakcji tego spektaklu (choreografia walk - Rafał Domagała). Podobnie jak efektowne kostiumy zaprojektowane przez Zofię de Ines-Lewczuk, od lat mistrzynię w tej dziedzinie, oraz młodą, utalentowaną bielską projektantkę Igę Sylwestrzak. Do tego stylowa, późnobarokowa oprawa muzyczna, przygotowana przez kompozytora Piotra Klimka, też dobrze znanego widzom Banialuki.

W oko wpada też od razu pomysłowa, dowcipna scenografia Magdaleny Gajewskiej - dobudowany spory fragment lóż oraz poszarpana słynna kurtyna z tańczącymi nimfami. Reżyser Paweł Aigner najlepiej czuje się w scenach o komicznym zabarwieniu, gagów więc nie brakuje.

Michał Czaderna mówił przed premierą, że serce pęka mu z radości, bo może zagrać tę słynną rolę, ale czasem śnią mu się koszmary, bo ogrom zadania budzi strach. Schodzi ze sceny zmęczony, może nawet nieco odchudzony wysiłkiem i stresem, ale może być zadowolony z efektów. Bo publiczność na tym niezwykłym, atrakcyjnym widowisku z gatunku płaszcza i szpady ani przez moment się nie nudzi. Nie zakaże pojawiać się aktorom na scenie przez miesiąc. Wprost przeciwnie...

Zdzisław Niemiec
Kronika Beskidzka
6 lutego 2021
Portrety
Paweł Aigner

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...