Taneczne perpetuum mobile

"Jakby miało trwać wiecznie" - reż. Janusz Skubaczkowski - PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie, Wydział Teatru Tańca w Bytomiu

Etiuda „Jakby miało trwać wiecznie" to spektakl dyplomowy przygotowany przez studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu, PWST im. L. Solskiego w Krakowie pod kierunkiem dr Janusza Skubaczkowskiego.

Prezentacja ta stanowi dzieło otwarte, składające się z luźnych scen podporządkowanych dominancie kompozycyjnej, jaką są emocje rodzące się między ludźmi, partnerami, interlokutorami. Barwne obrazy składające się na taneczny kolaż przeplatają się ze sobą, tworząc atrakcyjną kompozycję emanującą silnymi emocjami. Tancerze w pozbawionej scenografii przestrzeni sceny odtwarzają zwyczajne sytuacje z życia przeciętnych ludzi, prowadząc widzów poprzez różne epoki historyczne. Przewodnikiem po zmieniających się czasach jest muzyka, stanowiąca dźwiękową ilustrację rozgrywającej się na scenie akcji. Dzięki niej widz może umieścić prezentowane „obrazy w ruchu" w konkretnym kontekście, zakorzenić je.

W pierwszej scenie eteryczne tancerki przypominają nieco nimfy leśne, driady, czerpiące przyjemność z kąpieli zażywanych w strugach deszczu. Po chwili reorganizują się, tworząc układy w parach bądź trójkach. W kolejne scenie delikatność ruchów ustępuje miejsca dynamicznemu tańcowi. Następnie mają miejsce „zaloty", przywodzące na myśl dawne, zabawy dworskie organizowane dla szlacheckiej młodzieży. Stylowa, klasyczna muzyka stanowi łącznik przeszłości z teraźniejszością. Po chwili zastępują ją dźwięki rodem z cyrku, a tancerze przemieniają się w Cyganów i Cyganki opowiadających za pomocą somatycznego alfabetu historię swojego żywota. Po kolejnym przejściu muzycznym scenę zdominował solista. Następnie dołączają do niego inni. Kobiety aktywują się dopiero w kolejnym wejściu, lecz taniec wcale nie przypomina szlachetnej sztuki. Ich ciałami targają wstrząsy, drgawki przypominające atak epilepsji. Dynamiczne ruchy i przerażone twarze stanowią doskonałe połączenie. Wokół nich tworzy się atmosfera grozy, chaosu. Kolejnym przejściom tematycznym towarzyszy muzyka, doskonale oddająca nastrój. Scenę wieńczy pokaz solisty, który ustępuje po chwili miejsca tancerzom ubranym w krótkie spodenki. Tym razem oczom widzów ukazuje się barwny obraz rodem z amerykańskich meczy football'owych. Tancerki do złudzenia przypominają cheerleaderki. Kolejny obraz ukazuje parę zmagającą się z problemami rodzącymi się w ich wybuchowym związku. W scenie poprzedzającej finałową można zobaczyć egzemplifikację współczesnego upodobania do ludowości i etniczności. Taneczna, zmultiplikowana wersja Cleo i Donatana pląsa po parkiecie, zdążając powoli do kresu spektaklu, w którym łańcuch składający się z ludzkich ogniw wije się po scenie, przeciągając wyimaginowaną linię, fortunę, uśmiech losu (?) na swoją stronę.

Zastosowany w spektaklu zabieg przypomina nieco technikę pętli (loop). Przejawia się to głównie w nieustannych rozstaniach i powrotach bohaterów. Coś się kończy, coś się zaczyna, lecz wszystko odbywa się w granicach dozwolonej, zaplanowanej i wpisanej w dzieło struktury. Poszczególne sceny to obrazy w ruchu. Obrazy życia. Codzienna proza. Z pewnością każdy z nas mógłby umieścić je w swojej galerii minionych wspomnień. Przedstawieni bohaterowie stanowią odzwierciedlenie pewnych uniwersalnych typów osobniczych. Natomiast widz, jeśli chce doszukiwać się pewnych zbieżności ze swoją biografią, może podstawić siebie pod konkretnego tancerza A,B,C.... Wspomniana cykliczna repetycja stanowi alegorię życia i historii ludzkości. Nieważne są czasy, nieistotne są warunki życia... Tak więc, co jest najważniejsze dla bohaterów, których poznajemy w kolejnych odsłonach spektaklu? Prawdziwe uczucia, ekspresja i dialog międzyludzki. Komunikacja interpersonalna trwa od zarania dziejów i trwać będzie do końca istnienia ludzkości.

„Jakby miało trwać wiecznie" to nie tylko popis taneczno-gimnastycznych umiejętności, lecz także doskonała dawka aktorstwa w wydaniu studenckim. Za każdym, nawet najmniejszym scenicznym gestem, grymasem, drżeniem ciała kryje się potężna dawka emocji. Twarze tancerzy nie ukazują już mało inteligentnych uśmiechów bądź pustki, jakże typowej dla współczesnych artystów. Kluczem do analizy zachowań może być realizm psychologiczny postaci, angażujący w grę cały organizm. W młodych adeptach Wydziału Tańca kłębi się niespożyta energia oraz siła, którą skutecznie udało się poskromić Januszowi Skubaczkowskiemu- reżyserowi i choreografowi spektaklu. Przekuł on młodzieńczą ekspresję na sztukę, w której głównym środkiem wyrazu był taniec przesycony skrajnymi emocjami. Na twarzach tancerzy maluje się cała paleta uczuć opowiadających bezgłośnym językiem historię bohaterów, a wraz z ich występem na teatralne deski wkracza powiew świeżości, okraszony szczyptą tanecznej improwizacji doprawionej intrygującą linią narracyjną.  A taniec niechaj trwa... w nieskończoność. So let's hope the world won't end, and let's promise once again that if the world don't end and the sky don't fall, and if there's nothing happening at the mall, and if we have any luck at all, our love (DANCE! )will last forever and ever!*

*Our Love Will Last Forever and Ever, Mr T Experience

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
4 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia