Taniec i lalki

rozmowa z Maszą Trypusten

To jest eksperyment, o którym już dawno myśleli. Scenariusz był gotowy, ale czekali na sprzyjające okoliczności. Długo szukali kogoś, kto ich pomysły zrealizuje w rzeczywistości. Poszukiwali choreografa i wykonawców. Rozesłano wiadomości po całej Polsce. Cel był taki żeby wyłonić tancerzy zawodowych - o nowym spektaklu "Przemiany" w Teatrze Groteska w Krakowie mówi Masza Trypusten, tancerka.

Studia w Białorusi, początek kariery w Moskwie, praca w Warszawie w teatrze Buffo, występy w programie You Can Dance. Jakimi ścieżkami trafiłaś akurat do Teatru Groteska w Krakowie?

Właściwie bardzo prostymi. Zeszłego lata natrafiłam w Internecie na informację o zbliżającej się audycji z Caroline Finn. W Krakowie bywałam już wcześniej, pracowałam tu w szkole tańca, trochę znam to miasto i muszę powiedzieć, że jest bardzo przyjazne. Wyczuwa się tu dobrą atmosferę. Zaciekawiło mnie połączenie tańca współczesnego z teatrem we współczesnej choreografii, a do tego – w teatrze lalek. Ciekawa mieszanka! Przyznaję, że nie wiedziałam nic o Teatrze Groteska, i niewiele o samej Caroline. Audycja trwała długo, chyba pięć godzin! Sprawdzano nas na wszelkie sposoby – improwizacja, aktorstwo, wytrzymałość.. Kolejne osoby odpadały z przesłuchań ale nie czuło się ostrej rywalizacji, wręcz przeciwnie – pani Małgorzata Zwolińska i pan dyrektor Weltschek stworzyli taką dobrą, zdrową atmosferę. A Caroline.. jak ją zobaczyłam to pomyślałam, że chciałabym mieć taką lekkość ruchów i niesamowitą aurę!

Caroline Finn jest postacią świetnie znaną w świecie tanecznym i teatralnym, wielokrotnie nagradzaną w najważniejszych konkursach choreograficznych. Jak wygląda współpraca z nią w Grotesce?

Wcześniej nawet nie wiedziałam, że ona jest taka sławna! Ale już po castingu wcale się temu nie dziwiłam - ona jest taka otwarta, optymistyczna, zdolna! Relacje między nami są dobre, właśnie tak to powinno wyglądać - nie zupełny luz,z którego może brać się brak szacunku ale też nie ekstremalny wycisk. Trzeba znaleźć złoty środek i ona go ma. Co prawda w trakcie pracy zapomina się o płynącym czasie ale zmęczone ciało o nim przypomina.

„Przemiany" są zestawem siedemnastu scen bez słów. To odrębne obrazy czy jednak łączy je jakiś ciąg fabularny? Czy odczujemy pewne odniesienia do historii, kultury?

Bardziej niż konkretne aspekty historyczne czy kulturowe będzie liczyła się pewna właściwość losu i życia - zmienność, przemijanie i odradzanie. Jak to będzie finalnie wyglądało wie to tylko dyrektor i choreografka (śmiech). Nie wiemy co jest we wszystkich scenach, oczywiście nie wszyscy biorą we wszystkim udział ale konsultujemy się między sobą. Tam jest bardzo dużo treści - siła żywiołów, gra dualizmów, opozycje mężczyzna - kobieta, czarny – biały, jin – jang, prócz tego historia miłosna, siły ciemności, a w końcu marsz historii, jej cykliczność, niszczenie i odrodzenie życia.

W takim razie plastyczna strona przedstawienia zapowiada się interesująco! Jakich efektów możemy się spodziewać jeśli chodzi o scenografię i kostiumy pani Małgorzaty Zwolińskiej?

Nie mogę wszystkiego zdradzać! Na pewno ciekawym efektem będą projekcje z przodu i z tyłu sceny, daje to poczucie jakiegoś głębszego wymiaru. Pani Małgorzata tworzy scenografię i kostiumy z ogromną pasją, efekty są niesamowite. Czasem trudno nam tancerzom współgrać z kostiumami bo są bardzo..teatralne. Ciekawostkę stanowią maski, a większość z nas nie miała z nimi doświadczenia. To jest trochę trudne, bo jesteśmy przyzwyczajeni,że duża część ekspresji uwidacznia się na twarzy. Tu pozbawiono nas tego atrybutu ale można się trochę pomęczyć bo bardzo ciekawie to wygląda. Na próbach czasami przez te maski nie można odróżnić gdzie kto jest, śmialiśmy się że trzeba napisać jeszcze na maskach imiona.

Pewnym zaskoczeniem wydaje się fakt, że właśnie teatr Groteska zdecydował się na realizację takiego projektu jakim są „Przemiany". Choć wcześniejszy spektakl Adolfa Weltschka i Małgorzaty Zwolińskiej „Hommage à Chagall" okazał się wielkim sukcesem, „Przemiany" to jednak całkiem inne wyzwanie, wzbogacone o możliwości jakie niesie ze sobą taniec współczesny.

To jest eksperyment, o którym już dawno myśleli. Scenariusz był gotowy, ale czekali na sprzyjające okoliczności. Długo szukali kogoś, kto ich pomysły zrealizuje w rzeczywistości. Poszukiwali choreografa i wykonawców. Rozesłano wiadomości po całej Polsce. Cel był taki żeby wyłonić tancerzy zawodowych, ale też w jakiś szczególny sposób pasujących do wizji spektaklu.

Czego uczycie się od siebie nawzajem współpracując w Grotesce? Jakie nowe wyzwania Was tu spotkały?

Każda współpraca czegoś nas uczy, to jest dla mnie takie oczywiste ale i niesamowite. Uczę się wiele z relacji między ludźmi, ale też z wysiłku jaki wkładam w kolejne projekty. Jestem tancerką, więc staram się tańczyć jak najlepiej. Taką nową umiejętnością aktorską, której tu nabywam jest z pewnością współpraca z kostiumem, maskami. Tu przestaję być tańczącym ciałem, staję się bardziej postacią.

Co w „Przemianach" najbardziej Cię porusza? Ważniejsze są emocje, wrażenia wyczuwalne jakoś podskórnie czy raczej treść zawarta w sztuce?

Dla mnie ważna jest głębokość myśli złożonej w spektaklu. Odbieram bardziej przez ciało, uczucie i albo coś wciąga i jest dla mnie ciekawe, albo po prostu nie wciąga, i wtedy czuję, że to jest reżysersko źle zrobione. Nie może być „pusto w środku" po obejrzeniu spektaklu. Teatr, a szczególnie teatr tańca powinien wciągać w inny świat, inną rzeczywistość. Mam nadzieję, że taki spektakl właśnie tworzymy.

Agnieszka Bednarz
Dziennik Teatralny Kraków
9 czerwca 2014
Portrety
Masza Trypusten

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski