Taniec w teatrze

rozmowa z Leszkiem Bzdylem

W niedzielę w Centralnym Basenie Artystycznym gościnny pokaz łódzkiego spektaklu "Przed południem, przed zmierzchem" Piotra Cieplaka i zespołu Nowy Dada

Izabela Szymańska: Jedną z inspiracji spektaklu było polskie kino lat 60. Co was w nim urzekło?

Leszek Bzdyl, tancerz, choreograf, inicjator projektu: Pewna delikatność w przyglądaniu się życiu połączona z autoironią. To dawało doskonałą możliwość opowiadania o świecie. Te filmy były parateatralne. Np. "Salto" to film grany, nierzeczywisty, wypreparowany w czarno-białym kadrze. Ta teatralność daje szansę wniknięcia w emocje, stany, które są za kurtyną, widz sam musi do nich dotrzeć.

Nawiązania do lat 60. widoczne są także w scenografii. Przez takie antydatowanie kreujemy rzeczywistość nie do końca realną. Zapraszamy do dziwnego mieszkania, w którym mieszka pięć osób, ale w pewnym sensie każdy mieszka w swoim osobnym mieszkaniu.

Jak łódzcy widzowie przyzwyczajeni do spektakli dramatycznych odebrali na swojej scenie taniec?

Mieliśmy kilka rozmów po spektaklach. Padały na nich głosy, że przedstawienie bez słów to pusty obrazek, ale w czasie tej samej dyskusji ktoś inny mówił o wewnętrznej podróży, jaką dzięki temu spektaklowi przeżył. Oba te zdania wypowiedziały osoby, które po raz pierwszy zetknęły się ze spektaklem tańca.

Ostatnio czytałem tekst Petera Brooka o Jerzym Grotowskim - pisał o widzu, którego trzeba odzierać z lęków, przyzwyczajeń, uczyć, że nie należy niczego oczekiwać, tylko być otwartym na przedsięwzięcie artystyczne. Jeśli poprzez rytm, nielinearną narrację widz odkrywa coś dla siebie, to mamy sukces.

Dlaczego zależało ci, żeby spektakl tańca reżyserował twórca z teatru dramatycznego?

Chciałem wyjść z hermetycznego świata tańca. Nie lubię zamykać tańca w tańcu i teatru w teatrze, interesuje mnie stawianie mostów między dziedzinami sztuki. Spektakl "Przed południem, przed zmierzchem" jest w poprzek schematom produkcji teatralnych i tanecznych. Kiedy Zbigniew Brzoza objął łódzki Teatr Nowy i zaprosił nas do współpracy, powstała doskonała okazja, żeby przygotować przedstawienie, które będzie na co dzień w repertuarze, a nie tylko pokazywane okazjonalnie na festiwalach. Będzie miało równy status jak spektakle teatru dramatycznego. Na Zachodzie jest to normą, u nas - działaniem pionierskim.

Z Piotrem Cieplakiem współpracowałeś wielokrotnie, opracowując ruch sceniczny do jego spektakli.

Gdy przed naszą pierwszą współpracą w 1997 roku wszedłem do jego gabinetu w Rozmaitościach, na półce miał nagrania brytyjskiej grupy physical theater DV8. W Polsce nikt wtedy o nich nie słyszał. Później, w Sztokholmie, wyreżyserował etiudę, w której wziąłem udział ja i Kasia Chmielewska, muzykę na żywo grały Kormorany. Piotr bardzo uważnie obserwował każdy szczegół naszego działania i budował narrację. To inny rodzaj pracy: tancerze nie podążają jak aktorzy za myślą zapisaną w dramacie, ale są współtwórcami scenariusza. W "Przed południem, przed zmierzchem" Piotr dał nam ramy, miał określony początek przedstawienia. Resztę dopełniliśmy wspólnie, to była demokratyczna praca: Piotra, tancerzy Nowy Dada, czyli związanych z Teatrem Dada von Bzdülöw i Teatrem Nowym oraz muzyków. I nie można zapomnieć o Pawle Szamburskim i Patryku Zakrockim z zespołu SzaZa. Pojawili się w połowie prób i swoją muzyką wysłali nas w kosmos radosnych poszukiwań.

Gracie z muzyką na żywo lub z taśmy. Jak będzie w Warszawie?

SzaZa zagra na żywo. To dwa różne spektakle. Z płytą jest kameralnie, z muzyką na żywo intensywnie i energetycznie.

Izabela Szymańska
Gazeta Wyborcza Stołeczna
11 sierpnia 2009

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia