Teatr a muzeum

Felieton Marka Weissa

Pozornie obie instytucje służą sztuce z takim samym oddaniem swoich ubogich pracowników, którzy wierzą w powierzoną im misję, realizują pasje zaszczepione im od dziecka i nie przyjmują do wiadomości, że ich epoka przemija i że już nie są najważniejszymi filarami kulturalnego, czyli cywilizowanego świata.

Mówię pozornie, bo tylko zdegradowana substancja materialna w większości tych instytucji wydziela ten sam spleśniały zapach i podobne zacne twarze można spotkać na ich korytarzach, w tanich bufetach, czy rozpaczliwych zebraniach „załogi", na których dyrekcja wciska im nieśmiertelny kit.

W rzeczywistości fundamentalne zadania, jakie zostały im wyznaczone od ich powstania, są całkowicie przeciwstawne. Muzeum ma chronić to, co już powstało, zachować w nietkniętym kształcie to, co ocalało, gromadzić zbiory w każdej dziedzinie z szacunkiem dla artystów, rzemieślników i czasów, w jakich przyszło im tworzyć. Muzeum nie narzuca wartościowania w odbiorze swoich zbiorów. Uznaje oczywiste hierarchie, ale uprawia pewien rodzaj demokratycznego traktowania wszystkiego, co należy do przeszłości, jako naszego wspólnego dobra, z którego zawsze może ktoś wydobyć coś istotnego dla siebie i odkryć piękno w czymś, co wydawało się tworem nieudanym i zapomnianym. Szaleństwo komercji i oglądalności zdeprawowało wiele tych szacownych instytucji skłaniając je do realizowania projektów i wystaw, które mogłyby przyciągnąć więcej zwiedzających i usprawiedlić w oczach władz niemałe wydatki ponoszone na gromadzenie i ochronę zbiorów. Ten pościg za wykazywaniem się ilością widzów, który zdominował wszystkie dziedziny sztuki, nie oszczędził także muzeów, które z samej istoty swoich zadań nie powinny być w żaden sposób uzależnione od wyników finansowych.

Teatr to żywy człowiek na scenie tu i teraz. Jego zadaniem jest oddychać tym samym rytmem, jak jego brat, który obserwuje go z ciemności widowni. Wyniesienie aktora na scenie ponad widzów narzuca na niego obowiązek uwznioślenia prostych gestów i zachowań życiowych, nadania im szczególnego znaczenia i możliwości identyfikacji z nim naszych trosk i radości na wyższym, zmitologizowanym poziomie. Ta identyfikacja z żywym artystą na scenie osiąga w arcydziełach teatralnych ogromne napięcie emocjonalne i może doprowadzić do wstrząsu zwanego catharsis, czyli oczyszczeniem. Uwalniamy złogi win z naszej pamięci i przynajmniej na chwilę stajemy się lepsi, lub pragniemy się takimi stać. Teatr żyjąc z nami w tym samym czasie i przestrzeni wskazuje nam zatem kierunek w przyszłości. Jest drogowskazem dla naszego ruchu do przodu bez oglądania się wstecz. Narzuca nam swoją hierarchię wartości w sposób kategoryczny. Nie jest więc obiektywny i sprawiedliwy. Głośno wykrzykuje swoje racje, jakże często niepopularne i dalekie od poprawności politycznej. Oczywiście, że zdarza się zamiana funkcji i muzeum aspiruje do bycia teatrem, a teatr niejednokrotnie staje się muzeum w przekonaniu, że należy być strażnikiem tradycji. To jednak są zwykle nieporozumienia i mimo pewnej akceptacji społecznej kończą się źle

Te pobieżne uwagi zmierzają do tego, że oba rodzaje instytucji kultury nie mogą w żadnym wypadku zostać skomercjalizowane, bo każdy krok w tym kierunku daje w efekcie osłabienie ich misji, dbałości o jakość i degradację artystyczną. Zarówno i muzea jak teatry muszą być przez społeczeństwo utrzymywane nie przy pomocy frekwencji i biletów, tylko dzięki mądrym przedstawicielom społeczeństwa, czyli władzom państwowym i samorządowym. Tylko stałe dotacje, zagwarantowane przez organy założycielskie są w stanie zapewnić właściwą działalność instytucjom kultury. Ale pod warunkiem, że nie będzie się dotować jednych kosztem drugich. Równowaga pomiędzy uszanowaniem przeszłości i wskazywaniem możliwych kierunków na przyszłość jest warunkiem zdrowia duchowego narodu. Kto tego nie rozumie, jest w świecie kultury niebezpiecznym szkodnikiem. Równowaga jest jednym z podstawowych obowiązków tych, których demokratyczne społeczeństwo obdarzyło mandatem władzy. Zaniedbanie równowagi zawsze kończy się dla władzy źle. Prędzej czy później, ale w końcu wystawiamy jej rachunek za to zaniedbanie.

Niech więc ten skromny głos będzie jedną z wielu próśb o pamięć dla teatru, który przeżywa dzisiaj głęboki kryzys i niepokój, że spychanie go na margines troski o kulturę doprowadzi do uwiądu jednego z najpiękniejszych drzew jakie ludzkość wyhodowała i wtedy praktyczny ogrodnik każe go wyciąć jak tyle innych drzew dokoła.

 

Marek Weiss
Weissblog
17 lutego 2017

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...