Teatr bólu i śmieszności

"Danke schon, ale idziemy do domu" - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Rozegrana w ubiegłym roku medialna dyskusja na temat Teatru Zagłębia nie wpłynęła na poprawę kondycji placówki. Poszerzona o nowych członków Rada Artystyczno-Programowa nie zdała egzaminu bo... nikt nawet nie dał jej szansy. "Danke schon, ale idziemy do domu" - mówią członkowie rady

Wszystko zaczęło się w ubiegłym sezonie teatralnym. Kiedy sztuka „Miłość - to takie proste" wywołała burzliwą dyskusję na temat kondycji sosnowieckiego Teatru Zagłębia, posypały się gromy. Zarzuty dotyczące nietrafnego repertuaru i kiepskiej gry aktorskiej wywołały burzliwą dyskusję w mediach. Nie przeszła ona bez echa. Najpierw w sosnowieckim magistracie pojawił się pomysł prywatyzacji teatru. Miał on jednak więcej przeciwników niż zwolenników, przez co temat szybko ucichł. Problem jednak pozostał, a miasto postanowiło uporać się z nim w inny sposób.

Pomóc miała Rada Programowo-Artystyczna. Takowa została powołana przed 110-leciem TZ, pod koniec roku poszerzono jej skład o przedstawicieli środowisk naukowych. W tej chwili tworzą ją: Michał Czarski - przewodniczący Sejmiku Województwa Śląskiego, Kazimierz Górski - prezydent Sosnowca, Jacek Filus - redaktor Polskiego Radia, Danuta Lubina-Cipińska - krytyk teatralny, Grzegorz Kempinsky - reżyser, Zbigniew Gruca - znawca teatru, Henryk Konwiński - reżyser oraz Piotr Fast - prof. Uniwersytetu Śląskiego. Pomóc miała, ale czy pomogła?

Na początek nowego sezonu TZ zrobił ukłon w stronę najmłodszych, wystawiając „Królewnę Śnieżkę". Głosy krytyczne pojawiły się natomiast po kolejnej premierze - „Wiśniowym sadzie" Czechowa. - Nie każdy może brać się za Czechowa - mówi Janusz Łezka, wieloletni widz zagłębiowskiego teatru. - Przecież to była męczarnia dla aktorów. Sztuka była toporna. Przede wszystkim widzowie nie dostali żadnej informacji, że trwa cztery godziny. Część wyszła już w połowie, w trakcie przerwy. Ja naprawdę współczuję tym aktorom, przecież ta sztuka grana jest dla szkół, który nastolatek spokojnie przez to przebrnie? Kto jest za to odpowiedzialny? Przecież miało być już lepiej, miała powstać rada - pyta Łezka.

Urząd Miejski nie chce wypowiadać się na temat teatru i działającej Rady Programowej. - Rada spotyka się bardzo rzadko. Decyzje w tych kwestiach podejmuje dyrektor. Ja ze swojej strony sugerowałem, by powołać kogoś na stanowisko kierownika literackiego. Członków wybierały władze teatru przy aprobacie ze strony prezydenta - mówi Paweł Dusza, naczelnik Wydziału Kultury i Sztuki. Chętniej na temat jej funkcjonowania wypowiadają się natomiast jej członkowie. - Spotkania odbywają się rzadko - mówi Piotr Fast. Jak rzadko? - W zasadzie ostatni raz spotkaliśmy się właśnie po tej burzliwej medialnej dyskusji. Było bardzo merytorycznie. Padły wówczas konkretne sugestie pod kierunkiem dyrektora i placówki. Natomiast co z nich wynikło, trudno mi powiedzieć... - dodaje Fast.

O kondycję teatru spytaliśmy również Jacka Filusa. - A to ten teatr ma jeszcze jakąkolwiek kondycję? - pyta Filus. - Konsultacyjne spotkanie inaugurujące odbyło się przed Bożym Narodzeniem w zeszłym roku! Prosiliśmy wówczas o repertuar na nowy sezon. Jednakże program został ustanowiony bez udziału rady. Przy jego tworzeniu byli ludzie, którzy albo są zawodowo z teatrem związani, albo są tam z jakichś innych przyczyn - mówi Filus. Postępowanie teatru jest dla niego do tego stopnia niezrozumiałe, że wraz z kilkoma innymi członkami zastanawia się nawet nad odejściem z rady. - Danke schon, ale my idziemy do domu. Dlaczego gdzie indziej się da, a w Teatrze Zagłębia nie? Jestem w Radzie Programowej Zamku Sieleckiego i tam nie było żadnych problemów. Dostaliśmy propozycje, wspólnie je omówiliśmy, zrobiliśmy korekty i ustaliliśmy repertuar. Jak się chce, wszystko się da - mówi Filus.

-Tak naprawdę dyrektor ma swoją wizję placówki. Był oburzony tekstami prasowymi, nieprzychylnymi teatrowi. Nie trafiały do niego argumenty, że może warto byłoby przyjrzeć się stawianym zarzutom - mówi nam inny z członków rady. - Wystarczy spojrzeć na tę radę: ile jest w niej osób, które faktycznie znają się na teatrze? Po co w niej prezydent i przewodniczący sejmiku?

Adam Kopciuszewski, dyrektor Teatru Zagłębia, nie dostrzega jednak problemów placówki. - Rada jest organem doradczym, nie dobiera repertuaru, ale jest po to, żeby lobbować za teatrem. Rada się spotyka. Skąd pomysł na Czechowa? 2010 rok będzie rokiem Czechowa. Dostaliśmy już dwa zaproszenia wyjazdowe na tę sztukę do Mołdawii i Rosji. Mamy 80-procentową frekwencję, teatr dostaje nagrody, to wszystko o czymś świadczy - przekonuje Kopciuszewski.

Rada nie jest niczym nowym, funkcjonuje również przy Teatrze Śląskim czy Instytucji Filmowej Silesia-Film” w Katowicach. W tych placówkach nie jest żadnym zaskoczeniem fakt, że spotyka się ona w celu ustalenia repertuaru na kolejny sezon artystyczny. – Jej członkowie spotykają się dwa razy w roku, na początku i na końcu sezonu, podczas tego pierwszego proponowany jest repertuar na bieżący sezon, który następnie musi być zatwierdzony przez dyrektora. Członkowie rady, to ludzie znający i czujący temat wywodzący się ze środowiska artystycznego naszego regionu – mówi Krzysztof Lisiak z Teatru Śląskiego odpowiedzialny za kontakt z mediami. Kto zajmuje się lobbowaniem? – Od tego mamy specjalną radę mecenasów – środowisko sponsorów i osób zajmujących się ich pozyskiwaniem – dodaje Lisiak.

W tym sezonie na deskach Teatru Zagłębia zobaczymy jeszcze widowisko Jana Szurmieja „Cymes, cymes”, „Pornografię”, Witolda Gombrowicza w reżyserii Jacka Bunscha, a Grzegorz Kempinsky zaproponuje nam „Łysą śpiewaczkę” Eugene Ionesco.

Magdalena Kłobusek
Wiadomości Zagłebia
30 listopada 2009
Portrety
Jan Bratkowski

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia