Teatr jest dla publiczności

rozmowa z Danielem Kustosikiem

- Przez te 23 lata spełniłem się jako artysta. Nie byłem dyrektorem siedzącym za biurkiem, tylko grałem, reżyserowałem... Można było lubić teatr, który proponowałem lub nie, ale jednego nie wolno nam zarzucić: że nasz teatr nie żył. Działo się tutaj bardzo dużo - mówi DANIEL KUSTOSIK, dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, do końca grudnia br.

Z Danielem Kustosikiem o 23 latach na dyrektorskim stołku Teatru Muzycznego w Poznaniu rozmawia Stefan Drajewski:

Przyjechał Pan do Poznania na chwilę w 1989 roku, by wyreżyserować "Gigi". Został Pan, zbudował dom..., kierował Pan Teatrem Muzycznym ponad 23 lata. Warto było?

- Dla tych ludzi, z którymi w tym czasie pracowałem, warto było. Warto też było sprawdzić dla siebie, czy taki teatr uprawiać, czy nie. Warto też było walczyć z materią budynku, mentalnością artystów, których tu zastałem. To był długi proces. Trwał prawie 15 lat. Następne były już spokojniejsze. Przez te 23 lata spełniłem się jako artysta. Nie byłem dyrektorem siedzącym za biurkiem, tylko grałem, reżyserowałem... Można było lubić teatr, który proponowałem lub nie, ale jednego nie wolno nam zarzucić: że nasz teatr nie żył. Działo się tutaj bardzo dużo. Może nie był to teatr awangardowy, ale awangarda mnie nie przekonuje, nic mi nie mówi, nie daje...

Doskonale pamiętam Teatr Muzyczny tuż przed objęciem przez Pana dyrekcji. To była zgroza.

- Byłem młody, miałem wiele sił i ochoty do przeprowadzania zmian. Występując wcześniej w wielu polskich teatrach, wiedziałem, jak powinien wyglądać teatr muzyczny. Poznań był wtedy zaściankiem... Na scenie średnia wieku zespołu była zatrważająca, a przecież teatr muzyczny potrzebuje ludzi młodych. Szukałem nowych tytułów, nowych artystów, ale nigdy nie zapominałem o klasyce. Ilekroć na afiszu pojawiała się i pojawia klasyczna operetka, mamy ciągle pełną salę. Nawet studenci nie przyjdą na awangardowe propozycje do Teatru Muzycznego, bo awangardy szukają w innych miejscach.

Krytyka atakowała Pana za to, że robi pan teatr schlebiający najniższym gustom, dla prowincji...

- Teatr Muzyczny robi się przede wszystkim dla publiczności. Mówiono o nas również, że robimy teatr dla moherów. Ja też mogę założyć berecik, ale czy od razu stanę się moherem? Często krytykowali nas ludzie, którzy do naszego teatru nie przychodzili, nie wiedzieli, co gramy... Mam tę satysfakcję, że w ostatnich latach zaczęła na ul. Niezłomnych 1 przychodzić młodzież i co najważniejsze - nie tylko na musicale "Phantom" czy "Człowiek z La Manchy". I nie jest to młodzież, której ktoś kupił i rozdał bilety. Oni kupili je w kasie samodzielnie, by się zabawić. I bawią się. Może dlatego, że na scenie też króluje młodzież. Mam satysfakcję, że przez ostatnie lata graliśmy przy wypełnionej do ostatniego miejsca widowni. Teatr jest dla publiczności, a nie ambicji dyrektora czy władz, które go utrzymują.

Jak Pan sądzi, dlaczego nie przedłużono Panu umowy o pracę o trzy lata, chociaż nowa ustawa o działalności instytucji artystycznych to przewiduje, aby mógł Pan dokończyć coś, co udało się Panu jednemu, chociaż wielu próbowało - myślę o nowej siedzibie, która musi jednak przejść remont i modernizację, zanim otworzy się przed publicznością?

- Gdyby ta rozmowa odbyła się wcześniej, pewnie bym nabluzgał... Widocznie przestałem się podobać jako dyrektor. Nikt jednak nie miał pomysłu, jak rozwiązać ten problem. A wystarczyło mnie poprosić i powiedzieć: "Chyba się pan już nadyrektorował". Goździk, rąsia, buźka i byłoby w porządku. Ustawa daje różne możliwości. W wielu miastach gospodarze potrafili je rozwiązać przynajmniej kulturalnie. W sytuacji, kiedy teatr gra, nie ma długów, ma publiczność, automatycznie zawierali kontrakty z dotychczasowymi dyrektorami. W Poznaniu tak się nie stało. Może za rzadko bywałem na bankietach... Czuję, że potraktowano mnie jak śmiecia. Cóż, odkąd z Urzędu Miasta odeszła Hanna Rubas, kultura w tym urzędzie się skończyła. Ilekroć musiałem iść na rozmowę na plac Kolegiacki, łykałem wcześniej środki uspokajające.

Rządził pan 23 lata Teatrem Muzycznym. Może ten model się przeżył?

- Może. Próbowaliśmy wystawiać różne rzeczy. Teatr jest iluzją. Miejscem, do którego przychodzi publiczność, aby choć na kilka godzin znaleźć się w innym świecie. Nie lubię teatru szarego...

Teraz wielu artystów pisze wspomnienia, autobiografie... Zofia Kucówna w ostatniej swojej książce pod wymownym tytułem "Szara godzina" apeluje do koleżanek i kolegów "piszcie, bo wasz świat odchodzi"...

- Mam co robić. Historia zweryfikuje ten czas, kiedy kierowałem Teatrem Muzycznym w Poznaniu. Książki chyba nie napiszę. Ale mam nadzieję, że będę nadal śpiewał, reżyserował...

***

Daniel Kustosik (ur. 1950 r.) - śpiewak, aktor, reżyser. Debiutował jako aktor w teatrze w Wałbrzychu. W Teatrze Muzycznym w Poznaniu wystąpił w kilkudziesięciu rolach, wyreżyserował kilkadziesiąt przedstawień. Z końcem roku przestanie pełnić funkcję dyrektora.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
18 grudnia 2012
Portrety
Daniel Kustosik

Książka tygodnia

Teatr plastycznej metafory. Scenografie Jadwigi Mydlarskiej-Kowal
Muzeum Śląskie
Redakcja: Sylwia Ryś, Elżbieta Spadzińska-Żak

Trailer tygodnia