Teatr jest sposobem na życie

rozmowa z Aną Nowicką i Moniką Kufel

Drogi Krakowie, Szanowni Radni, Urzędzie Miejski i Urzędzie Marszałkowski. Zaufajcie małym instytucjom, jakimi są teatry nieinstytucjonalne. One też mają możliwości i mają szeroki wachlarz repertuarowy, który zachęci widza, aby przyszedł. My również jesteśmy wizytówką Krakowa, która ma coś do powiedzenia.
Czytajcie gazety, śledźcie prasę kulturalną, w których Teatr BARAKAH
stawiany jest na równi z wielkimi i uznanymi instytucjami teatralnymi. Doceńcie co macie

Teatry nieinstytucjonalne mają niezwykle silny i barwny głos. W rozmowie w BARAKAH - teatrze Any Nowickiej i Moniki Kufel - twórczynie przedstawiają swoją optykę na dotychczasową drogę, życie teatralne Krakowa i nadzieje na przyszłość.

Biorąc pod uwagę prace Pań na etatach w teatrach instytucjonalnych, czy można wyszczególnić metody pracy wyjątkowe dla BARAKAH, których nie spotyka się w instytucjonalnych teatrach?

Ana Nowicka: Wydaje mi się, (mam nadzieje, iż aktorzy to potwierdzą) że przede wszystkim praca polega na dobrej atmosferze wytworzonej przez nas i osoby, które zatrudniamy do konkretnego projektu. Bardzo ważne, aby wytworzyć dobry klimat wspólnego działania. W teatrach instytucjonalnych nie zawsze taka sytuacja ma miejsce.
Niestety, ze względu na ograniczone finanse możemy robić jedną, maksymalnie dwie, premiery w sezonie.

Monika Kufel: Może się to zmieni.

AN: Tak, może się to zmieni. W teatrach instytucjonalnych premier jest co najmniej cztery. Jeżeli teatr ma więcej niż jedną scenę to, gdyby tak zsumować wszystkie premiery w ciągu roku, dochodzi do siedmiu. Dla aktora jest to świetne ćwiczenie, oczywiście jeżeli jest przez cały czas wykorzystywany przez dyrektora, który daje mu możliwość grania w wielu tytułach.
Nie mniej jednak praca taka przypomina czasami pracę na akord w fabryce – nie ważna jakość, ważna ilość. Na przykład po miesiącu prób robi się premierę. Zastanawiam się, czy coś z tego potem zostaje. Nie wiem, może to tak dziwnie zabrzmi, ale reżyser robi swoje i wyjeżdża. Za chwilę dowiadujemy się, iż już robi premierę w kolejnym teatrze, niejednokrotnie ten sam tytuł…

MK: U nas, w to, co robimy, wkładamy całe swoje serce i zaangażowanie. Staje się to pewnym sposobem na życie, a nie tylko funkcjonuje jako etat i sposób na zarabianie pieniędzy.

AN: Realizacja przedstawienia, to święto. W BARAKAH po każdej premierze dany temat jeszcze długo w nas siedzi. Dużo reasumujemy, planujemy itp.

MK: Nie mamy zatrudnionego sztabu ludzi i zdarza się, że jedna osoba musi wykonywać wiele funkcji - ale to cały urok!

Patrząc na niezwykle ciekawe kariery aktorskie Pań (Ana Nowicka – absolwentka wydziału aktorskiego PWST, współpracowała m.in. z Krystianem Lupą, Jerzym Jarockim; Monika Kufel pochodząca z Bielska-Białej i związana z tamtejszym teatrem lalkowym jest absolwentką wydziału lalkarskiego PWST - oddział we Wrocławiu) i również opinię, iż BARAKAH jest „doświadczeniem życiowym”, to, czy te wszystkie doświadczenia dały jakieś elementy, które przeniosły Panie, tworząc tutaj teatr?

MK: Bardzo często rozmawiamy o teatrze i wymieniamy się swoimi spostrzeżeniami związanymi z moimi i Any doświadczeniami. Ja jestem bardzo wyczulona na plastykę, Ana natomiast ma obsesję na punkcie rytmów w spektaklu, posiada niesamowitą intuicję a zarazem precyzję w prowadzeniu aktora.

AN: To, o czym Monika mówi, co istnieje w jej myśleniu o teatrze, to jest praca ze światłem, z przedmiotem.
Monika wprowadziła takie elementy do naszego teatru jak:  minimalizm, symbolika.

MK: Stąd nasz pomysł, który był w „Szycu“ - połączenie łóżka i ubikacji w jeden przedmiot.

AN: Staramy się w naszych sztukach przede wszystkim wydobyć aktorstwo i dlatego przedmiot ma tylko pomagać, a nie przeszkadzać...
Na mnie istotny wpływ wywarła praca z prof. Krystianem Lupą i prof. Jerzym Jarockim, to dwa bieguny. U prof. Jarockiego jest matematyczna precyzja, nieprawdopodobna musztra, praca z prof. Lupą, to ciągłe odkrywanie, szukanie siebie na nowo. Gdyby  połączyć te dwa genialne światy, to nastąpiła by eksplozja - kwintesencja sztuki!

Dotychczas w Teatrze BARAKAH za każdym razem widz spotykał się z prapremierą. Co jest wyjątkowego w tej sytuacji dla Pań, gdy ktoś przychodzi i pierwszy raz się spotyka z danym tekstem?

MK: Szukamy przede wszystkim dobrych tekstów. Istotą nie jest, aby to była tylko prapremierowość. Szukamy utworów, które odpowiadałaby nam artystycznie. Najważniejsze, żeby to był tekst, który niesie coś w sobie, ma przesłanie, nie był jedynie sztuką dla sztuki.

AN: Jesteśmy bardzo wybredni jeśli chodzi o dobór tekstów.

Każdy nasz spektakl jest w innej tonacji. W naszym teatrze stawiamy na dobrze napisane role, aby ludzie pracujący z nami byli usatysfakcjonowani propozycją.
W tym roku planujemy przynajmniej dwie premiery.

Przy kilku spektaklach „Kliniki dobrej śmierci" musiała Pani grać rolę dziennikarza. Czy ta konieczność posiadania różnorodnych umiejętności, panowania nad wszystkim wpływa czy też uczy czegoś, co przydaje się potem w teatrach instytucjonalnych? Czy też uczy rzeczy, których podczas nauki w szkole teatralnej nie doświadczyły Panie?

AN: Przede wszystkim jestem aktorem i uwielbiam grać. Scena to mój żywioł. To niebywałe  doświadczenie, kiedy reżyser spektaklu gra w reżyserowanym przez siebie przedstawieniu. Czasami ma się ochotę „wyskoczyć” z roli, dać za kulisami uwagi grającym aktorom i „wrócić” kontynuując dalej swoją postać. Muszę przyznać, że zdarza mi się niepostrzeżenie dla widza skorygować bieg spektaklu.
Przedstawienie za każdym razem musi żyć na nowo!

Czy w takim razie nastąpi jakaś zamiana ról w teatrze?

MK: Myślimy, aby zaprosić reżysera z zewnątrz, ale czy Ana odda taką pracę komuś innemu?

AN: Dla naszego teatru to zawsze będzie ryzyko. Nie otrzymujemy wielkich dotacji. W tej sytuacji istnieje przerażająca świadomość, że przykładowo zaproszony reżyser nie wywiąże  się należycie z powierzonego mu zadania. Dla teatru nieinstytucjonalnego może to być fatalne w skutkach…
Ja, robiąc sztukę, biorę za nią całą odpowiedzialność i jeżeli coś zepsuję, mam tego świadomość, tkwiąc od początku w realizacji, zdobywaniu pieniędzy - wiem jakie to duże ryzyko nie tylko dla jednej konkretnej sztuki ale i dla całego teatru.

Przechodząc do przemyśleń na temat roku 2010. Spektakl „Szyc“ stał się jednym z najgłośniejszych spektakli. Czy nastąpiła jakaś zmiana energii w funkcjonowaniu teatru w tym roku? Co dał ten spektakl i reakcje krytyki?

MK: Na pewno pomógł otworzyć jakieś  nowe drzwi. Cieszymy się, że Teatr BARAKAH jest marką rozpoznawalną w Polsce, że „Szyc” stał się wydarzeniem i jest dostrzeżony w kraju. Dużą satysfakcją było pozytywne przyjęcie sztuki ze strony krytyki i przez zapraszających nas dyrektorów festiwali.
Do każdej sztuki przygotowujemy się tak samo, lecz ta w jakiś niesamowity sposób została przyjęta.

AN: Renata Przemyk, gdy miała napisać do niej muzykę, powiedziała, że taki tekst zdarza się raz na sto lat. Podpisujemy się pod tym dwoma rękami. To była bomba zegarowa, atmosfera przy powstawaniu była niezwykła i inna od wcześniej nam znanych. Nie mówię, iż było to jakieś wzniosłe, przeciwnie byliśmy wszyscy wyczerpani nocnymi próbami i chcieliśmy aby nastąpił już tzw. „poród”.
W końcu wybuchło i wybuchło fajnie.

„Fajnie“ to bardzo skromne stwierdzenie.

AN: To jest jedna rzecz, którą mi powiedziała wspaniała aktorka - Alicja Bienicewicz, kiedy grałam z nią w „Pokojówkach“ Geneta. Spektakl miał bardzo dobre recenzje. Ja kończyłam wtedy szkołę teatralną i pamiętam tę sytuację, gdy wzięła mnie na bok i powiedziała mi - „Ana mogą się wokół Ciebie teraz różne rzeczy dziać, ale nie zapominaj o pokorze“. To jest dla mnie najważniejsze, co mogłam usłyszeć od grona twórców, reżyserów, pracowników. Jeżeli spektakl jest bardzo dobry, to cieszy, lecz zawsze zadajemy sobie pytanie, co dalej.
To jest duże obciążenie na przyszłość, bo zależy nam na tym, aby widz, przychodząc do tego „najmniejszego Teatru w Polsce”, miał zadowolenie, iż dobrze zrobił, że tu przyszedł.

Patrząc na mapę Krakowa i na to jak funkcjonuje życie teatralne łatwo można zauważyć, że niedaleko jest Teatr Nowy i powstaje coraz więcej placówek nieinstytucjonalnych. Czy jest więcej możliwości, szans funkcjonowania dla teatrów nieinstytucjonalnych? Mają Panie jakieś pozytywne wizje z tym związane?

AN: Jeżeli chodzi o teatry nieinstytucjonalne i wspomniany przez Panią Teatr Nowy, to on również  borykał się z problemami finansowymi. To jest kwestia finansów, co za tym idzie zmusza nas do wystosowania prośby.
Drogi Krakowie, Szanowni Radni, Urzędzie Miejski i Urzędzie Marszałkowski. Zaufajcie małym instytucjom, jakimi są teatry nieinstytucjonalne. One też mają możliwości i mają szeroki wachlarz repertuarowy, który zachęci widza, aby przyszedł. My również jesteśmy wizytówką Krakowa, która ma  coś do powiedzenia.
Czytajcie gazety, śledźcie prasę kulturalną, w których  Teatr BARAKAH
stawiany jest na równi z wielkimi i uznanymi instytucjami teatralnymi. Doceńcie co macie!
Potrzebna nam jest pomoc finansowa ze strony Urzędu Miasta Krakowa, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, nie mówiąc już o Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Teatry nieinstytucjonalne w Krakowie stają się niezwykle mocną alternatywą dla teatrów instytucjonalnych. Być może będzie taka sytuacja, iż teatry instytucjonalne zainspirują się działaniami nieinstytucjonalnych. Jednym z wielu przykładów może być sytuacją z twórczością Hanocha Levina. Pokazuje, że w tak specyficznym mieście można w taki sposób wystawić tekst, który rezonuje na inne instytucje.
 
MK: Na przykład po obejrzeniu SZYCA w naszym teatrze, pan Krzysztof Orzechowski Dyrektor Teatru im. J. Słowackiego wystawi „Udrękę” Hanocha Levina w tym sezonie.

AN: W ten sposób urzędnicy powinni popatrzeć na działalność teatrów nieinstytucjonalnych jako równorzędnych sobie partnerów, a nie jako „zło konieczne”.
Miasto powinno się przekonać do teatrów nieinstytucjonalnych. Teraz jest nowa wiceprezydent od Spraw Kultury, Pani Magdalena Sroka, co niesie za sobą nadzieje pozytywnych zmian i rzetelnego mecenatu.

Justyna Stasiowska
Dziennik Teatralny Kraków
29 stycznia 2011

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia