Teatr na co dzień i od święta

portret Lucyny Kozień

Jedną z najciekawszych podróży, jakie Lucyna Kozień odbyła z aktorami Banialuki było zaproszenie na festiwal lalkarski do Iranu, krótko po obaleniu szacha. Mimo surowego reżimu obyczajowego (tylko lalki nie musiały zakrywać włosów chustami) okazało się, że przedstawienie bielskiego teatru oglądane było z zachwytem przez całe rodziny - portret dyrektorki bielskiej Banialuki.

Lalki wcale nie były na początku. Na początku był po prostu teatr. W czasach studenckich Lucyny Kozień, sceny Krakowa przeżywały wielki artystyczny triumf. W Starym Teatrze powstawały przedstawienia, które przeszły potem do historii -spektakle Swinarskiego, Wajdy, Jareckiego; sławę zdobywał Teatr STU i zespół Tadeusza Kantora. Dla studentki polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego uczestniczenie w tym niezwykłym teatralnym boomie było fascynującą przygodą i znakomitym uzupełnieniem wiedzy akademickiej. A poza tym miała... dużo czasu. Namiętna pożeraczka książek, już w szkole średniej przeczytała większość lektur, obowiązkowych na filologii polskiej. 

Lalki pojawiły się gdzieś w połowie czasów krakowskich, gdy siostra Lucyny, studentka AGH, namówiła ją do wizyty w Teatrze Groteska, który grał wtedy wiele spektakli dla dorosłych, m.in. sztuki Mrożka. Lucyna Kozień, dziś dyrektor naczelna i artystyczna Teatru Lalek Banialuka w Bielsku-Białej, dobrze zapamiętała wrażenie, jakie zrobiła na niej pierwsza wizyta w Grotesce, kierowanej wówczas przez Zofię Jaremową. 

Zrozumiałam - mówi - że technika lalkowa to po prostu równoprawna metoda działań reżyserskich i aktorskich, bardzo zresztą poszerzająca przestrzeń interpretacji dramatu. Pamiętam jednak i swoje zdziwienie, że "jak to, teatr dla dzieci, a daje spektakl dla dorosłych?" Przez lata pracy w Banialuce starałam się więc, żeby prócz przedstawień dla dzieci i młodzieży, w repertuarze co jakiś czas znalazły się przedstawienie dla dorosłych. 

Ze znakomitym skutkiem, dodajmy od siebie, bo pani dyrektor nie należy " do osób, gotowych chwalić się własnym dorobkiem. Przykład pierwszy z brzegu; ostatnia premiera sztuki E. Ioneski "Król umiera" [na zdjęciu], w reżyserii Francoisa Lazaro - odniosła sukces zarówno u publiczności, jak i u krytyków. 

Banialuka pojawiła się w życiu Lucyny Kozień wraz Bielskiem, a Bielsko-Biała była jednym z wakacyjnych przystanków. Była tu po prostu na górskiej wędrówce, a ponieważ miasto jej się spodobało, chętnie podjęła pracę w miejscowej gazecie, gdy pojawiła się taka możliwość. Po drodze zdążyła przecież ukończyć podyplomowe studia dziennikarskie. Do teatru lalek było już teraz znacznie bliżej niż kiedyś, w kręgu jej zawodowych zainteresowań znalazł się bowiem słynny międzynarodowy festiwal, od lat gromadzący w Bielsku-Białej mistrzów sztuki sztuki animacji, teatru plastycznego i wizualnego. Była zafascynowana tymi teatralnymi spotkaniami, które mobilizowały nie tylko środowisko artystyczne, ale wręcz całe miasto. Po jakimś czasie Jerzy Zitzman, dyrektor Banialuki, zaproponował jej kierownictwo literackie teatru. Postanowiła spróbować, została do dziś. Niedawno obchodziła ćwierćwiecze pracy w ukochanym teatrze. W środowisku artystów animacji cieszy się niekwestionowanym autorytetem. Jest redaktor naczelną ogólnopolskiego pisma "Teatr lalek", wiceprezydentem Polskiego Ośrodka Lalkarskiego POLU-NIMA, członkiem zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży PO ASSITEJ, autorką książek i artykułów o praktyce i teorii sztuki animacji oraz autorką sztuk 

i adaptacji teatralnych. Jakim kosztem? Powoli brakuje jej czasu nawet na odpoczynek. Jeśli znajdzie jednak wolne popołudnie, to przeznacza je na czytanie książkowych nowości albo na krótką wycieczkę do ulubionych miejsc -na Szyndzielnię, Błatnią i na Przełęcz Kocierską, której krajobraz nieodmiennie panią dyrektor zachwyca. Góry to zresztą jej naturalne środowisko, rodzinny dom Lucyny Kozień stoi na Podkarpaciu. 

I rodziła się pod znakiem Bliźniąt, a jeśli wierzyć horoskopom, Bliźniak to natura wiecznie poszukująca i niespokojna. 

- Na pewno szukam nowych wyzwań i nowych podniet - mówi pani Lucyna - dość szybko się nudzę, bo jeśli sprawa nie jest warta uwagi, to po cóż poświęcać jej tyle czasu?! Lubię natomiast konfrontować się z trudnościami, więc teatr to dla mnie wymarzone miejsce. 

Tu nie ma mowy o stagnacji czy odcinaniu kuponów od sukcesu. Udało się? To świetnie, teraz pora zrobić następny krok. Dla mnie teatr to miejsce, gdzie sztukę się tworzy, a nie odtwarza. Teatr dla młodego widza wymaga zaś podwójnej odpowiedzialności, jeśli bowiem dorosły człowiek ma świadomie (co nie znaczy bezkrytycznie) uczestniczyć w kulturze, to właśnie my mamy go nauczyć wrażliwości i otwartości na piękno. 

Banialuka jest sceną cenioną nie tylko w Polsce, ale dosłownie na całym świecie. Lucyna Kozień mówi, że artystyczne podróże jej teatru to kopalnia inspiracji, bo nie ma sensowniejszego dla artysty doświadczenia niż konfrontacja ze sztuką innych kultur. Jedną z najciekawszych podróży, jakie Lucyna Kozień odbyła z aktorami Banialuki było zaproszenie na festiwal lalkarski do Iranu, krótko po obaleniu szacha. Mimo surowego reżimu obyczajowego (tylko lalki nie musiały zakrywać włosów chustami) okazało się, że przedstawienie bielskiego teatru oglądane było z zachwytem przez całe rodziny. Inspirujących podróży było znacznie więcej, ale z tą irańską równać się może tylko tournee po Japonii. Zdaniem pani dyrektor nie zawsze trzeba zresztą jechać na koniec świata, by czymś się zachłysnąć. Banialuka gościła już mnóstwo egzotycznych i niezwykłych w sensie artystycznym, zespołów, których występy zapadły w pamięć widzów i aktorów na wiele lat 

Teatr dla Lucyny Kozień to pasja. Koniec, kropka, co tu więcej wyjaśniać? Zapytana skąd bierze tyle siły i energii, odpowiada, że tajemnica tkwi w dobrej organizacji pracy i konsekwencji. 

- Szkoda mi czasu na robienie byle czego i byle jak. Sprawy załatwiane od początku do końca nie mają prawa wracać i mącić mi spokoju. Więc staram się nie tonąć w zaległościach i na razie daje to całkiem dobre wyniki - mówi z uśmiechem. 

Jednym z największych przedsięwzięć zawodowych Lucyny Kozień jest współorganizowanie w Bielsku-Białej ogromnej imprezy artystycznej - Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Lalkarskiej. Ta wielka artystyczna przygoda to dla niej rodzaj uzależnienia, podobnie jak czytanie i... czarna kawa. No i jeszcze drewniane koniki, koniecznie kupowane od autentycznych twórców ludowych. Czemu właśnie one? A czemu nie?...

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni
26 czerwca 2009
Portrety
Lucyna Kozień

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia