Teatr Nowy jest Kropiwnickiego

prezydent Łodzi znalazł sposób na zwolnienie dyrektora Brzozy

Prezydent Łodzi tak długo szukał sposobu, by zwolnić dyrektora artystycznego Teatru Nowego, aż go znalazł. W czwartek zwołał kuriozalne referendum, w którym przeciwko Zbigniewowi Brzozie głosowali bufetowe, kasjerki i pracownicy techniczni. W referendum uczestniczyła tylko nieco ponad połowa zespołu teatru, a zdecydowana większość aktorów je zbojkotowała.

Na początku lipca ujawniliśmy, że prezydent Łodzi zawziął się, by odwołać po pierwszym sezonie pracy Zbigniewa Brzozę ze stanowiska dyrektora artystycznego Nowego. A ściślej: nie przedłużyć z nim obowiązującej do końca 2009 r. umowy. Mimo że Brzoza w ciągu roku postawił przeżywającą zapaść scenę na nogi. Wystawiona na inaugurację "Brygada szlifierza Karhana" - tekst, którym Kazimierz Dejmek i jego zespół otworzyli teatr w 1949 r. - zrobiła furorę. "Polityka" nazwała ją wydarzeniem sezonu, a łódzcy krytycy przyznali Złotą Maskę dla najlepszego spektaklu sezonu. 

Inne dokonania Brzozy też zyskały akceptację - nie tylko widzów, ale i komisji, która oceniała jego pracę. Troje członków komisji (Janusz Michaluk, dyrektor naczelny Nowego, Bożenna Krasnodębska, dyrektorka Wydziału Kultury UMŁ, i jej zastępczyni Grażyna Bolimowska) głosowało za Brzozą. Od głosu wstrzymała się Teresa Makarska, aktorka Nowego reprezentująca związki zawodowe. Przeciw Brzozie głosowała Bożenna Jędrzejczak, sekretarz literacki teatru i radna PiS-u, która tuż po tym została awansowana na stanowisko kierownika literackiego w miejsce najbliższego współpracownika Brzozy Tomasza Śpiewaka. 

Kropiwnicki, pytany, czy weźmie pod uwagę opinię komisji, stwierdził, że jej nie zna. - To zależy, jaka będzie - rzucił tylko. 

Brzoza zaplanował przyszły sezon. Ze spektaklami wpisującymi się w oficjalną politykę miasta. - To będzie program poświęcony tolerancji i ksenofobii - zapowiadał. Spektakl "80\'s" w reżyserii Łukasza Kosa miał mówić o antysemityzmie roku 1968. Planowano wznowienie świetnego "Kadiszu" oraz wystawienie "Rękopisu znalezionego w Saragossie", "Natana Mędrca" i "Nie-Boskiej komedii". Interesująco zapowiadał się też spektakl taneczny inspirowany grafikami Brunona Schulza oraz plenerowe widowisko "Rumkowski". 

Tymczasem prezydent Łodzi wymarzył sobie, że zrobi dyrektorem bliskiego mu światopoglądowo Olgierda Łukaszewicza, który rok wcześniej przegrał z Brzozą w konkursie. W kuluarowych rozmowach Kropiwnicki zachwycał się tym, jak pięknie zagrał generała Nila w filmie Ryszarda Bugajskiego. Łukaszewicz - świetny aktor, który niemal nie reżyserował i nie prowadził żadnego teatru - nie wykazał wielkiego zainteresowania. Obawiał się, że mógłby zostać - jak stwierdził w rozmowie z "Gazetą" - uczestnikiem "łódzkich gierek". 

Kropiwnicki nie zrezygnował jednak z planu odwołania Brzozy. Uznał teatr Brzozy za zbyt elitarny, a scena - jako miejska - powinna według prezydenta zadowalać szeroką publiczność. Swoją myśl rozwinął wczoraj, gdy przemawiał do załogi teatru tuż przed głosowaniem: - Czytałem ze zdziwieniem, że Zbigniew Brzoza nie widzi potrzeby robienia sztuk dla szerszej widowni. Nie chodzi tu o przegięcie w stronę popkultury, ale o taki program, który będzie przyciągał widownię do teatru. Usłyszałem też, że chce robić teatr dla elit. A te elity na kolejnych przedstawieniach liczyły sobie po 40 osób. Jak na trzecie co do wielkości miasto w Polsce to nie jest dobre świadectwo albo o rozmiarze elity, albo o programie teatru. 

Sam prezydent był tylko na jednej premierze. O tym, że frekwencja miała w teatrze spaść o ponad połowę, pisała także radna Jędrzejczak. W rzeczywistości spadła o 10 proc. 

Kropiwnicki, by wywrzeć wrażenie na pracownikach Nowego, nie wahał się powoływać na autorytet papieża: - Usłyszałem, że jest poniżej godności dyrektora artystycznego zajmowanie się lekturami szkolnymi na scenie. Nie wiem, skąd taka pogarda. Przecież kanon kulturowy to nie jest śmietnik. To zbiór najbardziej wartościowych dzieł kultury narodowej i światowej. To jednocześnie pewnego rodzaju kod kulturowy, który ma zapewniać łączność narodu, społeczeństwa europejskiego, a nawet światowego. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś: "Naród na pytanie o tożsamość odpowiada swoją kulturą". Nie rozumiem więc, dlaczego teatr, który ma służyć narodowi i ludzkości, może lekceważyć tę kulturę. 

Prezydent pozostał głuchy na płynące z całej Polski protesty środowiska artystycznego, listy otwarte i głosy poparcia teatralnych autorytetów. Zdecydował, że zwoła bezprecedensowe referendum. Nie musiał tego robić. Jako prezydent ma prawo nie przedłużać umowy z Brzozą. 

O przyszłości dyrektora artystycznego teatru w głosowaniu nie decydował jeszcze nikt w Polsce, choć sam Kropiwnicki już z referendum kiedyś skorzystał. W 2003 r. storpedował przygotowania do Parady Wolności. Towarzyszyły temu gwałtowne protesty i Kropiwnicki zarządził dwudniowe referendum. Przegrał je z kretesem, ale zyskał na czasie - organizatorzy mieli go już za mało, by imprezę zorganizować. 

Do Teatru Nowego przyszło na głosowanie tylko siedmiu aktorów, bo większość zespołu artystycznego odmówiła w nim udziału. Liczniej stawił się personel techniczno-administracyjny. Przyjechał prezydent Kropiwnicki, a z nim wiceprezydent Halina Rosiak i dyrektorka Bolimowska. Na scenie stanęła kabina do głosowania i urna. Ogłoszono, że osoby, które są za pozostaniem Brzozy, wpisują na kartkach znak plus, a jeśli przeciw - minus. Jak przebiegało głosowanie? Dziennikarze zostali wyproszeni z sali, "aby pracownicy mogli wypowiedzieć się w sposób nieskrępowany". Prezydent został. 

Wynik okazał się po myśli prezydenta Łodzi. 52 osoby zagłosowały przeciw Brzozie, pięć - za, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. - Z powodu zadeklarowanego w referendum braku zaufania pracowników do dyrektora Brzozy skieruję do niego pismo z informacją o zwolnieniu z obowiązków świadczenia pracy - zapowiedział Kropiwnicki. Decyzję potwierdził na konferencji prasowej. 

- Podejmujemy starania, żeby wraz z początkiem września pojawiła się już osoba pełniąca obowiązki dyrektora artystycznego, co jest niezbędne do normalnego funkcjonowania teatru - poinformował Janusz Michaluk, dyrektor naczelny Nowego. - Kolejnego dyrektora artystycznego wyłoni konkurs. Zbigniew Brzoza do końca grudnia będzie otrzymywać pensję, ale jego obowiązki przejmie ktoś inny. 

Kropiwnicki zapowiedział "poważny program naprawczy". Nie wyjaśnił jednak, na czym będzie polegał. 

Zwolnienie Brzozy komentują wzburzeni ludzie teatru. - To absolutne kuriozum. O przyszłości sceny decydują ludzie, którzy nie mają pojęcia o pracy w teatrze i jej specyfice. Jeśli wprowadzamy do sztuki narzędzia demokratyczne, to - zachowując konsekwencję - pracownicy teatru powinni w drodze głosowania decydować o tym, jaką scenografię zbuduje się do spektaklu albo w jaki sposób aktor ma wygłaszać monolog - mówi Jan Klata, znany reżyser. 

- Po śmierci Kazimierza Dejmka nad pięknym budynkiem Teatru Nowego zgromadziły się chmury. I jakoś nie chcą się rozejść. Jakby wisiała nad nim klątwa - dodaje Mikołaj Grabowski, były dyrektor artystyczny Nowego, szef Starego Teatru w Krakowie. 

- Na bagnetach nie da się siedzieć - powiedział "Gazecie" Zbigniew Brzoza. 

To szkodzi Łodzi 

Komentarz Jakuba Wiewiórskiego 

Władca Łodzi Jerzy Kropiwnicki, jak coś zdecyduje, to tak być musi. Nie słucha ludzi kultury, którzy mówią, że zwolnienie dyrektora teatru po jednym zaledwie sezonie to absurd. Nie słucha komisji oceniającej dyrektorskie dokonania Zbigniewa Brzozy. Bo ta oceniła go dobrze, czyli nie po jego myśli. 

Władca chce jednak uchodzić za demokratę. Dlatego zwołuje referendum i zapowiada, że uszanuje wolę zespołu. Szkopuł w tym, że artyści odmawiają udziału w tej farsie. I to, kto ma być dyrektorem Teatru Nowego, opiniuje personel administracyjno-techniczny. 

Dlaczego władcy nie przeszkadza, że referendum przynosi Łodzi równą niesławę co przed laty wyprowadzenie z teatru protestujących aktorów przez ochroniarzy w kominiarkach? Lub lipne referendum w sprawie Parady Wolności? Już wyjaśniam. 

Znana łódzka dziennikarka zasugerowała nie tak dawno prezydentowi Kropiwnickiemu, że jeśli zwolni Brzozę, dziennikarze "przegryzą mu aortę". - Nieraz mnie atakowaliście, a ja i tak robię to, co uważam za stosowne - odparł Kropiwnicki. 

Mnie gryzienie aorty prezydenta nie kusi. A to, co on uważa za stosowne, ja uważam za wysoce niestosowne. I dla miasta szkodliwe.

Jędrzej Słodkowski, Monika Wasilewska, Jakub Wiewi
Gazeta Wyborcza Łódź
22 sierpnia 2009
Portrety
Zbigniew Brzoza

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia