Teatr Pantomimy: W poszukiwaniu geniuszu

dyskusje nad przyszłością Wrocławskiego Teatru Pantomimy

Trwają dyskusje nad przyszłością Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Kto mógłby nim pokierować?

Dotychczasowy szef wrocławskich mimów, Aleksander Sobiszewski, w maju złożył wymówienie. Tydzień temu mieliśmy się dowiedzieć, kto będzie jego następcą. Ale konkursu nie rozstrzygnięto.
Bo właściwie nie o dyrektora tu chodzi, ale o wodza, przewodnika stada artystów, który przeprowadziłby je przez morze tandety i razem z nimi rzucił świat na kolana.

Poprzeczka wywindowana jest ponad miarę wysoko. Ustawił ją Henryk Tomaszewski, światowej miary mim, choreograf, twórca i animator Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Teatru ze wszech miar autorskiego. Żeby go przeskoczyć, trzeba być choćby o milimetr większym geniuszem. Nikt się specjalnie nie musi natężać ani też być znawcą tego gatunku, by się orientować, iż człowieka spełniającego ten jeden warunek nie ma w tej chwili na świecie. Może się zjawi za pięćdziesiąt albo sto lat.

Po raz trzeci trwają tak samo mizerne jak poprzednio poszukiwania następcy Tomaszewskiego. Nie Elżbiety Czerczuk, nie Aleksandra Sobiszewskiego, którzy tym teatrem dyrektorowali po śmierci Mistrza od roku 2001. Oczywiście zgodnie z przepisami toczą się rozliczne konkursy, które, jak uczy życie, twórczego artysty nie wyłonią. Najwyżej takiego, który chce być dyrektorem i to mu wystarczy.

Kto ma poszukać więc tego jedynego, który by porwał artystów ledwo egzystujących przy ul. Dębowej 16? Czy dyrektor marszałkowskiego wydziału kultury, Jacek Gawroński, jest tym człowiekiem, co owego geniusza wytropi gdzieś w świecie? Wątpię. I może ten świat sobie od razu darujmy, bo za psie pieniądze tyrać tu nikt nie przyjedzie. Nie pomylę się bardzo, gdy napiszę, że w swoim życiu nie obejrzał wiele teatrów pantomimy, teatrów ruchu czy tańca, bo zajmował się czymś innym, może nawet bardziej pożytecznym i praktycznym.

Teraz, po deklaracji, że decyzję podejmie w sierpniu, powinien nie wychodzić z samochodu: jeździć po Polsce i tropić kogoś, kto by stworzył nowy teatr. Rozmawiać z dziesiątkami twórców i ludzi teatru, słuchać różnych opinii, pytać, wątpić i rozważać. W wyłuskaniu indywidualności pomaga wiedza, ale także intuicja. Nie zazdroszczę panu dyrektorowi Gawrońskiemu.

Marek Oleksy
Na pewno w obrębie zainteresowań marszałkowskiego urzędnika będzie jeden z najwybitniejszych mimów w historii nie tylko Wrocławskiego Teatru Pantomimy, ale w ogóle tej sztuki, wychowanek Tomaszewskiego, którego popiera zespół z Dębowej - Marek Oleksy. Nie ukrywam, że tysiąckroć podziwiałem tego mima, bo na palcach u jednej ręki można wymienić tych, którzy w sztuce mimu mogliby z nim stanąć w szranki. Gdyby ktoś chciał rozpatrywać jego kandydaturę, musiałby jednak wziąć pod uwagę, że nigdy nie napisał żadnego scenariusza, nie ma też na koncie żadnej samodzielnej realizacji. Ma za to duże doświadczenie warsztatowe i pedagogiczne, przez lata prowadził najróżniejsze zajęcia związane z pantomimą, nie tylko w swoim teatrze, ale także na różnych uczelniach.

Wojciech Misiuro
Na miejscu dyrektora Gawrońskiego próbowałbym porozmawiać jeszcze przynajmniej z dwoma artystami. Na początku roku po premierze "Men\'s Dance" w Operze Bałtyckiej znów się zrobiło głośno o dobrze znanym w środowisku choreografie i mimie Wojciechu Misiurze, który cztery lata spędził we wrocławskiej pantomimie, a potem powołał do życia swój Teatr Ekspresji, z którym odnosił spore międzynarodowe sukcesy. Współpracował i dalej współpracuje z wieloma wybitnymi reżyserami, między innymi wielokrotnie z Krzysztofem Warlikowskim. Z wielką estymą mówi o swoich dawnych mistrzach, w tym o twórcy wrocławskiej pantomimy. Wiem, że Misiuro poważnie myśli o wskrzeszeniu swojego Teatru Ekspresji, ale ciągle daje się komuś wynająć...

Leszek Bzdyl
Kolejną postacią, której bym się bardzo dokładnie przyjrzał i odbył przynajmniej parę rozmów, jest rodowity wrocławianin, który tu nie mógł sobie znaleźć miejsca. Choć studiował na Uniwersytecie Wrocławskim i był adeptem w zespole Tomaszewskiego, to jednak potem dał się namówić Misiurze na wspomniany już Teatr Ekspresji, by wreszcie założyć w Gdańsku swój teatr tańca wspólnie z tancerką Katarzyną Chmielewską. Mocno to eksperymentalny i ciągle drążący różne aspekty ruchu teatr Dada von Bzdülöw. Jego paroosobowa formacja uważana jest za jedną z najbardziej twórczych grup artystycznych ze znaczącymi sukcesami za granicą.

W tych rozmowach może się pojawić kilka następnych nazwisk, które mają oryginalne wizje teatru. Z całą pewnością zarówno Misiuro, jak Bzdyl robiliby raczej teatr autorski, Oleksy musiałby mocno rozejrzeć się za artystycznym wspomaganiem. Tyle mojego dzielenia skóry na niedźwiedziu. O urlopie na miejscu dyrektora Gawrońskiego raczej bym zapomniał. Toż sierpień za dziesięć dni...

Krzysztof Kucharski
Gazeta Wrocławska
20 lipca 2009

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...