Teatr wysokiej e(ste)tyki

"Wycinka" - reż. Krystian Lupa - Teatr Polski we Wrocławiu

Kiedy już po długiej podróży z centrum miasta i oczekiwaniu w tłumie chętnych przekroczymy magiczną granicę sali teatralnej, zostajemy sowicie wynagrodzeni. Po niedawnych eksperymentach z „Personami" otrzymujemy majstersztyk w starym stylu. Krystian Lupa w „Wycince" zachęca nas do przestudiowania autoironicznej refleksji nad artystycznym funkcjonowaniem w świecie.

Kiedy widownia powoli zapełnia salę, na ekranie nad sceną możemy oglądać wyświetlany monolog Marty Zięby. Jest to opowieść na temat spotkania ze słynnym aktorem Teatru Narodowego. Nie do końca wiadomo, czy to już Joana (postać), czy fragment autentycznego wywiadu. To wspomnienie, odtwarzane pod wpływem emocji, jest bardzo osobiste. Jednak mało kto zwraca uwagę na słowa, padające z ekranu. Ludzie zajęci są szukanie wolnych miejsc, witaniem się ze znajomymi. Sztuka jest gdzieś w tle.

Gasną światła. Spektakl zaczyna się na dobre. Pretekstem do zaistniałej sytuacji scenicznej jest kolacja znajomych aktorki (Joany), która popełniła samobójstwo. Kolacja „na szczycie", ale też spotkanie po latach przemienia się niemal w regularną stypę z sandaczem (wcale nie balatońskim) na stole i niedoszłym koncertem fortepianowym. Mamy wspomnienia, choć też dyskusję o sztuce. Wypowiedzi na ten temat zawierają ironię, która nierzadko wywołuje śmiech – słowa są jednak przesycone szczerymi emocjami. Trochę kokieterii, trochę kreacji, bo w końcu jesteśmy w towarzystwie. Doborowym.

Ironiczny dyskurs o artyście i roli sztuki we współczesnym świecie przerywają przytyki do sytuacji politycznej. Mieszają się czasy i przestrzenie – ułatwia to obrotowa scena, którą poruszają czarne postaci techników. Mamy pomieszczenie pełne miękkich foteli, które zamienia się w drugiej części w jadalnię z długim stołem. Mamy też malutki pokoik Joany czy wnętrze kościoła, w której dwójka bohaterów prowadzi nago dziwną słowną grę. Sceny są raczej statyczne, akcja „snuje się" przyjemnie, ale nie nuży. Co jakiś czas emocje biorą górę i słychać wybuch złości któregoś z bohaterów. Dają o sobie znać wzajemne animozje, z biegiem akcji widać też, że każdy z bohaterów pamięta Joanę, ale jednocześnie w tym wszystkim skupia się na sobie i analizuje jakby swoją sytuację.

„Wycinkę" cechuje genialne aktorstwo – każda postać jest osobowością. Niezwykle obserwuje się Piotra Skibę jako Thomasa Bernharda, Ewę Skibińską jako Jeannie Billroth czy Wojciecha Ziemiańskiego w roli Gerharda Auersbergera. Szczególną uwagę zwraca Marcin Pempuś, grający Johna, którego nieprawdopodobny spokój i minimum ruchów kontrastuje ze „scenicznym ADHD", z jakim można go kojarzyć. Dochodzi też na scenie do sytuacji prawie niespotykanej: kiedy Thomas staje w malutkim, pełnym książek pokoju Joany i zaczyna z nią rozmawiać – okazuje się, że aktorki nie słychać. Z balkonu interweniuje Krystian Lupa, który (po szybkim zabiegu technicznym) prosi o to, żeby całą scenę zagrać jeszcze raz. Widzimy jak Piotr Skiba płynnie wychodzi z roli (na czas naprawiania mikroportu Marty Zięby), a następnie znów – niepostrzeżenie – staje się Bernhardem.

Scenografia także została dopracowana w każdym detalu. To widoczna kompozycja malarska, z wyraźną reżyserią światła: wszystko jest doskonale dopasowane. Ustawienie aktorów może przypominać też realizację zamówienia jednej z dawnych firm portretowych: jedni siedzą, inni stoją, ale rzadko zmieniają pozycję i miejsce. Jest ono im naturalnie, ale bezwzględnie przypisane. Kolorystyka strojów też ma znaczenie, co widać głównie przy stole. Ważna rzeczą są też ekrany: ten na horyzoncie pogłębia scenę, rzuty ulicy czy lasu wprowadzają w klimat. Ekran nad sceną daje też pewne wytchnienie aktorom – wstawki filmowe odwracają od nich uwagę. Śledzimy na nich podróż bohaterów do domu Auersbergerów. Dyskutują o śmierci Joany, wymieniają między sobą różne uwagi. Jest między nimi także dużo ciszy, słychać np. kroki czy wiatr.

Kompozycja scenograficzna (np. czerwona, podświetlona linia tworząca swego rodzaju ramkę wokół sceny) może kojarzyć się z „Rodzeństwem" – jednym z niemal kultowych spektakli reżysera. Poza tym tam również występuje motyw posiłku oraz długich, emocjonalnych rozmów między bohaterami. Podobna jest też w pewien sposób energia, wytworzona na scenie: naturalność w grze sprawia, że spektakl ogląda się jak dobry film. Nie myśli się o czasie, jest tylko tu i teraz oraz teatr.

W drugiej części pojawia się Aktor Teatru Narodowego (znakomity Jan Frycz), który jak mantrę powtarza wciąż opowieść o swoim największym sukcesie – zagraniu postaci Ekdala w „Dzikiej kaczce" Ibsena. Ten człowiek wydaje się być najbardziej świadomy pewnego „skurwienia" artysty i znacznego obniżenia rangi sztuki teatralnej w ogóle. W długim monologu rozprawia się z aktorstwem, które przecież jest również jego profesją. Widoczny w pierwszej części Piotr Skiba teraz usuwa się trochę w cień, zajmując miejsce w fotelu obok wieszaka. Wydaje się, że chciałby mieć możliwość zerwania się w każdej chwili, złapania płaszcza i opuszczenia dziwnego zgromadzenia. Jednak pierwszy nie wytrzymuje John, który kochał Joanę i nie może znieść atmosfery tego wieczoru.

Krystian Lupa w „Wycince" zwraca uwagę na pozycję sztuki we współczesnym świecie. Aktorski światek przedstawia jako zbieraninę dziwnych, sfrustrowanych, często nieradzących sobie z własnymi emocjami ludzi. Tworzy jednocześnie piękne, mocne i dające do myślenia widowisko. Wychodzi się m.in. z refleksją, że taka kolacja wcale nie musi dotyczyć tylko aktorstwa, ale każdego innego zawodu. Pamięć jest zawodna i indywidualna, a reakcje ludzi po naszej śmierci mogą być różne. Poza tym sztuka nie jest jedyną zaniedbaną przez rząd „gałęzią" społeczeństwa. Jednak wracając do aktorstwa, to znamienne jest też odebranie Thomasowi ostatnich słów – czytamy je na ekranie po jego wyjściu z domu Auersbergerów. Ostatecznie to on jest autorem tej historii. Mamy do czynienia z zapisem jego wspomnień, przetworzonych jednak teatralnie: po naszej nieobecności historię opowiada już ktoś inny. Mamy do czynienia z niekończącą się wycinką w gęstym lesie wspomnień.

 

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
29 grudnia 2014

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia