Teatralna magia

"Głaz graniczny"-reż: B. Kokotek-Scena Polska Teatru Cieszyńskiego Cieszyn

Teatr bywa po prostu rozrywką. Wchodzimy, dobrze się bawimy i wracamy do domu - ot, kolejny miły wieczór. Czasem jednak udaje się na scenie dotknąć czegoś większego, uruchomić jakiś ukryty mechanizm, który wyzwala to dziwne uczucie teatralnej magii, tego niezwykłego nastroju, który pozostaje w głowie jeszcze długo po zakończeniu spektaklu...

„Głaz Graniczny” to dramat w Polsce już niemalże zapomniany - prapremiera miała miejsce w Teatrze Nowym w Poznaniu w roku 1925, a trzy lata później w Toruniu tekst Emila Zagadłowicza został wystawiony po raz drugi i ostatni. I właściwie nie ma się czemu dziwić - sztuka jest napisana archaicznym językiem, osią fabuły jest, miliony już razy opisywana, historia miłosnego trójkąta, zaś akcja rozgrywa się w świecie już nieistniejącym, przebrzmiałym, odgrzebanym z lamusa romantycznych uniesień godnych Mickiewicza czy Słowackiego, których rozegzaltowany duch nieraz wyziera zza podniosłych monologów. W zasadzie, nie ma tam nic, co mogłoby poruszyć współczesnego widza. A jednak porusza. 

Oto Roman, gospodarz i pan na włościach, kiedyś cygan, wagabunda i koniokrad, który porzucił swe dawne swobodne życie, by „dobrze” choć nieszczęśliwie się ożenić. Oto Fela, jego szwagierka, żyjąca gdzieś pomiędzy światem widzialnym a niewidzialnym, nawiedzona przez Boga lub diabła, a może przez obu równcześnie, nastoletnia wieszczka; i wreszcie miłość - gwałtowna i grzeszna, która pomiędzy nimi rozkwita. Oto wieś polska, ciemna, zacofana, pełna nocnych strachów i zabobonu; oto ludzie prości, szorstcy, gwałtowni, żyjący w monotonnym świecie, pełnym nędzy i cierpienia, ale zarazem świecie niezwykłym, pełnym Boga, duchów, diablich sztuczek i tajemnic; i wreszcie całość, która składa się nia niezwykle sugestywny, wciągający spektakl. I choć nie ma tu spektakularnych zaskoczeń, zwrotów akcji, reżyserskich fajerwerków, to poprzez jakieś niezwykłe natężenie gwałtownych uczuć i emocji się pojawiających, nie sposób odeń oderwać oczu.

Olbrzymia w tym zasługa odtwórców ról głównych : Anny Koniecznej i Tomasza Kłaptocza, którzy grają wręcz koncertowo, przekonująco, naturalnie a zarazem bardzo intensywnie. Jest w tej prostej opowieści coś, co dociera do pragnień dla człowieka uniwersalnych, wręcz archetypicznych, do marzenia o wolności, niezwykłości i intensywności życia.  Co jednak trzeba podkreślić, prostota wykonania nie oznacza tu braku pomysłów. Scenografia, choć skromna i umowna, doskonale oddaje dziwny, nadnaturalny nastrój dramatu. Także szeleszcząca, rymowana gwara małopolska brzmi tutaj pięknie i melodyjnie. Całość, mimo archaicznej formy, wypada spójnie i zwięźle - spektakl nie jest - co wydaje się być obecnie grzechem głównym reżyserów – przeciągnięty, kończy się, pozostawiając raczej uczucie niedosytu niż nadmiaru.

Oczywiście są też i słabsze momenty. Przykładowo scena spotkania z kompanami ze złodziejskiej szajki, kiedy aktorzy jeden po drugim recytują swoje jednozdaniowe kwestie wypada sztucznie i koturnowo, jakby żywcem wyjęta została z pierwszomajowej akademii, jakby reżyser chciał, by każdy, kto pojawia się na scenie mógł się pokazać, coś powiedzieć, zaistnieć. Nawiastem mówiąc, także w innych scenach, zdradza się owo pragnienie bycia sprawiedliwym pracodawcą.  

Jednak, ta odrobina dziegciu nie psuje smaku miodu - warto wybrać się na ten spektakl. Warto choćby po to, by zobaczyć, że można jeszcze stworzyć poruszający teatr bez efekciarstwa, bez mulimedialnych scenografii, ogłuszającej muzyki i całego tego nowoczesnego blichtru. Polecam.

Michał Raszka
Dziennik Teatralny Katowice
8 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...