Teatralny hiatus

"Wesele hrabiego Orgaza" - reż: Jan Klata - Stary Teatr w Krakowie

Najnowszy spektakl Jana Klaty to gra na granicy brawurowego ryzyka. To gra na granicy prawdy i fikcji. To zabawa w Don Kichota, którego niesamowita wyobraźnia skolonizowana przez wyidealizowaną wizję przeszłości obija się o ostre kanty realności, ale mimo tego nadal pracuje na najwyższych obrotach. Odkurzając zapomniany modernistyczny tekst Romana Jaworskiego, reżyser dokłada swoje trzy grosze do tego przedziwnego palimpsestu

Już od foyer zostajemy wciągnięci w teatralną fikcję. Jedna z postaci z megafonem przy ustach zaprasza nas na walkę, która odbywa się na autentycznym ringu pomiędzy Prochrystem i Antychrystem przed wejściem na salę. Już wiemy, że realistycznym kluczem nie otworzymy tutaj żadnych drzwi.

Deski sceny pokrywa wykładzina w biało-czarne kwadraty. Od zbyt długiego wpatrywania się w nie bolą oczy. Rama prosceniowa okolona jest mieniącą się kurtyną i kolorowymi żarówkami, które rozbłysną, kiedy przyjdzie ich pora. Dosyć głęboko wydrążona scena uwodzi swoją pustą przestrzenią. W trakcie trwania spektaklu pojawi się jeszcze jedna kurtyna: aksamitna, ciężka, czarna, teatralna. Jej falowe ruchy przy szybkich manewrach zasuwania i odsuwania wydają się odkrywać jej sekretne życie, życie ożywionego przedmiotu. Specyficznym rodzajem przegrody będą też opuszczane na scenę ramy z naciągniętą siatką, dzielące przestrzeń. Każda z tych kurtyn paradoksalnie odsłania reteatralizację, której poddana została rzeczywistość. Ale nie tylko. Stanowią one swoiste pryzmaty, przez które patrzymy w pudełko sceny.

Procesowi reteatralizacji podlegają też sami aktorzy, którzy nie próbują niczego wcielać, przepuszczać przez własne doświadczenia czy przeżycia. Oni po prostu grają. „Po prostu” w żadnym wypadku nie jest tutaj określeniem negatywnym, ponieważ każda z postaci grana jest z dystansem, z przymrużeniem oka, ale niemal do utraty tchu. Ten otwarty dialog aktora z postacią stanowi kolejne podważenie teatralnej fikcji, stwarza miejsce na dyskusję z autorem, reżyserem, widzem.

Jan Klata, pojętny uczeń Cervantesa, unaocznił w pewnym sensie ciążący nam nadmiar fikcji, który musi przecież gdzieś znaleźć swoje ujście. Im bardziej spektakularne, tym lepiej. Zwisający do góry nogami bramin (Jacek Romanowski), który śpiewa Lucy in the sky with diamonds Beatlesów, Juliusz Chrząstowski jako sułtan-baletmistrz Igor Podrygałow z cienkim wąsikiem, skośnymi oczami i nieodłącznym haremem przy boku – to tylko niektóre drogi, którymi podąża reżyserska, niczym nie skrępowana wyobraźnia, która zaskakuje od pierwszej do ostatniej sceny.

Intertekstualność Wesela hrabiego Orgaza udowadnia, że nie ma jednej scenicznej prawdy, że teatralny hiatus, do którego zabrał nas Jan Klata, to miejsce, z którego możemy spojrzeć krytycznym okiem na rzeczywistość „przedśmiertnego dancingu”.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
23 czerwca 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia