Ten czas na pewno nie będzie zmarnowany

Rozmowa z Aleksandrą Piotrowską-Zarębą

Taniec jest jej pasją. Od ponad 10 lat każdy dzień wypełniała nim po brzegi. Teraz postanowiła trochę zwolnić. Nie chce z niczego rezygnować, ale część ze swoich zajęć odłoży do „życiowej poczekalni".

 Z Aleksandrą Piotrowską-Zarębą, solistką i zastępcą kierownika Baletu Opery Śląskiej w Bytomiu rozmawia Magdalena Nowacka-Goik

Magdalena Nowacka-Goik: Kiedy wstajesz rano...?

Aleksandra Piotrowska-Zaręba - To wypijam kawę i układam plan dnia. Lubię uporządkować sobie myśli i wiedzieć po kolei, co będę robiła. Moje życie było i jest wypełnione pracą. Przez ostatnie kilka lat nagromadziło mi się mnóstwo obowiązków. W Operze Śląskiej łączę dwie funkcje, solistki i zastępcy kierownika baletu, sama tańczę i prowadzę próby. Sprawia mi to mnóstwo satysfakcji. Pracuję też jako pedagog w szkole baletowej, prowadzę hobbystycznie zajęcia baletowe dla małych dzieci. I – to już od momentu pandemii – zajęcia balletfit online.

Pandemia zmusiła nas wszystkich, ciebie również, do zmiany i weryfikacji tego planu dnia, planu codziennego życia. Dzień nie jest z gumy, a każda wytrzymałość, nawet jeśli kocha się to, co się robi, ma swój kres. Jak dawałaś sobie z tym radę?

- Wstawałam o szóstej, a o godz. ósmej zaczynałam lekcje w szkole baletowej w Bytomiu. O godzinie dziesiątej miałam rozgrzewkę w Operze, próba poranna trwała do czternastej. Przerwa na obiad i o piętnastej wyjście na kolejne zajęcia – do szkoły baletowej bądź na zajęcia z maluchami do studia, a o osiemnastej kolejna próba w teatrze. Dzień kończyłam więc około 22. Tak przez sześć dni w tygodniu, czasem nawet siedem. Miałam wolne niedzielne poranki, ale wieczory już nie zawsze, bo przecież były spektakle, w których brałam udział. Dwa i pół miesiąca przerwy od tych wielu zajęć, spowodowały, że zaczęłam zastanawiać się poważnie nad trybem mojego życia. Trochę zmieniłam zawodowe priorytety, stworzyłam nową listę. Nie oznacza to, że chcę z czegoś zrezygnować. Nie chcę jednak już podchodzić na zasadzie: jak najwięcej, ale: jak najlepiej. Stawiam na jakość, najwyższy poziom. Muszę więc dokonać wyboru i coś odłożyć do mojej „życiowej poczekalni." Trochę zwolnię tempo, co, mam nadzieję, przełoży się również na jakość całego mojego życia. Nie tylko tego zawodowego.

Pamiętasz uczucia, które towarzyszyły ci w tym pierwszym tygodniu, kiedy dowiedziałaś się, że nie będziesz mogła iść na salę, że nie będzie zajęć z dziećmi i artystami, prób, spektakli? Bunt organizmu?

- Pierwszy tydzień...byłam wtedy bardzo zmęczona. Nawet nie myślałam, że aż tak bardzo. Tak, jak wspomniałam, mam dużo zajęć, ale wszystko co robię , kocham i sprawia mi radość, dlatego trudno było mi coś odpuścić. Mam jednak swoją fizyczną i psychiczną wytrzymałość. Pierwszy moment był więc czasem odpoczynku, który poświęciłam na refleksje nad ostatnimi dziesięcioma latami mojego życia. Żyłam bardzo intensywnie. Miałam 25 lat, byłam na ostatnim roku studiów, kiedy zaczęłam jednocześnie pracować w szkole baletowej, w Operze sporo tańczyłam. Realizowałam się zawodowo, natomiast życie prywatne musiałam ograniczyć. Po refleksji przyszedł czas, kiedy mogłam w końcu zadbać o siebie fizycznie. Na co dzień dbam o dzieci, o artystów, dla siebie już nie miałam czasu. Nadrobiłam to i czuję się teraz, zwłaszcza fizycznie, bardzo dobrze. Mam hipermobilne ciało, co jest czymś wspaniałym, bo daje zakres szerokich możliwości, natomiast jest trudne do opanowania i przez to narażone na kontuzje, a tych miałam, zwłaszcza na początku kariery, naprawdę sporo. Ich powodem był brak świadomości ciała, którą teraz już mam. Przyszła z czasem i doświadczeniem. Wcześniej jednak przeszłam wiele operacji. Ta obecna przerwa nie jest więc w moim życiu czymś nowym, nie jest też, jak na razie, najdłuższa. Po zabiegu związanym z wiązadłem krzyżowym w kolanie, miałam rok przerwy od pracy, od tańca. Wykorzystałam go wtedy – i teraz również – na stabilizację i wzmocnienie fizyczne. Jedocześnie, postanowiłam przekazać tę swoją wiedzę tym, którzy są w podobnej sytuacji, tancerzom pracującym nad rehabilitacją, poprawą swojej sprawności. Ta praca nad ciałem, pozytywnie wpłynęła też na moją psychikę.

Masz stały kontakt z uczniami, tancerzami? Proszą cię o pomoc w tej trudnej sytuacji, dzielisz się swoim doświadczeniem związanym z przymusową przerwą w tańcu? Wielu z nich z pewnością nie do końca może się z tym pogodzić, towarzyszą im negatywne emocje.

- Tak, mam ten kontakt. Dzwonią do mnie przede wszystkim uczniowie i ich rodzice. Pytają, czy to, co robimy ma sens przy tak ograniczeniach. Wiadomo, że realizacja programu wygląda teraz inaczej, skupiamy się na technikach wspomagających ciało. Staram się i rodziców, i dzieci wspierać oraz przekonać, że to nie wcale nie jest stracony czas. To czas na naukę ćwiczeń, które stanowią rutynę wykonywaną przed lekcją tańca klasycznego. Czas na zdobywanie wiedzy w tym zakresie. Na pewno nie będzie zmarnowanym. Natomiast mam świadomość, jak bardzo potrzebne są te rozmowy. Także dopingowanie rodziców, aby motywowali dzieci.

Tańczyć, czy uczyć tańca? W której z tych ról spełniasz się bardziej?

- Dla mnie praca tancerki i pedagoga czy asystenta podczas prób, bo to również wykonuję, są tak samo ważne, jedno bez drugiego nie istnieje. Oczywiście mam świadomość, że kiedyś zakończę swoją karierę tancerki, ale razie jestem w dobrej formie i nie chcę z tego rezygnować. Mam wciąż potrzebę sceny. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym uczyć kogoś tego zawodu nie znając, nie czując jej tak dobrze. Studia przygotowały mnie pod kątem metodyki, wiedzy teoretycznej i to pozwala mi na przekaz wskazówek technicznych. Ale technika to nie wszystko. Ważna jest strona artystyczna, dla mnie wręcz najważniejsza. I dzięki temu, że jestem tancerką, mogę ten artyzm przekazywać. Natomiast przyznaję, że uczenie tańca jest większym wyzwaniem.

Szkoła baletowa to miejsce, które obrosło w mity. Nadmierna dyscyplina, przesadne wymagania, brak empatii. To najczęściej zarzuca się nauczycielom. Z drugiej strony, jej mury opuszczają tancerze o wrażliwych osobowościach. Tę wrażliwość widać także w tobie. Ktoś mógłby zapytać: jak więc dałaś radę?

- To prawda, jestem wrażliwa. Jestem też już jednak z innego pokolenia nauczycieli. Z pewnością spotyka się sporo hejtu pod adresem szkół baletowych. I tak, przyznaję, kiedyś to nauczanie było twardsze. Nie można jednak tego absolutnie uogólnić, bo tak naprawdę wszystko zależało od pedagoga. Moim wzorem była wybitna solistka Baletu Opery Śląskiej, Elżbieta Mackiewicz-Lebik. Ona nie wpisywała się w ten trend silnej ręki, wymagając, dbała jednak o naszą psychikę. Jako pedagog, staram się nawiązać z uczniami dobry kontakt, bliskie relacje. Wierzę, że w ten sposób też potrafię ich zmobilizować i sprawić, że osiągną to, do czego wspólnie dążymy. Nie jestem zwolenniczką działania poprzez strach. Chociaż w moim przypadku niektóre rzeczy udawały mi się właśnie dlatego, że się bałam. Ale docelowo to nie działa. Mam też porównanie z innymi szkołami baletowymi na świecie, poznałam różne metody nauczania. Po konkursie w Lozannie dostałam stypendium w Toronto, gdzie zobaczyłam, że niekoniecznie trzeba stosować zasadę twardej ręki. Te studia otworzyły mnie w sferze artystycznej. Tam zwracano na artyzm i budowano poczucie własnej wartości, a w Polsce uczono mnie techniki.

Dla wielu tancerzy jesteś już wzorem, a czy ty masz swój autorytet jeśli chodzi o taniec klasyczny? I niespełnione marzenia związane ze sceną?

- Moim wzorem jest Sylvie Guillem. To ikona, będąca autorytetem dla wielu współczesnych tancerzy. Francuzka, obecnie już nie tańczy zawodowo. Gdybym miała powiedzieć, za co cenię ją najbardziej, to z pewnością wymieniłabym charyzmę, precyzję i perfekcję. Zawsze stawiała nie na ilość, tylko na jakość. Uwielbiam także jej francuski styl, prawdziwy chique. I ta elegancja w stylu jest dla mnie kwintesencją tego, do czego powinno się dążyć w tańcu klasycznym. Co do marzeń...chwytam dzień, cieszę się z tego co już zatańczyłam, cieszę się, że mogę nadal to robić. Uwielbiam tańczyć w musicalach, operach, operetkach. Kocham scenę, lubię na niej być nie tylko w spektaklu baletowym. I nie muszą to być zawsze pierwszoplanowe role. Moim marzeniem jest być na tej scenie jak najdłużej.

Zanim jednak na niej stanęłaś, musiałaś pokonać kilka przeszkód. Do szkoły baletowej przyjęto cię warunkowo, ze względu na wadę kręgosłupa. Doceniono jednak twój talent, pasję, pracowitość, ambicję i...sporą determinację.

- Pasji do tańca nie odziedziczyłam w genach. Od dziecka uwielbiałam jednak tańczyć dla rodziny. Miałam taką potrzebę pokazywania się w ruchu. Mój świętej pamięci tata miał znajomą w szkole baletowej, dowiedział się od niej kiedy jest egzamin. Przyjęto mnie faktycznie warunkowo, ze względu na skrzywiony kręgosłup. Okazało się jednak, że nie stanął na przeszkodzie w spełnieniu moich marzeń o balecie.

Kiedy wrócisz na salę baletową...

- Kiedy wrócę na salę... wrócę do innego trybu dnia. Największym problemem jest chyba to, że odzwyczailiśmy się od bezpośredniego, częstego kontaktu z innymi. I ponowne nawiązanie tych kontaktów może okazać się trudne. Na pewno jednak damy radę, a ja postaram się pozostać przy ustalonych przez ten czas priorytetach. I jeszcze jedno. Marzę o tym, aby wyjechać, chociaż na chwilę. Podróże, to po tańcu moja druga pasja. Tęsknię za nimi prawie tak samo mocno, jak za sceną.

___

Aleksandra Piotrowska-Zaręba - solistka, asystent i zastępca kierownika Baletu Opery Śląskiej. Absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im.Ludomira Różyckiego w Bytomiu. W 2011 otrzymała tytuł magistra sztuki na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie. 
Uczestniczyła w wielu konkursach baletowych w kraju i za granicą, m.in: w Międzynarodowym Konkursie Baletowym w Caen (Francja); w latach 1999 i 2001 była finalistką Ogólnopolskich Konkursów Tańca im. Wojciecha Wiesiołłowskiego w Gdańsku, brała również udział w Międzynarodowym Konkursie Baletowym w Warnie (2002), w Konkursie „Najlepszy Absolwent" Szkół Baletowych w Polsce (Szczecin 2002), była półfinalistką Prix de Lausanne (2001) i Vaganova Prix w St. Petersburgu (2002). Za osiągnięcia artystyczne otrzymała Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2000 i 2002 roku, Stypendium Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich w 2002 r. i Stypendium na naukę w National Ballet School of Canada w Toronto w 2001 r. (nagroda w konkursie Prix de Lausanne). Od roku 2010 jest pedagogiem tańca klasycznego w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu, gdzie przygotowywała uczniów do dyplomów oraz laureatów prestiżowych konkursów baletowych (II miejsce w 2015 i I miejsce w 2017 w Ogólnopolskim Konkursie Tańca w Gdańsku, tytuł „Młodego Tancerza Roku", wyróżnienie w Konkursie „Złote Pointy" w Szczecinie). Jako tancerka oraz solistka baletu takich Teatrów jak: Opera Śląska w Bytomiu, Teatr Wielki w Poznaniu, Opera Wrocławska, wystąpiła m.in. w spektaklach baletowych: „Jezioro Łabędzie", „Don Kichot" (Tancerka Uliczna, Przyjaciółka Kitri, Królowa Driad, Dulcynea), „Dziadek do orzechów" (Klara, solo w Walcu Kwiatów, Śnieżynka), „Królewna Śnieżka" (Królewna Śnieżka, Ptaszek), „Pan Twardowski" (Królowa Wschodu - Najpiękniejsza), „Kopciuszek" (Dobra Wróżka - Biała Magia, siostra Kopciuszka Lena), „Figle Szatana" (Diablica), „Kot w Butach (Królewna), „The Beatles and Queen", „Romeo i Julia", „Córka źle starzeżona", „Na kwaterunku" (Zosia). W 2016 r. otrzymała odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej" wydaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w roku 2017 - Nagrodę Centrum Edukacji artystycznej za osiągniecia pedagogiczne.

Magdalena Nowacka-Goik
Opera Śląska w Bytomiu
3 czerwca 2020

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...