Tenor twardy jak skała

rozmowa z Adamem Zdunikowskim

To był dla mnie obciach - koledzy grali w piłkę, ja śpiewałem w chórze - mówi Adam Zdunikowski ADAM ZDUNIKOWSKI - tenor solista Opery Narodowej i Opery Krakowskiej, odtwórca głównej roli w operetce "Baron Cygański" w Operze Nova w Bydgoszczy.

Gdyby miał Pan wymienić opery i filharmonie w kraju, w których Pan nie występował, to...

- To tylko pozostała filharmonia w Kaliszu, to jedyne miejsce, gdzie nie występowałem.

Na początek wypełnijmy ankietą osobową. Znak zodiaku?


- Bliźnięta, ale nie przywiązuję wagi do znaku zodiaku.

Pana wady?

- Staram się nie zauważać swoich wad, żeby lepiej funkcjonować. Ale jak mam być szczery, to lenistwo, wiele rzeczy robię na ostatnią chwilę. Z wiekiem przychodzi nadwrażliwość na własnym punkcie, teraz szybciej się obrażam, gdy coś ktoś o mnie powie.

A zalety?


- Maniery. Gdyby wiele ludzi stosowało zasady dobrego zachowania, bylibyśmy troszeczkę lepsi, nie tylko na pokaz.

Jest Pan rodowitym warszawiakiem?


- Z dziada pradziada. Jako dziecko najpierw mieszkałem na Saskiej Kępie, potem na Starym Mieście, a teraz mieszkam na Pradze Południe. Z tą częścią Warszawy nie jestem związany emocjonalnie, ale ostatnio kupiliśmy tu mieszkanie.

Pana talent muzyczny odkryto w chórze?


- Śpiewałem w chórze chłopięcym, a później w chórze mieszanym. Dyrektor chóru Lutnia jeździł po szkołach szukając nowych członków. Po takim przesłuchaniu w mojej klasie zakwalifikowano nas trzech, jednak po roku zostałem

Występowanie w chórze to była nobilitacja?

- To był obciach. Koledzy grali w piłkę, a ja chodziłem na chór. Rekompensatą były wyjazdy zagraniczne. Mając 12 lat byłem w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, o czym normalnie nawet nie mógłbym marzyć.

I z chóru trafił Pan do Akademii Muzycznej?

- Tak, nasz chór miał doroczny koncert w akademii, śpiewałem tam małą solówkę w utworze gospel. Po występie podeszła do mnie pewna pani, która spytała, czy nie chciałbym spróbować swych sił na uczelni. Spróbowałem, ale dostałem się po odwołaniu, bo zabrakło mi kilku punktów za pochodzenie.

Po studiach musiał Pan zatrudnić się w teatrze muzycznym.

- To były takie czasy, że po studiach automatycznie otrzymywało się angaż do opery. Ja otrzymałem etat w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Czy już wtedy był deficyt tenorów?

- Deficyt tenorów jest zawsze. Teatr operowy poszedł tak daleko, że sam głos nie wystarcza. Reżyserzy czekają na człowieka z dobrym głosem, który ma prezencję i do tego jest świetnym aktorem. Takich jest niewielu. To jest ciężki zawód. Od strony emocjonalnej trzeba być albo twardym jak skała, albo trzeba być ograniczonym człowiekiem, żeby nie do końca wiedzieć, co się do niego mówi.

Bydgoski "Baron Cygański" okazał sią dużym sukcesem.


- To sukces operowy. Sam Strauss nazwał "Barona" operą komiczną. Bydgoskie przedstawienie udowodniło, że nie trzeba prowokować, szokować, by odnieść sukces. Realizatorzy udowodnili, że klasyczna wizja może być równie piękna. Znakomicie rozegrane są sceny zbiorowe, czarująca scenografia, świetny balet. Nasza publiczność operowa jest stęskniona za takimi realizacjami.

Majsterkuje Pan jeszcze w domu?

- Niestety nie mam na to czasu. W ostatnim miesiącu byłem cztery dni w domu. Nie mogę robić sobie wolnego, bo wtedy wypada się z rynku.

Gra Pan zwykle amantów w operach - nie tęskni Pan do innych, pełnokrwistych ról?a

- Bardzo, przejadły mi się partie amantów i powolutku szykuję się do ról głębszych, gdzie postać jest ciekawa aktorsko.

WYWIAD W RADIU

Magda Jasińska zaprasza do wysłuchania audycji "Zwierzenia przy muzyce" w Polskim Radiu PiK w każdy wtorek o godzinie 23.03 i sobotę o godz. 15.05.

Magda Jasińska
Express Bydgoski
10 listopada 2010
Portrety
Ewa Lachnitt

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia