Tępa strzała

"Szkoła żon" - reż: Ewa Kutryś - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

Żona jest gatunkiem domowym, a możliwość jej wychowania graniczy z cudem. Ratunkiem dla stałości instytucji małżeńskiej i honoru męża może być głupota. Wrogiem świętej pozycji kobiety jest czytanie i świat zewnętrzny - oto "Szkoła żon".

Spektakl w Teatrze Starym jest niezwykle sprawną fabularnie i dającą możliwość bogatych kreacji aktorskich opowieścią. Nacisk położony został na sytuacje będące majstersztykami humoru, komedii charakterów i farsy. Wydobycie z nich wszystkich odcieni zabawy, śmieszności wymaga zaangażowania aktorstwa, muzyki oraz widowni. Wyzwaniem jest ciągła interakcja z publicznością bez utraty wątku fabularnego i płaskości prezentowanych postaci. Dramat Moliera pozwala jednak na to ryzykowne przedsięwzięcie, tworząc niezwykle barwnych bohaterów i przestrzeń do ich prezentacji, wspierając je intrygującą i świetnie skomponowaną fabułą. 

Arnolf, chorobliwe bojący się zostać rogaczem, stworzył misterny plan wychowania sobie przyszłej żony. Dramat Moliera bawiący i atakujący burżuazję, wystawiony w Teatrze Starym kładzie nacisk głównie na niezwykłość postaci i komiczność sytuacji. Wykpiwanie szlachciców, którzy dorobili się tytułu, tutaj jest tylko delikatnym rysem pozwalającym stworzyć bohatera nieokrzesanego i niepohamowanego w gniewie. Kreacja Arnolfa w przedstawieniu nie prezentuje ścisłej wiarygodności psychologicznej, lecz staje się trampoliną dla aktora i możliwością do zabawy z publicznością.

Krzysztof Globisz całkowicie panuje nad sceną i publicznością. Wyraźnie akcentując żarty przeciąga sceny, nigdy nie czując onieśmielenia wobec widzów. Komponuje swoje wystąpienie w spektakularny sposób, przechodząc od spokojnego niemal służalczego powiernika do wściekłego zazdrośnika przypominającego Kaczora Donalda w gniewie. Dynamikę spektaklu napędzają postacie służących (Wiktor Loga - Skarczewski i Monika Jakowczuk) kreujący farsowe i efektowne pantomimy oraz Horacy (Michał Czernecki) dając w roli fircyka popisy niemal akrobatyczne. Jego aktywności ściera się z niedołęstwem i opieszałością Arnolfa.

Scenografia jest zręcznie ustawioną przestrzenią dla działań aktorów. Dwa potężne transparenty przyświecają miłości – Amor i bank. Niczym diabeł z pudełka wyskakują kolejne postacie, zadziwiając ilością zakamarków możliwych do umieszczenia na scenie. Niekiedy jedynie, aby pobudzić publiczność bez względu na fabułę. Wszystkie drogi bohaterów, możliwości ucieczki, mieszkania przecinają się na środku sceny. Ustawione po bokach kawiarniane stoliki nie przeszkadzają w kontakcie z publicznością, znajduje się również mały pomost łączący przestrzeń grania z widownią. Włącza to całą salę w spektakl i daje nieograniczoną ilość miejsca dla aktorów. Widownia staje się uczestnikiem przyjmując role rogaczy, obserwatorów i świadków nie spuszczając z oczu ani na chwilę, z działań na scenie. 

Trudno nudzić się na przedstawieniu „Szkoła żon” w Teatrze Starym, gdy pobudza się widza na każdym kroku muzyką, występem, coraz to nowszymi sztuczkami i konwencjami. Anusia (Barbara Garstka) wchodząc do ukrytego tunelu, aby się schronić przed opiekunem, oświeca światło i niczym w scenie z horroru spotyka się twarzą w twarz z tym, od którego uciekała. Szybkość i trafność scenek elektryzuje i budzi zachwyt.

Spektakl w reżyserii Ewy Kutryś podważa jednotorowy sposób postrzegania Moliera, który widzieliśmy przy okazji tegorocznych matur. Dramaty tego autora są skarbnicą różnorodnych tematów i możliwości wystawienia, a żywotność zapewnia im przestrzeń dla publiczności i możliwość świetnych kreacji aktorskich zawsze przyjemnych do oglądnięcia, nawet po 150 wystawieniach.

Justyna Stasiowska
Dziennik Teatralny Kraków
24 maja 2010

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...