Terapia teatralna

"Psy ras drobnych" - aut. Olga Hund - reż. Iwona Kempa - Teatr Dramatyczny w Warszawie

Jeden szpital, jedna sala, a w niej pięć kobiet i tyleż spękanych życiorysów. Pięć kruchych psychik i jedna diagnoza. Depresja. Szacuje się, że w Polsce w roku 2020 żyło ponad 1,5 mln ludzi zmagających się z jednym z najbardziej powszechnych zaburzeń psychicznych. Nieledwie cztery procent populacji, prawie cała ludność Warszawy. Gdyby wszyscy stanęli w szeregu, trzymając się za ręce, przecięliby kraj w linii prostej od Ustrzyk Górnych do Świnoujścia, a to prawie 800 kilometrów.

To robi wrażenie we współczesnym świecie, gdzie liczby obdarza się religijną wręcz czcią, gdzie coraz bardziej wierzy się, iż statystyka jest najdoskonalszym narzędziem objaśnianiem świata, zaś arkusze excela zyskują status niepodważalnej, boskiej niemalże wyroczni. Coraz trudniej dostrzec za szeregiem cyfr człowieka zmagającego się z tak podstępną niemocą, obraz jednostki cierpiącej zastępuje jednostka chorobowa. Żeby sparafrazować chyba najbardziej złowróżbny i cyniczny aforyzm z politycznej półki, choroba jednego człowieka to tragedia, zaś milionów to statystyka. Jednostkowość losu jest jednakże bytem niezwykle paradoksalnym, jednego dnia cieszymy się statusem podmiotu własnej egzystencji, następnego możemy być już jej przedmiotem. W świecie tak depresjogennym jak dzisiejszy, każda lub każdy, w każdej chwili, może podzielić los bohaterek debiutanckiej powieści Olgi Hund – laureatki Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza, przeniesionej przez Iwonę Kempę na Małą Scenę Teatru Dramatycznego. One i Ty. Tak daleko są, tak blisko...

Bohaterki „Psów ras drobnych", to w jakiejś mierze pięciopostaciowy everyman, ciche memento dla tych, którzy sobie z postępującą nieprzychylnością świata zwanego, z uporem godnym lepszej sprawy, najlepszym, jeszcze dają radę. Niechętnie dopuszczamy do siebie myśl, że nieoczekiwana zamiana miejsc w naszym osobistym życiowym scenariuszu jest w gruncie rzeczy tym, czego możemy oczekiwać z pewnością, oczywiście nie tylko w tym kontekście. Na afiszu wymienione są tylko imiona i nazwiska aktorek, nie przyporządkowane postaciom, co też, na swój sposób przewrotny sposób pokazuje, jak niebezpiecznie może się skrócić dystans między twórcą i tworzywem.

Szpitale psychiatryczne, a właściwie każda przestrzeń zamknięta dla osadzonych w niej wbrew swojej woli jednostek, to gotowy koncept dramaturgiczny, w końcu klaustrofobiczna scenografia kondensuje emocje i wyostrza relacje. Powieści nieraz służyły za kanwę inscenizacji pomieszczonych w białych, zakratowanych, odciętych od świata pomieszczeniach, żeby wspomnieć przynajmniej najsłynniejszą z nich – „Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya, poruszający traktat o niezbywalnym prawie do wolności każdego człowieka, lecz przede wszystkim tych, którzy wypadają poza okrutną arbitralność przyjętej w społeczeństwach normy, brutalnie wyrzucającej poza nawias inne od niej jednostki. Ludzi, którzy z różnych przyczyn nie wytrzymali ciśnienia, odpadli z szczelnie wypełniającego nasz czas wielowymiarowego wyścigu. Nie poradzili sobie w rodzinie, w szerszym gronie, w szkole, w pracy, wszędzie. System dyktatury sukcesu, bezwzględnej pogoni za umykającą nam rzeczywistością, pustki sztucznego szczęścia, afirmacji immanentnego zadowolenia, infantylnie wypierającego choćby cień porażki czy pesymizmu, ukrywa ich przed światem, który nie toleruje słabości.

Takie są właśnie bohaterki powieści Olgi Hund. Ze strzępów opowiadanych przez nie historii przebija doświadczana uprzednio przemoc, strach, bezwzględność najbliższego otoczenia, egzystencjalna samotność rodząca przerażenie i rozpacz. Pogarszający się stan psychiczny, bezskutecznie hamowany potężnymi dawkami leków, doprowadza je ostatecznie do szpitala. Adaptacja Iwony Kempy precyzyjnie przenosi na scenę depresyjne uniwersum pełne apatii, agorafobii, mizantropii, atrofii woli, skutkującej wielogodzinnym polegiwaniem. Ich świat ogranicza się do kilku łóżek, biurka lekarki, będącej w gruncie rzeczy także więźniarką tej przestrzeni, cieszącą się jednak przywilejem codziennej przepustki na wolność. Bohaterki mają oddzielną przeszłość i wspólną teraźniejszość, w której rządzi konfrontacja, przetykana współczuciem. Wszystko to na kilkudziesięciu metrach kwadratowych, gdzie trzeba pomieścić lęk, płacz, myśli samobójcze, agresję i empatię, bezczynność i nadaktywność, milczenie i gadatliwość, smutek i śmiech, innymi słowy całe spektrum prób wytrwania i przetrwania w tym jakże nieprzyjaznym otoczeniu. Można odczytywać ten spektakl wielorako – jako społeczną metaforę, obraz cywilizacji konfliktu w pigułce, jako studium zniewolenia i samotności, także jako przejmujący traktat o niedostosowaniu, o immanentnej rozbieżności między jednostką a społeczeństwem, które, mimo deklarowanej pochwały indywidualizmu, jest odwieczną machiną uniformizacji, bezwzględnie karzącą za odstępstwa od szablonu. Zależne i niezależne od woli. To niełatwe, zamknąć tak wiele w jednym, niedługim przecież akcie, rozpiąć to wszystko w spójnej narracji, między oskarżeniem i obroną tego co tam i wtedy, ale ta kondensacja się reżyserce świetnie udała. Należy również docenić równą, znakomitą grę całej obsady: zaangażowaną narrację Karoliny Charkiewicz, kompulsywny bunt Magdaleny Czerwińskiej, rozpaczliwą wyniosłość Anny Gajewskiej, wyrachowane wycofanie Anny Góral, melancholijną apatię Małgorzaty Niemirskiej, wreszcie przekorną prostotę Anny Kłos.

Kiedy wychodziłem w lepką ciemność Placu Defilad, na myśl przyszły mi słowa Zygmunta Baumana, który w „Stratach ubocznych" pisał o podklasie, grupie społecznej będącej „sugestywnym obrazem nicości, w jaką ludzie mogą się stoczyć, popaść lub dać się strącić". Dola takich ludzi jest bowiem beznadziejnie nieodwracalna, nieodwołana i bezpowrotna. Bauman cytuje tam Brechta, który z kolei nazywa takich ludzi „ein Bote des Ungluecks" – posłańcem nieszczęścia, bowiem drastycznie unaoczniają przerażająca możliwość, z której wolelibyśmy nie zdawać sobie sprawy. Są w jakiejś mierze wyrzutem sumienia zwycięskich, sytych, bogatych i zdrowych, przypominają o kruchości egzystencji, budzą demony, pracowicie usypiane codzienną mantrą – to nas przecież nie spotka... Wieki temu posłańców złych wiadomości skracano o głowę, teraz po prostu się ich nie wpuszcza do naszego świata, do wyspecjalizowanej w wypieraniu nieprzyjemnej strony bytu świadomości. Lubimy się oszukiwać, że problemu nie ma, zatykając uszy oraz zasłaniając oczy. Światowej sławy socjolog pisał przede wszystkim o uchodźcach, ale nie sposób nie dostrzec genialnej uniwersalności owej metafory, którą można i tu zastosować. Cierpiących na depresję również nie chcemy wpuszczać do naszego pozornie wspaniałego świata, wolimy ich nie oglądać, tak jak nie chcemy patrzeć na inne choroby i śmierć, konsekwentnie wypierając te zjawiska poprzez zsyłanie schorowanych do szpitalnych gett, aby nie psuli nam zabawy, bo jak gorzko konstatował Neil Postman, chcemy zabawić się na śmierć, bezwzględnie odrzucając wszystko i wszystkich, którzy nam w tym przeszkadzają.

W pandemii teatry częściej, na szczęście, zajmują się cierpiącymi, i nie chodzi mi tu o cierpienia ducha, bo z tym od stuleci nie ma w repertuarach problemu, ale o cierpiących fizycznie, w realnym świecie, w szpitalach, które mogą stać się tyleż bramą do przeszłej, zdrowszej egzystencji, jak i pomostem dla łodzi Charona. Pamiętam choćby „Onko" w TR Warszawa, oswajające w brawurowo nieoczywistej formie z traumą nowotworową. „Psy ras drobnych" otwierają nam oczy na istotny, nabrzmiewający problem. Problem skrywany, wypierany, wstydliwy. Boimy się o nim myśleć. Niesłusznie. Trzeba wiedzieć, tylko wtedy pomożemy sobie i innym. Olga Hund napisała, wśród wielu w tej książce świetnych zdań, także to: „Tam jest tak samo jak tu. Też są ludzie". Ta sztuka sygnalizuje, leczy, jest terapią. Nie sposób nie emanować empatią wychodząc z Dramatycznego. I za to twórcom tego przedstawienia chwała. Oklaski!

P.S. Myśli Zygmunta Baumana za „Wygnańcem" Artura Domosławskiego, wyd. Wielka Litera, Warszawa 2021.

Tomasz Mlącki
Dziennik Teatralny Warszawa
4 grudnia 2021
Portrety
Iwona Kempa

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...