Teraz wszystko widzę nieczysto

"Białe małżeństwo" - Wrocławski Teatr Współczesny

"Teraz wszystko widzę nieczysto" - mówi Bianka, klęcząc przed konfesjonałem. Po chwili dodaje: "Ja nie chcę być dziewczyną. Chcę mieć zamiast otworu członek. (...) Czy to jest grzech?"

Krystyna Meissner, reżyserka teatralna, pomysłodawca i organizatorka międzynarodowych festiwali "Kontakt" w Toruniu i "Dialog" we Wrocławiu, za namową samego Różewicza podjęła się wyreżyserowania „Białego małżeństwa”. Wydaje się, że od 1973 roku (data napisania dramatu) czasy na tyle się zmieniły, że dawka nagości na scenie i przesiąknięte erotyzmem sceny nikogo już nie zaszokują. I faktycznie, kontrowersji wokół sztuki Meissner nie było, ale była za to kontemplacja nad przesłaniem.

Współczesna kultura zdaje się być na wskroś przesiąknięta swobodą seksualną, nikogo nie dziwi seks przed ślubem ani też pary homoseksualne spacerujące po ulicy, ale z drugiej strony żyjemy w Polsce, pod dyktatem kościoła katolickiego i wisi nad nami groźba grzechu za przekroczenie pewnych granic. Reżyserka postawiła sobie ten dwuwymiarowy problem jako punkt wyjścia, a na nim nadbudowała główny temat: stereotypowe postrzeganie roli kobiety i mężczyzny. 

Nieczęsto zdajemy sobie sprawę z tego, że znacząca część naszego wewnętrznego obrazu rzeczywistości i naszych sposobów reagowania na otaczający świat i innych ludzi jest właśnie ukształtowana przez te półprawdziwe albo całkiem fałszywe generalizacje, które niemal niemożliwe są do zmiany. Co w naszym mniemaniu znaczy być kobietą, być mężczyzną? - pyta Meissner przez swoich bohaterów.

Bianka (Katarzyna Bednarz) i Paulina (Katarzyna Z. Michalska) to dziewczęta dorastające w tradycyjnym polskim dworku. Ich kobieca tożsamość kształtowana jest głównie przez wychowanie ze strony rodziny - młode kobiety podpatrują zachowania domowników, próbując się odnaleźć w dwuznacznych sytuacjach. Dodatkowo zaczytują się książkami z dziedziny seksuologii i w ten sposób zaznajamiają się z własną cielesnością. Okres dojrzewania jawi się tu jako swego rodzaju trauma związana z socjalizacją i szukaniem swojego miejsca w społeczeństwie.

Akcja sztuki nie rozgrywa się linearnie, Meissner skupiła się raczej na poszczególnych scenach-obrazach, które stanowią autonomiczne ujęcia. Każdy obraz ma swoją minimalistyczną scenografię, która to poprzez dodanie tylko małych elementów płynnie przechodzi od sypialni dziewcząt poprzez salon, las, kończąc wreszcie na sypialni nowożeńców. Sceny są zarówno realne jak i nierealistyczne, momentami jakby wyciągnięte z surrealistycznego snu (np. erotyczny taniec nimf przy konfesjonale). Rzeczywistość prawdziwa i zdeformowana zarazem.

Wymowa tych scen jest jednoznaczna – reżyserka prowadzi dialog z obyczajowością polską, z konkretnym postrzeganiem płci, z patriarchalizmem. Ale „Białe małżeństwo” to nie sztuka feministyczna jakby się mogło wydawać. To bardziej traktat na temat relacji damsko-męskich, a także historia dotycząca każdego, bez względu na płeć i wiek, podejmująca temat poszukiwania własnej tożsamości i zaznaczania granic indywidualnej wolności. To również sztuka pełna znaków, metafor i nawiązań. Konfesjonał jako metafora katolickiej zaściankowości, grzybobranie jako nawiązanie do „Pana Tadeusza”, corrida z Bykiem-Ojcem jako symboliczne obalenie patriarchatu. Swoisty postmodernizm, ale w przyjemnej postaci. 

Najistotniejsza metaforyczno-symbolicznie jest jednak ostatnia scena, czyli dramatyczna noc poślubna. Chodzi tu szczególnie o niemy monolog rozbierającej się Bianki. Zdejmowanie ubrania to swoiste zrzucanie z siebie zacieśnionego społecznie gorsetu stereotypowych myśli ukształtowanych przez polską obyczajowość. To rozbieranie do naga, do czystej, naturalnej postaci ludzkiej, do tego, co jest ukryte w prawdziwej, wewnętrznej wrażliwości. W każdym geście Bianki jest drżenie, jest krzyk duszy z głębi ciała. Bianka jest symbolem buntu w obronie godności, prywatnego systemu wartości i odmienności każdego człowieka. A dla widza w tym momencie „Białe małżeństwo” jawi się jako swoista nauka samodzielnego i krytycznego myślenia, a także jest próbą odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”

Karolina Kiszela
Dziennik Teatralny
11 czerwca 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia