To już kanon

"Kalkwerk" - reż: Krystian Lupa - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

To już kanon. Banalne stwierdzenie, że "Kalkwerk" Thomasa Bernharda w reżyserii Krystiana Lupy jest przedstawieniem wybitnym, wygląda jak unik.A przecież legenda tego spektaklu, jednego z najważniejszych przedstawień teatralnych XX wieku, wynika również z taktycznej ucieczki Lupy przed tezą i oceną. Ile widzów, tyle obrazów "Kalkwerku".

To jedno z najdłużej utrzymujących się przedstawień na afiszu w Polsce. Odnoszę wrażenie, że o "Kalkwerku" napisano już wszystko. Analizie poddano wybitne kreacje Andrzeja Hudziaka (Konrad) i Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik (Konradowa), pisano o kongenialnej adaptacji tekstu literackiego, muzyce Jacka Ostaszewskiego, scenografii, kostiumach. Dlatego z okazji wydania na DVD telewizyjnej rejestracji sztuki pozwolę sobie na kilka bezczelnych zdań ateusza. Kogoś, kto zobaczył "Kalwerk" bez krytycznej apoteozy. I zachwycił się jak uczniak. "Kalkwerk", wsączająca się niczym trucizna kantata o geniuszu intelektu i psychicznym bankrucie, jest pouczającym memento. Nie wolno gmerać w sobie ponad miarę, czkać Jungiem i wymiotować Jaspersem, tworzyć dzieło i zabijać tworzywo (człowieka). Genialny, chory Konrad, próbując zapisać opus magnum skupiające wszelkie partytury ludzkie i boskie, przegrywa, jak wszyscy, którzy zaprojektowali swoje życie ponad miarę. Można wtedy oszaleć. Zapaść się w sobie i w siebie. W Kalkwerk. Opowiadała mi kiedyś "Haja", że po jednym ze spektakli siedziała nocą w jakimś zadymionym, zapaskudzonym, zakurwionym prowincjonalnym pandemonium. Coś tam paliła, coś piła. I podszedł do niej żul trzeciej świeżości, wypisz wymaluj ze strofki Kazika; "krótko z przodu, długo z tylu i wąsy na przedzie". Przyglądał sie "Hai", aż oświadczył: "Konradowa okej". Wszyscy kochamy "Kalkwerk".

Łukasz Maciejewski
Machina
20 czerwca 2009

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia