To nie ja byłam Ewą

"Krzywicka/Krew" - reż. Alina Moś-Kerger - Teatr im. Modrzejewskiej z Legnicy

Dzisiaj, w obliczu "50 twarzy Greya", powieść Ireny Krzywickiej "Pierwsza krew" minęłaby niezauważona. Standardy obyczajowe epok, w których powstawały obie książki, dzieli przepaść. Mimo to sztuka Julii Holewińskiej "Krzywicka/Krew" jest dowodem, jak bardzo doświadczenie bycia kobietą, niezależnie od upływu czasu, jest tożsame i niezmienne.

Na szarą scenę teatru w Legnicy ograniczoną z dwu stron wysoką, ale lekką w konstrukcji ścianą, wchodzi grupa postaci. Widm. Spuszczone głowy, włosy zakrywające twarz, ręce zwisające nad ziemią. Jedynie stopy wzniesione na palcach. Jakby szły w niewidzialnych szpilkach. Całą grupą drobią ustalonym choreografią krokiem. Odzywają się wspólnym głosem, niby psalm, niby credo kobiece. Recytują kalendarium, w nim pozycjonują Irenę Krzywicką. Urodziła się wtedy i wtedy. Sto czterdzieści lat po Marii Antoninie. Dziewięćdziesiąt pięć lat przed tym, jak Edyta Górniak zaśpiewała "Jestem kobietą".

Gorszycielka, jak sama siebie określa, Irena Krzywicka miała ciekawe życie. Spotkała najważniejszych ludzi polskiego XX wieku. Była żoną, kochanką, matką, opiekunką, osieroconą przez dziecko, walczącą o zdrowie dziecka. Była pisarką, bojowniczką o prawa kobiet do aborcji, organizatorką domów dla samotnych matek. Dziennikarką, tłumaczką. Była kobietą, która przyznała to sama, w życiu potrzebowała mężczyzn, by mieć punkt odniesienia. Jej życie stanowi konstrukcję dla pieśni kobiecego chóru w sztuce. To chór bez przewodnika, bo każda z kobiet ma swój równorzędny głos. Sześć jednostkowych historii przeplata się, tworząc herstorię XX wieku. Przemiany polityczne, społeczne, obyczajowe odcisnęły się na zbiorowym życiorysie kobiet.

Poznajemy wojenną wdowę, trzęsącą się o życie pogrobowca, zaborczą, w końcu odrzuconą matkę. Poznajemy wiejską dziewczynę, warszawiankę z awansu, TW Golonka, która donosi na męża akowca, a później, żeby wyciągnąć syna z więzienia, na jego kolegów z Solidarności. Poznajemy pozbawioną tożsamości żydówkę, która z rodzicami emigruje do Szwecji. Poznajemy zakonnicę, która całe życie oddaje Bogu, popadając w obsesyjne pragnienie macierzyństwa. Poznajemy emigrantkę zarobkową, która chce usunąć ciążę. Poznajemy dziewczynę, która sprzedaje swoje dziewictwo na Allegro. Poznajemy dziewczynę, która ma dziecko z ukochaną inną dziewczyną, ale nie ma prawa do informacji lekarskiej na temat stanu jej zdrowia. Poznajemy staruszkę, która bierze pożyczkę - chwilówkę, by kupić sobie grób.

Historia społeczna nakłada się na doświadczenie cielesności. Trauma pierwszej miesiączki, odkrywanie własnej seksualności, definiowanie orientacji, odpowiedzialność wobec własnego ciała i decyzje z nim związane. Historie opowiadane są z perspektywy dziewczynek, dziewczyn, kobiet, staruszek. Dojrzewanie jest zaznaczone pomadką, którą aktorki smarują sobie usta bez lusterka. W toku starzenia, stają się coraz bardziej pokraczne w jednakowych bezpłciowych, anty-erotycznych szarych halkach i w czerwonych majtkach, które każda wkłada na siebie po pierwszej menstruacji. Są szaroczerwone, niechlujne z krzywo pomalowanymi ustami, zasapane, bo muszą trzymać rytm przedstawienia. A jest on poddany matematycznym prawom fortepianowych dźwięków, raz natarczywych, raz subtelnych, atonicznych, postrzępionych. Są też mocarne, bo potrafią rozwalić ściany ograniczające ich świat, albo je unieść, kiedy ten świat budują. Potrafią wskoczyć na nie, by się od świata odgrodzić, a kiedy boją się zejść, pomogą im inne kobiety, wskazując sposób zsunięcia się po śliskiej, pionowej powierzchni.

To nie jest wyłącznie historia kobiet, to jest też historia ich mężczyzn i dzieci. Mężczyźni są fantazmatem, instrumentem albo rozczarowaniem. Do nich się tęskni, ich się wykorzystuje albo od nich ucieka. To historia męskiej transformacji Polski: od heroizmu walki o niepodległą, po zwyczajność upadku na bezrobociu. Historie kobiet to historie ich domów. To historie dzieci, które żyją w domach nadopiekuńczych, kochających, nietolerancyjnych, patologicznych, w domach obozach koncentracyjnych.

Przedstawienie Alicji Moś-Kreger można czytać na poziomie fabuły, jako świadectwo jednostkowych doświadczeń, jako reprezentację losu kobiet w Polsce po II wojnie światowej, ale istotne jest również samo zdarzenie teatralne. Grupa sześciu aktorek Teatru im. Modrzejewskiej gra zespołowo w bardzo wysokim stylu. Dzięki nim, wielość historii nie nuży. Tworzą za to precyzyjny mechanizm teatralny, który słowem i ruchem buduje kosmos, w którym mieści się wiele światów. Świat męski - krwi bohaterskiej, ustanawiającej porządek i świat żeński - krwi codziennej, ponoszącej konsekwencje tych zmian. Ten wszechświat zmieści wszystkie przemiany.

Nie wszystkie bohaterki dramatu Julii Holewińskiej znają "Wyznania gorszycielki" albo "Wichurę i trzciny" autobiograficzne teksty Krzywickiej. Część słyszała o pisarce, część ją czytała. Ale pamięć znika. Najmłodsza dziewczyna nie ma jej niestety wśród znajomych na Facebooku. Nie szkodzi, jeśli ma na półce "50 twarzy Greya", to w części stoi tam również Irena Krzywicka.

Irena Krzywicka umarła sześć lat po tym, gdy w Polsce wykonano ostatni wyrok śmierci, w roku, gdy w Polsce odbyło się pięćdziesiąt sześć tysięcy rozwodów. Kiedy Polska debiutowała na Eurowizji piosenką z refrenem "To nie ja byłam Ewą".

Ewa Hevelke
e-teatr.pl
25 marca 2016

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...