To nie jest spektakl

13. Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej "INTERPRETACJE"

Konkursowy "Łysek z pokładu Idy" mało ma wspólnego z interpretacją tekstu Gustawa Morcinka. Właściwie nie jest jego żadną interpretacją - nie ma w tym spektaklu ani jednego zdania, które, poza tytułem, pochodziłoby z książki. Historia o ślepnącym koniu, który, ratując życie jednego z górników, zyskuje wolność jest dla twórców jedynie pretekstem do zupełnie innej opowieści

„Łysek z pokładu Idy” w reżyserii Radosława Rychcika swoją premierę miał w Teatrze Nowym w Wałbrzychu, mieście o tradycjach górniczych. Spektakl prezentowany jest na terenie wałbrzyskiego Parku Wielokulturowego Stara Kopalnia, czyli tam, gdzie niegdyś wydobywano węgiel. Podczas katowickich „Interpretacji” wystawienie „Łyska” miało miejsce w na terenach należących niegdyś do KWK Katowice. Czyli kontekst został zachowany.

Budynek dawnej Łaźni świetnie wpisuje się w klimat przedstawienia – stare, odrapane mury dobrze komponują się ze scenografią, którą stanową porozwieszane ‘plakaty’ z wulgarnymi napisami typu „Łysek to ch..”. Jest jeszcze parę świec, krzesło, no i węgiel. Na polu gry znajdują się trzy aktorki, przebrane za szkolne uczennice z dawnych lat – granatowe mundurki, białe rajstopki, ciasno splecione warkoczyki. Zanim rozpocznie się tzw. część właściwa przestawienia, czyli zanim na scenę wkroczy Łysek, dziewczyny coś krzyczą – jakieś daty, miejsca i statystki. Po chwili dociera do nas, że są to daty katastrof górniczych, w których życie straciło dziesiątki, a nawet setki górników. Wiele z nich miało miejsce tu, na Górnym Śląsku. Ale to by było na tyle, jeśli chodzi o temat kopalń i górników. Zaraz po tej przejmującej wyliczance dziewczyny przystępują do kolejnego działania, a właściwie do wygłoszenia swego rodzaju manifestu. Określone zostaje pole działania aktorów, treść przedstawienia oraz jego forma. Dowiadujemy się, że na pewno nie będzie to inscenizacja szkolnej lektury dla jedenastolatków. O czym więc jest wałbrzyski spektakl? O przemocy.

Zanim dziewczyny zaczną wykrzykiwać daty katastrof i skandować swój manifest uczynią gest, będący znakiem przewodnim spektaklu – upokorzą jedną ze swoich koleżanek, przytykając jej do twarzy pluszowego misia. Gest ten będzie – w innej formie – odtwarzany przez cały spektakl. Tylko ofiarą będzie nie koleżanka, a Łysek, który uosabia tutaj wszystkich outsiderów, ludzi słabszych, mniej przebojowe dzieci niż inne. Sam Łysek został tu przedstawiony jak człowiek, mający jednak cechy konia – prycha, galopuje, warczy, a na początku towarzyszy mu maska z końskim łbem.

Trzy dziewczyny – niby niewinne choć miniaturowa długość ich sukienek mówi nam coś innego – włóczą się po lekcjach po niedostępnych, podupadłych terenach poprzemysłowych. W jednej ze swoich kryjówek dręczą jednego ze swoich kolegów. Doprowadzony do ostateczności chłopak chce targnąć się na swoje życie… O tym – najprościej rzecz ujmując – jest spektakl Rychcika. Wszystko jednak nie jest opowiedziane wprost – i to jest siła tego spektaklu, tutaj należy pochwalić reżysera za brak dosłowności.

Znęcanie się nad chłopcem pokazana jest jako wysiłek: szaleńczy bieg bohaterów przez kilkanaście minut, rzucanie węglem o ścianę, rozwalanie drewnianego krzesła bejsbolowym kijem, uderzanie w wypchany worek. Pozbawiony dialogów spektakl, a zaopatrzony w nieliczne monologi staje się kilkudziesięciominutowym zdarzeniem wizualno-dźwiękowym. To raczej performance, sceniczne zderzenie słowa, muzyki i gestu. Z tego chaotycznego zlepku monologów, krzyków, muzyki, biegania i bicia zapadł mi w pamięć jedynie spokojny monolog Łyska, który przypomniał o tym, że życie – jako takie – jest bez sensu i każdy z nas musi sobie ten sens wyszukać lub stworzyć.

Jednak, dlaczego ten spektakl został zaproszony do Katowic? Nie wiadomo. Czy obecność „Łyska…” w programie festiwalu sztuki interpretacji reżyserskiej jest uzasadniona? Obawiam się, że nie. No, bo właściwie co w "Łysku..." zostało zinterpretowane? "Łysek z pokładu Idy" to opowieść, którą wymyślił Radosław Rychcik i być może zinterpretował samego siebie. Jeśli tak, to sam Rychcik powinien być jurorem tego przedstawienia, bo tylko on zna kontekst swojego dzieła.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
31 marca 2011

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...