To oglądał Król Słońce

druga odsłona barokowego cyklu "Opera Rara" w Krakowie

Dziś i jutro w krakowskim Teatrze Słowackiego druga odsłona barokowego cyklu "Opera Rara". Po styczniowej, koncertowej wersji "Herkulesa nad Termodontem" Vivaldiego obejrzymy sceniczną wersję "Mieszczanina szlachcicem", komedii-baletu Moliera i Lully\'ego z 1670 r.

To spektakl szczególny: pełna, oryginalna wersja, ze śpiewanymi i tańczonymi intermediami, pierwsze po ponad 200 latach odtworzenie w pierwotnym kształcie. Przygotował go zespół Le Poeme Harmonique pod dyrekcją Vincenta Dumestre\'a. To jeden z najpiękniejszych spektakli barokowych ostatnich lat, jego zapis DVD z 2005 r. był europejską sensacją wydawniczą. 

Jacek Hawryluk: Czy da się wystawić dzieło Moliera i Lully\'ego dokładnie tak, jak zrobili to oni sami? 

Vincent Dumestre, dyrygent: W muzyce XVII w. jej część "widowiskowa" - taniec, teatr, ruch, gestykulacja - była niezbędna. W XVIII w. istniała już autonomiczna "czysta muzyka". Wcześniej posiłkowała się elementami zewnętrznymi, istniejącymi "wokół" partytury. By oddać jej bogactwo, trzeba ją zintegrować z tym, co znajdowało się wokół dźwięków. 

Powoli stworzyliśmy grupę artystyczną z tancerzami i z aktorami, skupioną wokół Le Poeme Harmonique. Wystawiamy "Mieszczanina", bo dotarliśmy do momentu, w którym jesteśmy w stanie pokazać naszą gigantyczną pracę zespołową. Syntezę sztuk: tańca, teatru i muzyki. 

Le Poeme Harmonique był początkowo kameralnym zespołem muzyki dawnej. Do wykonania "Mieszczanina" powiększył się do składu orkiestry, pan zaś z lutnisty zamienił się w dyrygenta. 

- Z orkiestrą pracuję podobnie jak z zespołem kameralnym. Każdy może wnieść coś od siebie, toczymy zaciekłe dyskusje - tak jak to się robi w małych składach. W orkiestrze jest więcej pomyłek, z reguły jest mniej czasu. Moje przejście od roli instrumentalisty do roli dyrygenta to ewolucja charakterystyczna dla wielu moich kolegów po fachu. Wszyscy przez to przeszliśmy, bo znajomość instrumentu daje szczególny rodzaj wiedzy o dyrygowaniu. 

W repertuarze XIX- czy XX-wiecznym granica między solistą, dyrygentem i kompozytorem jest jasna. Ale w XVII w. było inaczej. Lully był znakomitym skrzypkiem, tancerzem, dyrygentem i kompozytorem. Wszystko to robił naraz. 

Czy zabierając się za dzieło Moliera i Lully\'ego, miał pan na nie jasny pomysł? 

- Wszystko się zmieniało. Nawet dzisiaj. "Mieszczanin", którego gramy w Krakowie, różni się od tego, którego pokazaliśmy po raz pierwszy pięć lat temu. Nasza filozofia to długa, kreatywna współpraca z tymi samymi artystami, zachowanie ich w grupie tak długo, jak to tylko możliwe. 

Odtwarzacie nawet dawny sposób wymowy tekstu. Skąd wiadomo, jak brzmiał? 

- Język spektaklu był inny niż domowy. Gdy mówię spektakl, traktuję to w szerokim znaczeniu, myślę o wszystkim, co było rodzajem teatru, np. o księdzu mówiącym z ambony. Mamy źródła - ok. 50 traktatów z XVII w. Jeden z nich został opublikowany w 1670 r., dokładnie w roku premiery "Mieszczanina". 

Reżyser Benjamin Lazar, opracowując system gestów, inspirował się z jednej strony traktatami o retoryce gestów (gesty związane z otchłaniami, z niebem itd.), z drugiej - ikonografią z epoki, która pokazuje dość szczególny rodzaj mowy ciała. W teatrze barokowym był to element ważny, np. wzrok aktorów zawsze skierowany był ku publiczności, nigdy w stronę kolegów na scenie. 

W spektaklu ważne jest światło - setki świec na scenie. Ich światło jest dość słabe, ale to od niego zależy dystans między artystami a scenografią. I jeszcze taniec - ówczesna publiczność była w nim zakochana. Francuzi nie przepadali za teatrem włoskim, jednak dzięki wprowadzeniu tańców Lully zmienił ich gusta. 

Dlaczego wasz "Mieszczanin" odniósł we Francji tak olbrzymi sukces? 

- Sprzedaliśmy 50 tys. DVD z zapisem tego spektaklu, zagraliśmy go ok. 50 razy, a to liczba, jak na operę, ogromna. "Mieszczanin" odpowiada na modę na takie rekonstrukcje. To jak wehikuł czasu: odtworzyliśmy pierwotny pomysł XVII-wiecznych artystów, słowa, gesty i muzykę. To było coś nowego.

Jacek Hawryluk (Polskie Radio)
Gazeta Wyborcza
6 czerwca 2009

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia