Trąbka Zygmunta Koniecznego

twórczość Zygmunta Koniecznego ma ogromną rangę

- Zygmunt Konieczny jest twórcą, którego wiązałbym z polską czołówką kompozytorską - mówił prof. Leszek Polony.

- W Piwnicy pod Baranami wyżywałem się w takiej muzyce, w jakiej w szkole nie mogłem - mówił wczoraj Zygmunt Konieczny podczas promocji książki wydanej przez PWM, a napisanej przez Leszka Polonego i Witolda Turdzę pt. "Wciąż szukam tamtej trąbki. Rozmowy z Zygmuntem Koniecznym". 

- W parodii i żarcie pokazywałem, co myślę o muzyce. Do czasów Ewy Demarczyk piosenkę traktowałem żartobliwie. Dopiero, gdy Ewa przyszła do kabaretu i okazało się, że znakomicie potrafi wykonać wszystko, o czym myślałem, zacząłem traktować piosenkę poważnie. Jednak zabawa i powaga pozostały do dziś w moim stylu kompozytorskim - podkreślał. 

Spotkanie z bohaterem i autorami książki, które prowadził Andrzej Kosowski, redaktor naczelny PWM, zgromadziło wielu wielbicieli talentu Zygmunta Koniecznego. W piwnicy przy ul. Pijarskiej, przy lampce węgierskiego wina, zabrzmiały i wspomnienia, i muzyka Zygmunta Koniecznego (w wykonaniu Marty Saciuk-Sędzielarz i Kanrada Mastyły). - Kraków jest dumny z dwóch Zygmuntów: Zygmunta Koniecznego i dzwonu Zygmunta - mówił Andrzej Kosowski. 

Książka, wydana w serii "Ludzie świata muzyki" jest rozmową z Zygmuntem Koniecznym o fascynacjach młodości, studiach kompozytorskich, długoletniej współpracy z Piwnicą pod Baranami, tajemnicach twórczego warsztatu, pokorze i wierności wobec tekstu dramatycznego i obrazu filmowego. Choć znajdziemy w niej opisy wielu znanych postaci i wydarzeń w Krakowie, książka jest przede wszystkim opowieścią o fascynacji muzyką. 

- Zygmunt Konieczny jest twórcą, którego wiązałbym z polską czołówką kompozytorską, czyli z muzyką Góreckiego i Kilara. A to ze względu na podobieństwa w warsztacie kompozytorskim. Twórczość Zygmunta Koniecznego ma ogromną rangę - mówił prof. Leszek Polony. 

Podczas spotkania było i poważnie, i wesoło. Nie zabrakło opowieści o latach studenckich, wpadkach Piwnicy i wspomnienia o tym, że okrzyk przypadkowego przechodnia "Niech żyje Gagarin", wywołał półgodzinną salwę śmiechu i uratował kabaret, który wówczas jako nudny i smutny miał być rozwiązany. 

Nie zabrakło też wyjaśnienia dotyczącego tytułowej trąbki. - Trabkę mały Zygmunt dostał od mamy i ją zgubił. Do dziś jej szuka - mówił Witold Turdza. - Ta historia stała się dla nas metaforą działalności Zygmunta Koniecznego, który wciąż poszukuje w muzyce.

(AMS)
Dziennik Polski
13 czerwca 2007

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski