Tradycja w pudle na zabawki

"Cyrulik sewilski" - reż. Natalia Babińska - Teatr Wielki w Łodzi

Jeden piękny głos, wiele przemyślanego ruchu, dziwne stroje - tyle w głowie pozostanie po "Cyruliku". Przed drugim spektaklem Bydgoskiego Festiwalu Operowego plotkowało się głównie o oryginalnych kostiumach, w których występują śpiewacy Teatru Wielkiego w Łodzi.

Teraz bydgoska publiczność wie, że łódzki "Cyrulik sewilski" broni się też świetnym mezzosopranem. Śpiewająca partię Rozyny, filigranowa Bernadetta Grabias, to jeden z najpiękniejszych mezzosopranów na polskich scenach operowych. W Operze Nova, w antraktowych rozmowach zauważali to nawet widzowie, którzy tylko od wielkiego dzwonu interesują się klasyczną wokalistyką. Rozyna i niezły aktorsko, wszędobylski Figaro (trudno w tej roli nie zauważyć obdarzonego powierzchownością... piłkarskiego kibola Przemysława Rezne-ra) przez dłuższą część spektaklu usuwali w cień inną śpiewaczą ciekawostkę łódzkiego "Cyrulika" - latynoskiego tenora rodem z Montevideo, bywalca wielu teatrów operowych w Europie - Leonarda Ferrando. Dopiero w finałowej partii hrabiego Almavivy Urugwajczyk dał próbkę swych możliwości. Głośne już przed spektaklem stroje "zaszufladkowano" jako disneyowskie. Nie wszystkim takie porównanie wydaje się najbardziej odpowiednie. Mnie przyszła przede wszystkim do głowy commedia dell'arte, osobliwie w wersji teatrzyku kukiełkowego. Nie było to jedyne plastyczne urozmaicenie muzycznego przysmaku. Reżyserka, Natalia Babińska, zadbała, by na scenie wielokrotnie wzbudzały śmiech zaskakujące znaki. A to w tle przeleciał komputerowo wyczarowany samolocik, ciągnący transparent, a to zamknięta przez złego opiekuna Rozyna machała do widzów kartką z napisem "S.O.S.". Wreszcie widzów omal nie przyprawił o palpitację serca donośny wystrzał z... kartonowej armaty, po którym scenę spowiły tumany dymu. Jak się bawić, to się bawić! Dzieło Rossiniego to opera komiczna.

Choreograf, Jakub Lewandowski, zadbał z kolei, by aktorzy ani na chwilę nie zastygali na scenie w bezruchu. Każda postać, nawet w głębokim tle, przez cały czas coś robi. A ruch ten jest starannie przemyślany i wyćwiczony, dzięki czemu każdy fragment sceny żyje i współgra z pierwszym planem

Jarosław Reszka
Express Bydgoski
5 maja 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...