Tragedia z kucykiem w tle

"Little Pony" - reż. Rudolf Zioło - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Jak wypada a jak nie przystoi, ubierać się chłopcu w wieku dziesięciu lat? Jakie konsekwencje może ciągnąć za sobą noszenie innego, niż większość oczekuje, plecaka?

Kiedy widzowie zaczynają zajmować swoje miejsca na widowni i wyczekiwać dźwięku trzeciego dzwonka, mogą dostrzec, na scenie, wnętrze mieszkania. Scenografia jest prosta - błękitne ściany, które oddzielają umowne pokoje, stół a przy nim trzy krzesła i fotel. Gasną światła po stronie widowni i spektakl zaczyna się prostą wymianą zdań, które karmią widza złudzeniem, jakoby nic nieprzyjemnego nie miało prawa przytrafić się bohaterom. Daniel (Grzegorz Gzyl) i Agata (Katarzyna Kaźmierczak) to małżeństwo. On, głowa rodziny, zdaje się być trochę roztrzepany, kiedy zapomina o niewielkich prośbach żony. Ona, polegająca na mężu, lubiąca proste książki. Jako widzowie jesteśmy świadkami zwyczajnej, wieczornej sytuacji w przeciętnym domu. Sytuacja komplikuje się, kiedy rozmowa schodzi na temat ich syna - Tomka. Ojciec chłopaka zapomina przekazać informacji żonie o odebranym telefonie od dyrektora, który poprosił ich o wizytę w szkole. Niedługo później okazuje się, że wszyscy uczniowie placówki znęcają się nad chłopcem a powodem tego jest ulubiony i szczęśliwy, jak uważa sam Tomek, plecak z Kucykami Pony.

Wydawać by się mogło, że najlepszym sposobem na uniknięcie konfliktu, byłaby zmiana ulubionego gadżetu na inny. Tak też myśli jedno z rodziców chłopca. Jednak chęć obrony syna i dania mu możliwości noszenia jego ulubionego plecaka na terenie szkoły, bez narażania go na nieprzyjemne wyzwiska, to motor działania drugiego.

Autor sztuki - Paco Bezzera, jak i reżyser - Rudolf Zioło, zwracają uwagę na problemy, jakimi są przemoc i presja społeczna. Nienawiść innych uczniów do młodego chłopca, jaką możemy sobie wyobrazić, to niewiele w porównaniu z dawką, jaką serwują autorzy. Widz znajdzie poruszające przykłady znęcania się oraz ludzkiej słabości. To również poruszające wyznanie rodzica, który zwątpił w dziecko a jednocześnie rozczarował tym samego siebie. Niemoc poradzenia sobie z odmiennością syna i pochopne działania jednego z rodziców prowadzą do wydarzeń o nieodwracalnym skutku. Nasuwa się pytanie: "Kto winny jest tej tragedii?"

Spektakl nie daje widzowi jednoznacznej odpowiedzi. Pozwala na samodzielną interpretację i przeprowadzenie sądu. Otwiera drzwi do najskrytszych pomieszczeń ludzkiego sumienia i odbycia spowiedzi z samym sobą. Aż wreszcie skłania do refleksji nad traktowaniem drugiego człowieka.

Przebieg historii cały czas trwa w mieszkaniu. Jest to dialog między matką i ojcem ofiary szkolnego prześladowania. Widz ma wrażenie, jakby akcja naprawdę miała rozgrywać się poza sceną a on na jej deskach dowiadywał się tylko o jej skutkach, następstwach. Świetne wyjście, które sprawia, że oglądający jest ciekawy tego co powie aktor powracający na scenę.

Innym ciekawym rozwiązaniem jest postać samego Tomka. Mimo iż w sztuce gra tylko dwóch aktorów, (ojciec i matka) to obecność syna również jest wyraźnie widoczna na scenie. Nie chodzi nawet o rozmowy bohaterów, dzięki którym obraz chłopca klaruje się w wyobraźni widzów, ale o jego zdjęcia, rzucane na jedną ze ścian scenicznego mieszkania. To nie do końca sam Tomek, ale jego emocje, zdanie i stan. Poprzez odpowiednie animacje, wyrażają one jego wielką wyobraźnie, brak możliwości wyrażenia siebie czy chęć upodobnienia się do ulubionej postaci z bajki. Jakby pojawiał się tam dla rodziców i błagał ich, aby go posłuchali, zwrócili uwagę na jego słowa, te rzucane prosto do nich, lecz pod wiatr. Dzięki temu zabiegowi udało stworzyć wymowne zakończenie, które pozostawia widza w pewnego rodzaju niepewności. Jeszcze kilka sekund po włączeniu świateł siedzi on w miejscu i zastanawia się, czy aby na pewno odpowiednio zinterpretował ostatnią scenę. Z rozmyślań wyciągają go dopiero kłaniający się aktorzy.

Spektakl przepełniony jest ciszą. Odstępy między kwestiami aktorów są długie, co może zmęczyć niewprawionego widza. Jednak wraz z rozwojem akcji przestają być tak zauważalne. Obserwujący wchodzi w tempo przedstawienia. Zaczyna wstrzymywać oddech przy wypowiadanych przez aktorów kwestiach i łapać go w momentach ciszy. Mimo tej jednostajności, temperatura spektaklu się podnosi. Atmosfera robi się napięta a zwroty akcji w postaci wyznań Agaty i Daniela ożywiają widza i przyspieszają akcję serca. Jedynym denerwującym elementem może być światło, które zmienia się przy każdej scenie, oświetlając raz jeden, raz drugi punkt sceny, nie zawsze zgrywając się przy tym z aktorami.

Bohaterowie podczas swojej wewnętrznej podróży przechodzą przemianę i zmieniają swoje podejście do sytuacji. Silny charakter pokazuje kruchość i rezygnację a słaby - wolę walki. To przedstawienie transformacji jaka może zajść pod wpływem silnie nacechowanych emocjami przeżyć oraz nierównej walki z własnym sumieniem.

Kamila Paradiuk
Dziennik Teatralny Trójmiasto
24 grudnia 2018
Portrety
Rudolf Zioło

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...