Tragediant

"Pomarańczyk" - reż. Tomasz Hynek - Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

„Wrzało w nas, kipiało... kontestowaliśmy rzeczywistość PRLu. Chcieliśmy wolności i kolorów..." – tak o pomarańczowej rewolucji mówi jej autor, który – jak się okazuje – wcale jej autorem nie był. A my – widzowie – wchodzimy w świat retrospekcji i happeningu z wykorzystaniem papieru toaletowego.

Spektakl utrzymany jest w konwencji wywiadu. Cała rozmowa zaczyna się od kilku testów, którym „Major" poddaje swojego rozmówcę – od „testu Wesela" i „testu środków higienicznych". Sam dialog jest z kolei często przerywany wybuchami złości „Majora", momentami jego wzburzenia, ale także uniesień. Wiemy zatem, że bohater nie jest stereotypowym panem w średnim wieku, że ma absurdalne pomysły, jest bardzo ekscentryczny (czy może raczej niezrównoważony) i lubuje się w filozofii Hegla (podpina „swoje" krasnoludki pod heglowską dialektykę).

„Major" opowiada o pomarańczowej rewolucji. O tym, w jaki sposób ją stworzył. Mówi, że młode pokolenie pluje na bohaterów. Wyraża agresję wobec tych, którzy próbują go ograbić z chwały. Psioczy na władze Miasta Wrocławia, które – jak twierdzi – ukradły mu symbol krasnoludka (to nie jedyne przewinienie włodarzy miasta, które „Major" wziął pod lupę...). Udzielając wywiadu redaktorowi pisma internetowego, wielokrotnie oburza się i wytyka mu, że jego pytania są próbą obalenia legendy i że bezpodstawnie zarzucają „Majorowi" kłamstwo.

Wrocławski Teatr Współczesny wciąż zaskakuje mnie pomysłami na zobrazowanie przeplatających się różnych płaszczyzn przestrzennych i czasowych. Stosowane tu niby proste zabiegi sceniczne wymagają pomysłowości i nietuzinkowego myślenia: ciasna sala, mała scena, a jednak tak wiele może pomieścić. Godny podziwu jest też minimalizm aktorski – żeby zagrać pięć postaci w jednym i tym samym przedstawieniu, trzeba się pewnie nieźle nagimnastykować.

Przedstawienie można odebrać jako paszkwil na osobę „Majora". Jednak po końcowej scenie przestaje to być takie oczywiste, czy paszkwil ten wymierzony jest rzeczywiście w niego samego... Z resztą to z ust bohatera sztuki padają słowa: „Prawda jest jak dupa – każdy ma swoją"... i tak naprawdę to wcale nie jest przedstawienie o „Majorze"...

Anna Mazurek
Dziennik Teatralny Wrocław
10 czerwca 2015

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia