Tragifarsa o małżeńskiej patologii

"Ich czworo" - reż. Jerzy Stuhr - Teatr Polonia w Warszawie

Premierę "Ich czworo", tragedii ludzi głupich, jak sama nazwała tę sztukę autorka, Gabriela Zapolska, wystawiła w sobotę Scena Polska. Akcja rozgrywa się na początku XX wieku we Lwowie. W zasadzie jest ich troje: żona (Małgorzata Pikus), mąż (Dariusz Waraksa) i dziecko (Halina Paseková). Żeby równanie się zgadzało, jest też kochanek (Tomasz Kłaptocz).

Głupota żony najbardziej rzuca się w oczy, jednak głupi są w tej sztuce wszyscy. To nas oczywiście śmieszy, bo Zapolska opowiedziała tę historię lekko, zabawnie i dowcipnie. Im głośniej jednak się śmiejemy, tym bardziej gorzki jest to śmiech.

Historia jest banalna i stara jak świat: niewierna żona, mąż-rogacz, a do tego młody, głupkowaty flirciarz, kombinator - kochanek żony. Na scenę wkracza także szwaczka (Joanna Gruszka), która jako jedyna z rozpadu rodziny wyciąga dla siebie jakąś korzyść. Mniejsze role mają służąca (Barbara Szotek-Stonawski), wdowa (Lidia Chrzanówna) i dorożkaż (Mariusz Osmelak).

Chyba każda rola w tej sztuce daje aktorowi duże pole do popisu. Wspaniała Małgorzata Pikus - głośna, z wiecznymi pretensjami, usilnie próbująca udowodnić swój wysoki poziom intelektualny żona. Jednym słowem: "tragicznie głupia", jak mówi o niej mąż. Sam nie jest lepszy - wprawdzie z inteligencji, ale "życiowo głupi" jak z kolei mawia o nim żona. Zgarbiony, roztargniony, naiwny. Dariuszowi Waraksie udało się nie pokazać żadnych emocji - sama postawa i spojrzenie mówią o tej postaci wszystko, co widz ma wiedzieć.

Tę parę łączy całkowity brak wglądu we własne emocje. A poza tym - dziecko. Dziesięcioletnia Lila to chyba najciekawiej rozwiązana przez reżyserkę Katarzynę Deszcz postać w "Ich czworo". W tej rodzinie (ale nie w tej sztuce) prawie jej nie widać - stoi z boku, odzywa się tylko czasem, niekiedy zastyga jak zwykły rekwizyt. Halina Paseková wcale nie ma wyglądać jak dziecko - gdyby tak było, pewnie nie zwróciłaby na siebie większej uwagi. Tymczasem jej dorosło-dziecięce gesty i ruchy mówią wszystko, bo to właśnie Lila jest najbardziej pokrzywdzoną postacią tej sztuki, nie mającym nic do powiedzenia dzieckiem w patologicznym związku dorosłych.

Tych troje w czasie wigilii siedzi przy wspólnym, rodzinnym stole. Tak zaczyna się sztuka. Szybko jednak widz przekonuje się, że mamy do czynienia z głęboką patologią systemu rodzinnego. Gdyby nie było dziecka, oglądalibyśmy zwykłą farsą. Ponieważ jednak Lila jest, widz śmiejąc się, trochę się tego śmiechu wstydzi, bo wie, że w tej mieszczańskiej rodzinie rozgrywa się prawdziwy dramat. Olbrzymie ego dorosłych nie pozwala im jednak zauważyć tragedii dziecka.

Choć od premiery tej sztuki minęło przeszło 100 lat, jestem pewna, że publiczność śmieje się dokładnie w tych samych momentach, a wbijane przez reżyserów igły nadal kłują wtedy, kiedy zaplanowała to sobie Zapolska.

Elżbieta Przyczko
Głos Ludu
15 maja 2014

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia