Treser korporacyjny

"Trener życia" - reż. Wojciech Malajkat - Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

W czasie ostatniej premiery sezonu, udanego sezonu, w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie Wojciech Malajkat tekstem Nicka Reeda (w przekładzie Klaudy-ny Rozhin) opowiedział publiczności historię pewnego coacha. Wcześniej przygotował sztukę w 2011 roku ze scenografką Julią Skrzynecką w Teatrze Syrena i zagrał w niej rolę Collina (za rolę otrzymał nagrodę na XV Festiwalu "Oblicza Teatru"). Czy w Częstochowie spektakl odniesie sukces podobny temu w Warszawie, a jeszcze wcześniej na West Endzie?

Współczesnej tematyce towarzyszy dość tradycyjna forma - z zawiązaniem, punktem kulminacyjnym i oczekiwanym happy endem. Oto jeden z bardziej znanych i cenionych coachów (600 dolarów za godzinę), Collin (Sambor Czarnota, na co dzień aktor Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi), musi rozwiązać problem (w języku współczesnych poradników "zmierzyć się z wyzwaniem"), czyli zmienić asystentkę swojej klientki Fiony (Iwony Chołuj), oczywiście z wyższego szczebla kadry zarządzającej. Wendy (Sylwia Karczmarczyk) posiada niemal wszystkie cechy, które uniemożliwiają sukces: jest nieasertywna, niezaradna, źle ubrana, nie radzi sobie z techniką, współczuje innym i koncentruje się na ich emocjach, a przy tym, choć nie jest to proste, próbuje ułożyć sobie życie osobiste. Jest niemal podręcznikowym przeciwieństwem swojej szefowej. Fiona jest seksowną blondynką, świadomą swojej urody, pewną siebie, ma na sobie czerwoną miniówkę, biały żakiet i buty na bardzo wysokich obcasach, sprawnie posługuje się gadżetami współczesności i przestrzega jej niepisanego kodeksu. Po zwolnieniu Wendy zatrudnia mężczyznę na stanowisko sekretarki, przestrzegając zasady równouprawnienia płci. Kontrast między kobietami jest nie tyle komediowy, ile wręcz nieprawdopodobny. Wendy jest zahukaną brunetką, ubraną w szary rozciągnięty sweter, czarne spodnie, bluzkę, czarne buty i białe skarpetki. Totalny obciach!

Collin nie jest terapeutą, ale coachem. Nie próbuje zrozumieć swoich klientów; chce zmotywować ich do działania, wzmocnić pozytywne myślenie i utwierdzić w przekonaniu, że korporacyjny wyścig może być sensem ich samotnego życia. Uświadamia im, że tempo współczesności wymusza realizację hasła olimpijczyków - wyżej, szybciej i dalej... Trzeba być dynamicznym i nieustannie myśleć o przyszłości. Collin proponuje klientom elementy dramy, odgrywanie scenek, które przygotują ich do życia i zmniejszą strach przed wyzwaniami. Jest reżyserem, a może nawet treserem, który ciasteczkiem nagradza akceptowane zachowania, utrwalając i automatyzując ćwiczone nawyki. Wychowuje człowieka nowych czasów. Aktywnego, pięknego, świadomego swojej wartości, ale coraz bardziej samotnego.

Ale Wendy okazuje się większym wyzwaniem niż się na początku wydawało. Zapatrzona w przeszłość, naznaczona pamięcią destrukcyjnej matki, która zaszczepiła w niej przekonanie, że niewiele umie, a w dodatku jej narodziny uniemożliwiły matce realizację marzeń, ma niezwykle niską samoocenę, co przemienia jej życie osobiste w pasmo porażek. Collin próbuje działać standardowo, by jak najszybciej i bez większego wysiłku spełnić oczekiwania Fiony i zdobyć kontrakt życia. Zadaje poradnikowe pytania, korzysta z napastliwych gestów, opowiada o swojej pozycji eksperta. Chce siłą autorytetu, trochę okazywanego, trochę pozorowanego, zmienić jej stosunek do świata.

Tylko że odgrywane przez Wendy scenki nieuchronnie przywołują jej trudną przeszłość, a komediowy początek zaczyna wymykać się konwencji. Slogany Collina nie działają, a Wendy okazuje się jedyną indywidualnością w świecie przedstawionym. Jej niedostosowanie przeszkadza jej żyć, ale czyni z niej prawdziwego i niepowtarzalnego człowieka.

Historia Wendy zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym kreowana jest według zasady - musi być gorzej, żeby było lepiej. Wprawdzie za namową Collina zrywa z chłopakiem, chamem-artystą Alexem (Maciej Półtorak), pasożytem, ale ten sprowadza do jej mieszkania swoją nową dziewczyną. Śpi z nią w łóżku Wendy, która musi w dodatku opłacać wszystkie rachunki. W tym czasie Fiona wyrzuca Wendy z pracy, ponieważ Collin informuje ją, że terapia będzie długotrwała. Jedyną nadzieją w tym ciągu nieszczęść jest właśnie coach. Rozwiedziony pracoholik zwraca uwagę kobiet, więc planujemy dla Wendy schemat komedii romantycznej.

Ale żeby happy end mógł nastąpić, najpierw Collin musi zaangażować się w relację z Wendy, stać się jej przyjacielem; po prostu musi zrozumieć, że mu na niej zależy. I gdy sekretarka w najgorszym momencie swojego życia przychodzi do jego mieszkania, by oskarżyć go o wszystkie katastrofy ostatnich dni, on postanawia jej pomóc - może bezinteresownie, a może trochę w poczuciu winy. Przygotowuje ją do dwóch najważniejszych działań - wyrzucenia Alexa i pozyskania referencji od Fiony. Wcześniej jednak musi zawalczyć o nią ze zmarłą, ale wciąż toksyczną matką. To jest moment, gdy Collin ściąga marynarkę, piękną i pewnie niezwykle drogą, by satyrę na coachów zastąpić ciepłą opowieścią o terapeucie, który towarzyszy swojemu pacjentowi, traktowanemu podmiotowo. I to jest chyba właśnie moment początku miłości...

Historia Wendy, która zwycięża w nowoczesnym świecie i w dodatku nawraca jednego z trenerów, rozgrywa się w minimalistycznej scenografii przygotowanej przez Julię Skrzynecką, przedstawicielkę młodego pokolenia, laureatkę m.in. Nagrody im. Teresy Roszkowskiej. W tyle sceny znajduje się kolorowo podświetlana ścianka działowa, która staje się także jednym z wyznaczników współczesności, tak chętnie przecież wykorzystującej przezroczyste materiały w architekturze, by realizować marzenia o transparentności. W biurze słychać odgłosy innych, widać nadchodzące osoby, co trochę przypomina teatr cieni.

Na scenie znajdują się również biurko i fotele, wyposażenie wszystkich biur świata, a także kanapka, która kojarzy się nie tylko z leżanką u psychoterapeuty, ale jednocześnie wyznacza sferę "prywatną" postaci. Przedmioty są tu na stałe, podobnie jak Collin, który prawie nie schodzi ze sceny, a wydarzenia w mieszkaniu Wendy poznaje dzięki jej opowieściom. Muzykę do spektaklu dobrali Malajkat i Zbigniew Zamachowski, a kostiumy - Stanisław Kulczyk.

Spektakl jest niezwykle teatralny, opiera się przede wszystkim na grze aktorów, którzy z tej próby wychodzą doskonale. Widzowie obserwują przemianę Wendy, która uczy się współczesnej walki o siebie, odważa się krzyczeć, choć liczy się z uczuciami innych i pewnie dlatego wymyśla uspokajające historyjki. Jednocześnie Collin zaczyna tracić wiarę w swój profesjonalizm i postanawia zaangażować się w związek z Wendy, ale wcześniej zapisuje się na terapię.

Trochę komiczny, trochę liryczny spektakl zachęca do zadumy nad wartościami, które proponuje współczesność. Alternatywa - Fiona czy Wendy - traci swoją oczywistość w finale, tym bardziej że wycofał się sam kreator...

Joanna Warońska
Śląsk
14 lipca 2015

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia