Tristan i Izolda na celowniku

"Tristan i Izolda" - reż. Mariusz Treliński - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Nowy spektakl Mariusza Trelińskiego w Operze Narodowej jest mieszanką pomysłów ciekawych i banalnych. Dlatego też po jego zakończeniu były i brawa, i buczenie.

Można tu odnaleźć całą masę cytatów (ilość filmów, jaka padała w komentarzach zarówno po marcowej premierze spektaklu w Baden-Baden, jak i teraz, jest wyjątkowa, także pod względem szerokiego rozrzutu tematycznego i gatunkowego: od Matrixa i Obcego po Melancholię), ale także autocytatów - zabawa pełną przestrzenią scenicznego okna ma podobny rozmach jak w Zamku Sinobrodego, a w III akcie bohater leży w łóżku z kroplówką, jak Roger w wersji wrocławskiej.

W powtarzających się projekcjach Bartka Maciasa rozpoczynających każdy z trzech aktów Tristana i Izoldy w reżyserii Mariusza Trelińskiego dominuje motyw noktowizyjnego celownika, co ma symbolizować zarówno fatalny krąg, w jakim zamyka się los bohaterów, jak też ich inwigilację. W I akcie ciekawy jest pomysł podzielenia sceny na segmenty, czyli kajuty statku (a z boku schody), pojawiające się i zanikające, podobnie jak obrazy na monitoringu. Ale ciekawe to jest tylko wizualnie, efekt dźwiękowy bywa co najmniej dyskusyjny: czasami po prostu kiepsko słychać głosy. Jak zwykle reżyser myślał przede wszystkim o efektownym obrazku, nie o muzyce. Te problemy jednak na szczęście redukują się w momencie, gdy akcja dzieje się po bożemu, na scenie.

Początkową koncepcją reżysera było umieszczenie całej akcji na statku. Pozostało z tego umiejscowienie w tym anturażu również drugiego aktu: Izolda czeka na Tristana na pokładzie, później schodzą pod pokład i tam właśnie zostają przyłapani. W III akcie Tristan leży na szpitalnym łóżku i tu, podczas owej obojowej melodii pastuszka, pomysł, jakich już było u Trelińskiego wiele: pojawia się mały chłopczyk, który ma zapewne symbolizować małego Tristana. Sam finał zaskakuje (zdaje się, że został zmieniony w stosunku do wersji z Baden-Baden): po tym, jak Tristan umiera w ramionach Izoldy, ona podcina sobie żyły (!), potem światło gaśnie, a gdy się zapala, mamy scenę pogrzebu jak na amerykańskim cmentarzu: stoi urna, a Izolda (której jak widać nic się nie stało) podchodzi do niej w czerni z białymi liliami w rękach. No i cała seria akcji wręcz sprzecznych z tekstem (też częste u tego reżysera): Brangena stojąc koło niej woła "Ocknęła się, żyje!", a Izolda śpiewa do urny "Uśmiech łagodny, cichy, oczy lśnią otwarte". Więcej jest takich kwiatków w tym spektaklu: w I akcie Kurwenal przychodzi do Izoldy i zapowiada "Mój pan, Tristan", po czym wyciąga ją z kajuty i prowadzi gdzieś po schodach

Co do muzyki: najjaśniejszym punktem jest tu orkiestra pod batutą Stefana Soltesza - to już kolejna jego współpraca z naszym teatrem, na której muzycy tylko zyskują. Pod nikim innym ten zespół tak nie brzmi. Soliści - u nas śpiewają inni niż w Baden-Baden, a jeszcze inni zaśpiewają w Nowym Jorku. Melanie Diener, Izolda (parę lat temu na Festiwalu Beethovenowskim była Leonorą w Fideliu), zaczęła naprawdę nieźle, ale się przeforsowała i w późniejszych aktach słyszalne już było zmęczenie. Podobała mi się Michaela Selinger jako Brangena - koncepcja trochę lżejszego głosu, ale mocnej osobowości, odpowiada mi w tym kontekście (słyszeliśmy ją kiedyś w Świdnicy w zupełnie innym repertuarze). Koszmarem był Tristan - Jay Hunter Morris. Po krakowskim Tannhäuserze pomyślałam: po co robić dwie obsady, jeśli nie ma się dwóch kompletów dobrych śpiewaków. Teraz niestety to jest tylko jedna obsada i też w głównej roli mamy śpiewaka, który zupełnie się do tej roli nie nadaje. Pozostałe role były raczej poprawne.

Nowemu Jorkowi zazdroszczę przede wszystkim Niny Stemme; Stuart Skelton śpiewał już w Baden-Baden, dwie role znam już z Berlina: Ekaterinę Gubanovą (Brangena) i Króla Marka (René Pape). Ciekawe, czy reżyser znów zmieni koncepcję. I ciekawe, co o tym wszystkim myśli Peter Gelb, który był obecny na premierze.

Dorota Szwarcman
szwarcman.blog.polityka
18 czerwca 2016

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia