Trochę klasycznie, reszta współcześnie

"Tristan" - choreografia: Krzysztof Pastor - Teatr Wielki-Opera Narodowa

Teatr piórem Temidy

Mit Tristana i Izoldy wciąż jest żywotnie obecny zarówno w dawnej, jak i we współczesnej kulturze. Ten średniowieczny, starofrancuski romans rycerski, pochodzący z około XII wieku, a oparty na celtyckich podaniach z okresu przed n.Chr. można wręcz określić pięknym, uczuciowym samograjem. Baśniowa opowieść o tragicznej, niemożliwej do spełniania miłości walecznego rycerza Tristana i urodziwej księżniczki Izoldy Jasnowłosej jest nieustanną inspiracją twórczą dla artystów. Mimo upływu czasu wciąż stanowi temat uniwersalny. Posłużyła także Krzysztofowi Pastorowi do stworzenia baletu "Tristan". Najnowsza baletowa premiera Opery Narodowej łączy klasykę ze współczesnością.

Tę historię wielkiej miłości zakończonej śmiercią najczęściej wykorzystywano w malarstwie, chyba najsłynniejszy jest obraz Salvadora Dalego. Po motyw ten sięgali pisarze, dość wspomnieć tu Tomasza Manna, a u nas Marię Kuncewiczową czy Ernesta Brylla. Nie mówiąc już o wielokrotnym przenoszeniu słynnej historii na ekran, jak choćby film Kevina Reynoldsa. A w muzyce - oczywiście Richard Wagner i jego opera "Tristan i Izolda". Właśnie orkiestrową aranżację symfoniczną opery Wagnera autorstwa holenderskiego muzyka Henka de Vliegera wraz z Wagnerowskimi pieśniami z cyklu "Wesendonk Lieder" (pięć pieśni do słów Matyldy Wesendonk, śpiewanych przez Annę Lubańską) wykorzystał Krzysztof Pastor w swoim balecie "Tristan" powstałym w 2006 r. specjalnie na zamówienie Królewskiego Baletu Szwedzkiego. Warszawska inscenizacja w ogólnej koncepcji jest powtórzeniem szkokholmskiej, jednak różni ją warstwa scenograficzna, no i przede wszystkim wykonawcy. Choć tytułową partię na warszawskiej premierze (tak jak w Sztokholmie) znakomicie, wyraziście oddając stan emocjonalny postaci, zatańczył szwedzki tancerz Jan-Eric Wickström. To bardzo trudna rola, by ułożeniem ciała, ruchem, gestem oddać wielkie namiętności, jakie ogarniają bohatera, i zarazem pokazać jego dramat moralny oraz próbę zachowania lojalności wobec króla Marka, któremu przeznaczona jest przecież Izolda, a którą Tristan kocha nieprzytomnie. Nie do końca zaś jednoznaczne są tu relacje w scenach męskiego duetu Tristan - Marek. Nie znajduję uzasadnienia artystycznego ani filozoficznego dla takiej interpretacji tej opowieści. W partii Izoldy Jasnowłosej wystąpiła Izabela Milewska, zaś w rolę króla Marka z powodzeniem wcielił się Wojciech Ślęzak.

Libretto, na podstawie "Dziejów Tristana i Izoldy" Josepha Bédiera, przygotował Krzysztof Pastor wspólnie z dramaturgiem Carlem Alphenaarem. W warstwie fabularnej autorzy adaptacji ukazują całe życie Tristana - począwszy od jego narodzin, dorastanie, poprzez spotkanie z Izoldą, zakochanie się w niej i wynikający stąd dramat prowadzący do śmierci obojga. Na scenie pojawiają się też rodzice Tristana: matka (Dominika Krysztoforska) i ojciec (Siergiej Basałajew), którzy będą czuwać nad synem do końca (w znaczeniu bardziej metafizycznym). Za podstawę w swoim układzie choreograficznym Pastor przyjął technikę baletu klasycznego, do której wprowadził - na zasadzie można powiedzieć inkrustracji - elementy tańca modern. Jednak forma współczesnego tańca nie zawłaszcza sobą sceny i nie narzuca spektaklowi dramaturgii wywiedzionej z tańca modern, lecz harmonijnie wplata się w strukturę klasyczną, dzięki czemu spektakl zyskuje płynność ruchu i gestu oraz wizualnie przyjemny wyraz estetyczny. To właśnie tak, jak powinno być: za podstawę przyjmuje się technikę tańca klasycznego i dopiero na tej bazie buduje się inne formy, należące do środków wyrazu przynależnych już do języka współczesnego tańca.

Powstało interesujące przedstawienie, którego libretto różni się od libretta opery Wagnera. Ten "Tristan" jest właściwie pewnego rodzaju osobistą impresją Krzysztofa Pastora na temat średniowiecznego mitu o miłości nieszczęśliwej. Spektakl pięknie, z gracją gestu zatańczony, ze znakomitym brzmieniem muzyki pod batutą Tadeusza Kozłowskiego. Wprawdzie w kilku scenach muzyka nie za bardzo łączy się z rytmem tańca, ale za to piękny, wspaniale dramatycznie oddany finał wynagradza wszystko. A muzyka Wagnera potwierdza emocjonalność osobistą kompozytora. Podobno, gdy komponował pieśni do słów Matyldy Wesendonk, był w niej ogromnie zakochany. Miłość w życiu osobistym i twórczym Wagnera odegrała dużą rolę. Te wielkie emocje, które wypełniały go, przelewał na swoją muzykę. Ileż w niej dynamiki uczuciowej, ile radości i smutku zarazem, miłości i zazdrości, tak charakterystycznych stanów emocjonalnych dla osoby zakochanej.

W tym ciekawym, choć niekoniecznie pogłębionym spektaklu, który dobrze się ogląda i odbiera, przeszkadzają mi pewne elementy scenografii. To puszczane z wideo na tylną ścianę sceny obrazy (sugerujące chwilami jakoby reakcję organizmu i całej biologii bohaterów na stan ich tak silnego wzajemnego zakochania się), które mogą odwracać uwagę widza od tancerzy. Ponadto te migające obrazki stanowią jak gdyby obcy, nieprzystający do kreacji żywego obrazu scenicznego element. Jak na mój gust, zakłócają narrację i poetykę spektaklu, wprowadzając klimat kultury pop. Być może intencją twórców przedstawienia jest, by owe projekcje niejako dopowiadały między wierszami ideę dzieła i ożywiały dramaturgię spektaklu, ale mnie to nie przekonuje.

Warto dodać, iż premiera "Tristana" rozpoczyna nowy rozdział w życiu zawodowym Krzysztofa Pastora, jako nowego dyrektora Opery Narodowej w Warszawie. Artysta ma imponujący dorobek twórczy jako choreograf w zagranicznych teatrach.

Pracował z wybitnymi choreografami. To ważne doświadczenie na pewno nie pozostało bez wpływu na własną wyobraźnię i warsztat. Ponadto rozpoczyna się dla baletu warszawskiego nowa era - odtąd balet będzie miał swoją autonomię artystyczną, czyli taką samą ważność roli w strukturze Teatru Wielkiego jak opera. Dwa działy artystyczne - równorzędne prestiżowo i formalnie.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
22 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia