Tryle - manele

"Ożenek" - reż. Iwan Wyrypajew - Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie

Iwan Wyrypajew ponownie igra z efektem teatralności. Novum polega na tym, że po raz pierwszy rosyjski reżyser mierzy się z tekstem innego dramaturga. Tegoroczny laureat Paszportu Polityki w dziedzinie teatru debiutuje przed polską publicznością jako interpretator. Bohaterowie warszawskiego "Ożenku" nie są pełnokrwistymi, wycyzelowanymi psychologicznie postaciami. Bliżej im raczej do skonwencjonalizowanych scenicznych znaków. Tworzeniu aktorskiego hieroglifu sprzyja wykorzystanie stypizowanych zachowań, gestów, tonu wypowiedzi. Takie wzmocnienie sygnalizuje konieczność poszukiwania znaczeń, możliwych do wyłuskania spod tego, co ukazano widzowi bezpośrednio. Nośnikiem sensów jest więc to, co zostało przemilczane, ukryte pod wierzchnią warstwą.

Aktorzy obwieszczają rozpoczęcie spektaklu, analogicznie zapowiadają antrakt i zakończenie. Scena przypomina planszę, po której przemieszczają się figury (!) ze sztuki Gogola. Całość przywodzi na myśl pokaz laterna magica - sekwencje scen zmieniają się nagle, jakby były rzucane z przezroczy. Jacqueline Sobiszewski dokonuje radykalnych zmian oświetlenia. Raz rzucając na postaci ostre światło, innym razem wydobywając z mroku poszczególne walory, co nasuwa skojarzenia z malarskim tenebryzmem. Oświetlenie, poprzez akcentowanie szczególnie dramatycznych momentów, stanowi swojego rodzaju naddatek. Gwałtownie zmieniające się światło korespondujące ze zwyżkami i spadkami dramaturgicznymi, przywodzi na myśl niemiecki ekspresjonizm w kinematografii. Z kolei obecny na scenie chór intonuje pieśni cerkiewne w mniej przewidywalnych momentach, rozbijając tym samym dramaturgiczny klimaks.

Intrygująco przedstawia się ruch sceniczny. Wspominałam już, że postacie stanowią rodzaj ideogramu scenicznego. Są zatem sumą charakterystycznych gestów i fraz (i ja dołączam się do głosów upatrujących proweniencji takiego zabiegu w commedii dell'arte). Przy tym należy się zastanowić, jaki środek ekspresji ma w tym układzie pierwszeństwo: czy gest prowadzi słowo czy też jest jego przedłużeniem? Warto się również pochylić nad kodem proksemicznym. Aktorzy rzadko tworzą swobodne formacje. Kandydaci do ręki Agafii stoją w szyku, w nienaturalnie równych odstępach. Z kolei scena poszukiwania speszonej panny wykorzystuje zsynchronizowany ruch grupowy - grupa przemieszcza się jako całość, nie tyle ulegając spontanicznemu impulsowi, co realizując założoną sekwencję. Motoryka postaci jest kolejnym czynnikiem świadczącym o antypsychologicznym wymiarze spektaklu.

Świadome zaprojektowanie postaci jako kalek wiąże się z klarownością wzajemnych relacji. Grany przez Marcina Bosaka Podkolesin próbuje zgrywać fanfarona, lecz na dłuższą metę nie potrafi zamaskować swojego zahukania i niepewności. Racje Podkolesina przegrywają w starciu z jego przyjacielem, aktywną siłą - to właśnie Koczkariow jest spiritus movens układu dramaturgicznego. Łukasz Lewandowski dopieszcza swoją postać efekciarskim sznytem, lecz w tym przypadku ten rodzaj zgrywy jest w pełni pożądany. Koczkariow w interpretacji Lewandowskiego łączy w sobie znamiona czupurnego enfant terrible i czarującego manipulatora. Lustrzaną postacią kobiecą jest Fiokła Iwanowna, w równie dobrym wykonaniu Moniki Pikuły.

Dramaturgia zasadza się na konflikcie sprawców i wykonawców. Rolę "sprawców" akcji pełnią Koczkariow, nakłaniający przyjaciela do zawarcia związku małżeńskiego, oraz aranżująca swaty Fiokła. "Wykonawcami" ich woli są Podkolesin i Agafia Tichonowna. O ile wprzęgnięty w machinę matrymonialną Iwan Kuźmicz reaguje coraz większym wycofaniem, o tyle postać Karoliny Gruszki przejawia rosnącą ekscytację. Agafia łączy w sobie pensjonarską naiwność i impulsywność działań. Trudno jednak przypisać taki repertuar zachowań charakterowi, skoro uprzednio zanegowaliśmy psychologiczny wymiar inscenizacji. Agafia ulega wywieranej presji, stając się egzekutorką cudzej woli, odgórnych oczekiwań. Wydaje się również, że dla młodej kobiety nie ma znaczenia to, z którym z kandydatów połączy ją ostatecznie węzeł małżeński. Odwołując się do myśli Karen Horney, Agafia może w neurotyczny sposób poszukiwać czyjegokolwiek uczucia wyłącznie w celu zapewnienia wewnętrznego bezpieczeństwa i wyciszenia lęków.

Odrębną grupę stanowi grono potencjalnych narzeczonych, ze świetnym Mirosławem Zbrojewiczem jako gburowatym Jajecznicą na czele (swoją drogą, ciekawe, czy rozwiązanie z konfrontacyjnie wycelowaną w rozmówcę nogą w gipsie zostało wykorzystane intencjonalnie czy wynikło z faktycznej kontuzji aktora?). Żaden z zalotników nie wyraża autentycznego zainteresowania osobą panny Agafii, właściwie na samym początku ujawniają swoje faktyczne dążenia. Po raz kolejny uczucie przegrywa z intencją.

Skoro wskazaliśmy środki służące wyeksponowaniu teatralności, należy oderwać się od stręczycielstwa formy i rozbić zewnętrzną warstwę semantyczną "Ożenku". Jakie treści komunikuje dzieło Gogola w interpretacji Wyrypajewa? Człowiek jest skazany na społeczną mimikrę, nieustanny proces akomodacji. Nie potrafi obronić własnych przekonań, będąc zobligowanym do ciągłego socjologicznego występu. Działania postaci mają wymiar performatywny - konstruują swoją tożsamość poprzez ustawiczne odgrywanie oczekiwanych postaw (nawiasem mówiąc, warto pamiętać, że jednym z kanonicznych przykładów performatywów w językoznawstwie są słowa towarzyszące oświadczynom i zawieraniu małżeństwa). "Ożenek" można również odczytać jako rozważanie nad deprecjacją prawdziwego uczucia w rzeczywistości, w której dominuje imperatyw społecznego awansu. I wreszcie - jako gorzką refleksję nad jałowością działań jednostki skonfrontowanej z wyższą koniecznością. Czy zatem warszawski spektakl, zgodnie z zapowiedziami, objawia niekonwencjonalną interpretację sztuki rosyjskiego twórcy? Niestety, chciałoby się rzec: nihil novi. Inscenizacja Wyrypajewa nie idzie na przekór zwyczajowym odczytaniom Gogola.

Trudno jednak czynić poważne zarzuty z braku nowatorstwa. Przy takim nastawieniu doszlibyśmy do absurdalnej sytuacji, w której reżyser byłby nie tylko zobligowany do ciągłego rewolucjonizowania swojej praktyki twórczej, lecz również do wykraczania poza ramy dorobku innych. Poświęcam tyle uwagi temu aspektowi, by ustawić się w kontrze do głosów, które upatrują w interpretacji rosyjskiego reżysera znamion geniuszu. Oczekiwania zawodzą być może także dlatego, że Wyrypajew jest przede wszystkim świetnym dramaturgiem. Wystarczy wspomnieć choćby "Lipiec", w którym rola Karoliny Gruszki ograniczała się do "wykonania" tekstu. Paradoksalnie, lekceważenie struktur narracyjnych doprowadziło do wydobycia dramaturgii tekstu i podkreślenia jego nieoczywistego, asocjacyjnego charakteru. Należy jednak mieć nadzieję, że "Ożenek" jest jaskółką nowej artystycznej drogi reżysera. To wszakże sprawnie zagrany (szczególnie przez Lewandowskiego, Gruszkę, Pikułę i Zbrojewicza), mający spory potencjał komediowy spektakl. Na pierwszy rzut oka - ozdobne puzderko pełne błyskotek i maneli. Po głębszym wniknięciu w jego materię w głowie odbiorcy rodzą się pytania, wątpliwości. Co zresztą nie powinno dziwić. Ostatecznie, obcujemy z Gogolem.

Agata Tomasiewicz
Teatr dla Was
14 lutego 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia