Trzeba robić swoje

"Wujaszek Wania" – reż. Małgorzata Bogajewska – Scena Pod Ratuszem Teatru Ludowego w Krakowie

„Wujaszek Wania" to sztuka o sprzecznościach ludzkiej natury. Opowiada o namiętnościach i nudzie, wierności i zdradzie, miłości i nienawiści. A to wszystko doprawione ze smakiem refleksją o miejscu człowieka w świecie.

Wydawać by się mogło, że adaptacja sztuki powstałej w końcówce XIX wieku i wielokrotnie branej na warsztat przez teatr i kino, nie może już niczym zaskoczyć. Jednak w spektaklu Małgorzaty Bogajewskiej wybrzmiewają przede wszystkim wątki korespondujące z życiem człowieka w 2021 roku: problem degradacji środowiska, schyłek dotychczasowego systemu czy postawa wobec zbliżającej się śmierci. Niezwykła aktualność dzieła wskazuje niewątpliwie na geniusz Antona Czechowa, rosyjskiego autora pierwowzoru, któremu jednak zdołała podołać i reżyserka – zresztą wielokrotnie nagradzana, jak i cała obsada.

Akcja rozgrywa się w majątku ziemskim, zarządzanym przez tytułowego wujaszka Wanię, a należącym do jego szwagra – profesora Aleksandra Seriebriakowa. Kiedy ten wraz ze swoją młodą, drugą żoną zamieszkuje na prowincji, rozpoczyna się ciąg niefortunnych zdarzeń, a raczej rozmów i kłótni. Widz poznaje złożone relacje, zależności, sympatie i antypatie łączące bohaterów niemal w każdej konfiguracji.

Mimo że w tytule sztuki wyróżniona jest postać znerwicowanego Iwana Wojnickiego (w tej roli Piotr Pilitowski), trudno jest określić główną czy kluczową osobę dramatu. Kajetan Wolniewicz (profesor), Roksana Lewak (Helena), Maja Pankiewicz (Sonia), Piotr Franasowicz (doktor Astrow) oraz oczywiście Piotr Pilitowski, stworzyli głęboki i wiarygodny portret psychologiczny swoich bohaterów. Dzięki często obecnym fragmentom monologowym, znamy lęki i nadzieje, uczucia i myśli, każdego z nich. A również postaci mniej istotne dla fabuły – Maria Wojnicka (grana przez Barbarę Szałapak), Ilja Tielegin (w tej roli Tadeusz Łomnicki), Niania (Jadwiga Lesiak), Robotnik (Piotr Piecha) – dzięki aktorskiemu doświadczeniu, zyskują niepowtarzalne cechy. Żaden z bohaterów nie jest przerysowany, dialogi – lekkie i naturalne – tworzą atmosferę tego domu, a monologi budują przesłanie uniwersalne opowieści.

Oszczędna scenografia, niezmienna przez cały spektakl, podkreśla klaustrofobiczność przestrzeni, w jakiej zamknięci zostali bohaterowie. Jednak ta prostota nie może być postrzegana jako wada. Przede wszystkim wykorzystano w pełni możliwości Sceny Pod Ratuszem, budując niejako trzy plany, na których rozgrywają się wydarzenia. Światło, również nienachalne, pomaga zorientować się widzowi, który fragment przestrzeni jest kluczowy w danym momencie. Jego natężenie zmienia się na tyle rzadko, że każda modyfikacja jest błyskawicznie zauważana przez oko widza.

Kostiumy postaci mogą się wydawać nieco karykaturalne (na przykład w przypadku profesora i matki Wani), jednak sztuka w tym aspekcie jest bardzo samoświadoma – sam Wania wskazuje na absurdalny strój profesora, który nawet do śniadania zakłada garnitur. Ubrania są tu bardzo istotne dla budowania postaci, to przede wszystkim one tworzą kontrast między Heleną (uosobienie kobiecości) i Sonią. Właśnie kiedy dziewczyna usiłuje uwieść doktora, stara się zagrać strojem, a kiedy jej starania spełzają na niczym, porzuca koronkowe koszulki dla swojego zwykłego ubrania. Oczywiście kostium buduje też kontrast między robotnikami a inteligencją (doktor i Helena zmieniają strój kilkukrotnie w trakcie spektaklu).

Muzyka w spektaklu, to kolejny – obok kostiumów – aspekt, którego istnienia bohaterowie są świadomi, a często sami go wywołują, podśpiewując czy przygrywając na instrumentach. Nie ma w sztuce odgórnie narzucanego przez kompozytora tonu i klimatu, co jest niezwykle ciekawe i buduje wiarygodność przedstawianej sytuacji. Widz wierzy w pijackie tańce czy nieśmiałe akompaniowanie w wykonaniu Heleny. Na uwagę zasługuje też występ skrzypcowy Gabrieli Sarbiewskiej, który na pozór tworzy oderwany od fabuły wątek, jednak – jak wszystko w tym spektaklu – służy refleksji o postrzeganiu sztuki przez profesora.

Tak jak bohaterowie stają w obliczu kryzysu dawnych wartości, tak też współczesny człowiek, patrzący na schyłek świata początku XXI wieku, musi dokonać nowych wyborów. Jak ludzie żyjący za sto – sto pięćdziesiąt lat będą postrzegać nasze decyzje? Tego nie wiemy. Chyba po prostu trzeba robić swoje.

Izabela Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
7 czerwca 2021

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...