Trzy minus

"Trzy siostry" - reż. Jacek Orłowski - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Wchodzi Olga z tekstem, że ojciec umarł rok temu, a mówi to, jakby czytała na głos złe wyniki badania onkologicznego. A to nie miało być tak, że właśnie rok minął i laskom trochę poluzowało? "Wspominamy o tym spokojnie, ty już jesteś w białej sukni, twarz ci promienieje" - nie tak jest napisane? Irina na to, jakby grała w soapie i mówiła po hiszpańsku, wybucha na Olgę, 100% dramatyzm. Gra nie Czechowa, tylko chyba Fredrę albo po prostu Raya Cooneya. Jeśli aktorka się zagrywa od pierwszego zdania, no to Houston, mamy problem. Słynne "Jest nad zatoką dąb zielony"... artystka grająca Maszę wygłasza jak zapowiedź na dworcu, że "Opóźnienie może ulec zmianie".

Spektakl jest wierny wiernością idioty, który zrozumiał, że Irina jest na biało, a Masza na czarno, ale jak to wpływa na ich zachowanie, nawet nie zapytał. Zrobiony po bożemu pobożnością dla maluczkich, którzy tym bardziej KLEPIĄ, im mniej rozumieją. Lecą po literach, po powierzchni i dają występ 100% zewnętrzny, megapusty w środku. Po co sobie utrudniali próbą realizmu? Jeśli miało być klasycznie i wiernie epoce, to warto by było sprawdzić, jak się zachowywali ludzie na przełomie wieków XIX i XX w sytuacjach oficjalnych, półoficjalnych i półprywatnych. Bo nie tak!

A tak czekałem na to przedstawienie. "Trzech sióstr" wcale nie wystawia się tak często, to się tylko tak wydaje, ale ostatnią "normalną" inscenizację zrobiła Bogajewska w Dramatycznym cztery lata temu. Zobaczyłem wersję Orłowskiego i szlag mnie jasny trafił, ale, niestety, nie aż taki nagły, żebym go nie przeżył i nie cierpiał dłużej.

Najgorzej, gdy słaby artysta bierze się za dzieło dobrego artysty. Ale sztuka nie jest głupia i nie udziela słabemu nic z wielkości wielkiego kolegi, por. "Amadeusz". Siedzę w tym Jaraczu i się zastanawiam, co oni w ogóle grają i co ja oglądam. Jakąś carską, przedradziecką farsę z wątkiem romansowym osadzoną na prowincji? Tyle zostaje z Czechowa, kiedy go wydeklamować. Akcja jest żadna i ciężko wykminić, w jakim sensie to jest jeden z największych dramatopisarzy ever.

Przedstawienie zepsute u samej nasady, w samej swej koncepcji. Bo postanowili zrobić WIELKIE WYSTAWIENIE. Rozumiecie? Czechow wielkim gestem, wielkim głosem, wielkim dramatyzmem. Czechow! To, co z założenia jest kameralne, intymne, low key i oparte na półtonie, tutaj przerabiają na konkurs recytatorski. Co tam postać, ton i przekaz, kiedy GRAM CZECHOWA. To jest ich problem: że "grają Czechowa", zamiast zagrać Olgę, Maszę i Irinę. Spektakl powstał po to, żeby Teatr Jaracza miał wielki repertuar w repertuarze, no i cóż - ma.

"Trzech sióstr", wbrew pozorom, nie napisała Natalia Gałczyńska, ona je tylko wzięła i przetłumaczyła, a to oznacza, że czas do fryzjera po tak zwaną zmianę. A jest na co zmieniać. Znam jeden nowy przekład, Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej, i zachodzę w głowę, czemu go tu nie użyto, kiedy jest i świeższy, i żywszy, i po prostu lepszy. Nie wiem, na ile "zgodniejszy", albo nie, z oryginałem, bo nie znam rosyjskiego, ale znam polski. W Anglii mają z piętnaście odmian Czechowa (nie przesadzam), bo ambicją każdego nowego wystawienia jest dać nowe tłumaczenie. Wypytałem tłumaczkę i ma pełną ofertę, "Płatonowa", "Iwanowa", "Wujaszka Wanię", "Mewę", "Trzy siostry", "Wiśniowy sad" - you know, the big ones.

"You're only as good as your worst character", a tu najgorszy, tak jak u Czechowa, jest debil Kułygin. Grany jak przeciwnik polityczny w spocie przedwyborczym, czyli krechą tak grubą, że szerszą niż dłuższą. "Rodzajowość" to za słabe słowo. Jakby zły aktor chciał zagrać, że źle gra - coś w ten deseń. Gra, jakby grał w Trzech siostrach w reżyserii Orłowskiego. Gdy Kułygin mówi do żony, że "trójka z minusem ze sprawowania", przypomniałem sobie, że reżyser spektaklu także jest nauczycielem i że właśnie zarobił tę samą ocenę za swe przedstawienie.

Na wszystkie podane powyżej sposoby zarżnęli Czechowa, i nie ma się czym chwalić, bo to każdy umie, wziąć tkaninę mięciutką jak gaza i rozedrzeć, nawet nie próbując. Na takich spektaklach dochodzę do wniosku, że teatr jednak nie jest moim powołaniem, tylko moim krzyżem. Weźcie się, ludzie, obudźcie, bo naprawdę wstyd pobierać pensję za takie sceniczne flupy. Macie wszelkie powody, żeby mieć kompleksy.

Maciej Stroiński
Przekroj.pl
10 października 2018
Portrety
Jacek Orłowski

Książka tygodnia

Mitologia grecka i rzymska - Spotkania ponad czasem
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Katarzyna Marciniak

Trailer tygodnia