Tu przyda się deratyzacja

"Szczury" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Mam już dosyć. Maja Kleczewską od kilku lat artystycznie stoi w miejscu. Grono dyżurnych pochlebców na pewno jej nie pomaga.

Samozadowolenie jest groźne - efektem "Szczury" w Łaźni Nowej (koprodukcja z Teatrem Powszechnym w Warszawie). Do znudzenia czytam, że Kleczewską proponuje teatr wymierzony przeciw establishmentowi, prowokacyjny i nowoczesny, wstrząsa i niszczy psychikę widza. Jaki spektakl, takie zniszczenia. Oglądając "Szczury" miałem wrażenie oldskulowego, stuprocentowo mieszczańskiego teatru z pretensjami do wielkiej sztuki. Elementy gry znamy na pamięć: dużo krzyku, farbowanej krwi, spermy jak bita śmietana. Wieczne popłuczyny po niemieckim teatrze sprzed siedmiu sezonów.

W tandemie z Łukaszem Chotkowskim, Kleczewska wyciągnęła z półki zakurzony tom Hauptmanna, żeby zrobić z nim to samo, co zawsze. Z noblistą na plakacie, czy bez niego. Początek przedstawienia jeszcze jakoś trzyma się pionu. Pauline Piperkacka ze "Szczurów" Hauptmanna została zastąpiona Poliną z Ukrainy (w tej roli rozhisteryzowana nie do wytrzymania Karolina Adamczyk), szukającą pomocy w artystycznym domu. Zblazowani dekadenci upokarzają zmarzniętą dziewczynkę z zapałkami, a przy okazji siebie nawzajem. Potem jednak Kleczewska rozprawia się już nie tylko z burżujami nowego rozdania, ale także, używając terminologii Kutza, z artystycznym "księstwem warszawskim": za udzielenie nieprawomyślnych wywiadów dostaje się zarówno Szczepkowskiej, Żebrowskiemu, jak i Englertowi czy Małeckiemu. Tego rodzaju szyderstwa to jednak łatwizna i łopatologia. Na dobry początek proponuję do obśmiania lekturę wywiadów z samą Kleczewską. Nie ma czego zbierać, proszę mi wierzyć. Aktorzy robią, co mogą, ale możliwości mają ograniczone, ponieważ teatr Kleczewskiej wymaga od nich przede wszystkim pełnego oddania sprawie, nie artystycznego zadania. Wyjątkiem jest maleńka rola Agnieszki Krukówny, wyjęta jakby z innego teatru jedyna w całym przedstawieniu chwila aktorskiej prawdy, moment wzniosłości.

"Szczury" niestety pachną naftaliną. Teatrowi Kleczewskiej przydałaby się solidna deratyzacja.

Łukasz Maciejewski
Polska Gazeta Krakowska
22 stycznia 2015

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia