Tysiące twarzy, setki miraży

"Miraże. Baśnie Ludów Wschodu" - reż. Ewelina Marciniak - Wrocławski Teatr Lalek

Wyreżyserowane przez Ewelinę Marciniak "Miraże", dzięki błyskotliwemu tekstowi Szczepana Orłowskiego oraz umiejętnemu prowokowaniu odbiorcy, bez wątpienia stanowią w repertuarze Wrocławskiego Teatru Lalek nową jakość.

"Jeśli życie obrócisz na bogactw ciułanie, aby wszystko zagarnąć, co jest dookoła, czyliż przyjdzie czas taki, kiedy będziesz w stanie rozkoszować się wreszcie tym, coś zebrać zdołała?" - napomina śpieszącą do pracy córkę sędziwy ojciec, miotając się pośród tłumu widzów. Najnowszy spektakl Wrocławskiego Teatru Lalek zaczyna się już we foyer zabytkowego budynku. "Wiedz, że z wszelkich spotkań z ludźmi pożytek jest mały, bowiem w plotkach się nurzają i czczej gadaninie. Przeto rzuć to, a do spotkań takich dąż jedynie, które by ci żyć pomogły, wiedzę poszerzały" - dodaje starzec. Tak oto rozpoczynamy fascynującą podróż przez tajemniczy świat Baśni Ludów Wschodu.

Wyreżyserowane przez Ewelinę Marciniak "Miraże", dzięki błyskotliwemu, stanowiącemu swobodny kolaż postaci, wątków i zdarzeń zaczerpniętych z "Baśni tysiąca i jednej nocy", tekstowi Szczepana Orłowskiego, sugestywnej wizji plastycznej oraz umiejętnemu prowokowaniu odbiorcy, bez wątpienia stanowią w repertuarze wrocławskiej sceny nową jakość. Barwna, wielowątkowa opowieść, osnuta wokół miłosnych perypetii Księżniczki Budur (Agata Kucińska) i Królewicza Kamara (Grzegorz Mazoń), uwspółcześniona bez nachalności, zachowuje swój niezwykły, baśniowy charme. Mieści w sobie zarówno poetycką subtelność - w odgrywanej z pomocą masek przypowieści o kaczce, człowieku i lwie - i sporą dawkę dowcipu, nieskażonego cynizmem dystansu oraz egzotycznego kolorytu - serwowanego widzom na jazgotliwym, portowym bazarze.

Ten niezwykły świat ożywa w skromnych dekoracjach przede wszystkim za sprawą wirtuozerii Katarzyny Borkowskiej, która za pomocą reflektorów i kilku zwierciadeł przenosi widzów w krainę magii. Trudno byłoby sobie wyobrazić przedziwną podróż do miasta Iram bez znakomitej, wykonywanej na żywo oprawy muzycznej Joanny Halszki Sokołowskiej, wcielającej się w postać Syrenki.

Marciniak stawia na kolorowy, hałaśliwy i nieco szalony sen o pełnym przepychu, tajemniczym, pozornie bardzo odległym i nie do końca dla nas zrozumiałym świecie Bliskiego Wschodu. Niczym w kalejdoskopie przyglądamy się barwnym obrazkom z życia Orientu. Przestrzeń i czas przestają być w tym świecie przeszkodą. Historie rozgrywają się tu jednocześnie, na bardzo wielu planach. Wspólnie z aktorami Teatru Lalek przebudowujemy scenografię, gramy na gigantycznym szparagu albo pomagamy odnaleźć Księciu ukochaną, podczas gdy inna część widowni, gdzieś w zupełnie innej części teatru, pogrąża się w kojącym oceanie Nocy. Arabskie tańce (w choreografii Izabeli Chlewińskiej) i dziwne, nieco futurystyczne kostiumy (projektu Natalii Mleczak), bollywoodzki kicz i surrealizm spod znaku kina Jodorowsky'ego, slapstickowe gagi i nierzadko przejmujące dialogi, miłość i okrucieństwo, bogactwo i nędza, radość i łzy, wszystko to współistnieje na wrocławskiej scenie, tworząc zaskakująco spójną i sugestywną całość trafiającą do szczególnie przecież wymagającego odbiorcy.

Twórcy proponują najmłodszym prostą odtrutkę na lęk i nieufność, na coraz popularniejsze w świecie dorosłych, zbyt pochopne wartościowanie, na łatwe i śpieszne poukładanie sobie świata w ciasnych szufladkach. W gruncie rzeczy bowiem "Miraże" to spektakl o tym, że Inny okazuje się często zaskakująco podobny do nas. Gdy kocha i nienawidzi, gdy opływa w dostatek albo cierpi biedę, kiedy w chwilach rozpaczy i lęku, jak my, daremnie wzywa imię swego Boga.

Być może nadmiar wizualnych atrakcji i natłok estetycznych wrażeń sprawiają, że mądry i dowcipny, choć niełatwy tekst Orłowskiego, chwilami schodzi na dalszy plan, czy wręcz umyka młodemu widzowi. Zapewne twórcy spektaklu mogli także nieco intensywniej wykorzystać stanowiącą finał spektaklu część warsztatową. Bezsprzecznie jednak utrzymać w teatrze uwagę wiercącego się sześciolatka przez niemal dwie i pół godziny, na skomplikowanej opowieści, bez wdzięczenia się, infantylności, bez upupiania młodego widza to wielka sztuka. I ta sztuka Ewelinie Marciniak się udaje.

Michał Centkowski
www.dwutygodnik.com
31 października 2015

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia