Udając siebie samego

"Ślub, czyli ja sam" - reż: Romuald Krężel - Klub Żak w Gdańsku

"Ślub, czyli ja sam", prezentowany gościnnie na scenie Teatru Nowego, to spektakl-hybryda. Romuald Krężel łączy aktorstwo ze scenicznym ruchem, gdzie widz z trudem dociera do wnętrza osobistego przedstawienia. Aktor próbuje ująć własną tożsamość w formie emocjonalnej scenicznej obecności

Spektakl rozpoczyna się w wannie. Na myśl przyszła od razu „Sprawa Dantona”, gdzie przedmiot ten był symbolem osłabienia i choroby, także – jak w „Marat - Sade” Brooka – na płaszczyźnie psychicznej. Na człowieka w wannie patrzy się więc, jak na rozdartego, emocjonalnie rozchwianego i z oczekiwaniem wypowiedzi na temat swej tożsamości. Romuald Krężel jednak zaskakuje. Staje obnażony na środku sceny i przez dłuższą chwilę recytuje… swoje smsy. Z nich dowiadujemy się o śmierci kogoś bliskiego. Słowa, tym bardziej te w wiadomościach, stają się niewystarczającym środkiem do powiedzenia o tej tragedii. Romuald Krężel próbuje się z tą traumą zmierzyć – jak jednak określić siebie i swoja tożsamość? Jakim sposobem zamknąć ją w klatce formy, która zawsze będzie zniekształcała i wykrzywiała rzeczywistość, a co za tym idzie – człowieka?

Gombrowicz wydaje się świetnym partnerem do takich rozważań .Krężęl jednak zaskakuje po raz kolejny. Nie podpiera się mocno tekstem Gombrowicza, nie próbuje go przekazać, jego słowami wyrazić swojej tożsamości. Autor „Ślubu” jest bardziej duchową inspiracją, kimś, kto z tymi problemami mierzył się wcześniej. Mówiąc jego tekstem, twórca wpakowałby się w kolejną formę, która nie pomogłaby w dotarciu do prawdy. Krężęl wyraża się scenicznym ruchem – nieskomplikowanym, monotonnym, wystawiającym widza na próbę cierpliwości. Patrzymy na artystę z boku, nie mogąc przecież uczestniczyć – nawet emocjonalnie – w jego osobliwej manifestacji. To jego energia, którą przekuwa na (nie)artystyczną formę i jego sposób wyrażenia siebie i prawdy o sobie.

Mechanicznie wykonywane ruchy nafaszerowane są ogromną dawką energii i ekspresji. Impulsywna wędrówka w miejscu hipnotyzuje widza, przykuwa naprężone do granic emocji ciało. To ono wyraża bohatera-twórcę. Jest niemym krzykiem emocji. Gdy Krężel zaczyna mówić Gombrowiczem, ubiera się w garnitur. Chowa pod kolejną formą ekspresję swojego ciała. Nie jesteśmy w stanie dotrzeć do sensu jego performatywnej wypowiedzi i twórca ma tego świadomość. Pytanie, czy on sam nie zabił swej tożsamości wpakowując ją w kształt scenicznej wypowiedzi. Autorski spektakl Krężela to mocno, dosadnie i emocjonalnie postawione pytanie, które właściwie leży u fundamentu każdej artystycznej działalności.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
28 marca 2011

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia