Udana współpraca

"Rowerzyści", Teatr im. S. Jaracza w Łodzi, Teatr Współczesny w Szczecinie

Teatr Jaracza pokazał swoje nowe oblicze. Współpraca z Teatrem Współczesnym ze Szczecina wprowadziła na deski teatralne powiew świeżości i nowości, przerywając serię spektakli utrzymanych w charakterystycznej estetyce łódzkiego Teatru.

Historia zamyka się w obrębie sześciu osób, które połączone są różnego typu wzajemnymi relacjami: małżeństwo w fazie kryzysu - Manfred (Przemysław Kozłowski) i Anna (Beata Zygarlicka), które nie potrafi dojść do porozumienia po stracie syna, lekceważąc poczynania nastoletniej córki Liny (Agnieszka Więdłocha), mieszkająca parę domów dalej samotna matka Franciszka (Joanna Matuszak) wychowująca piętnastoletniego syna Tomka (Marcin Łuczak) i Albert (Arkadiusz Buszko), nowy partner Franciszki i długoletni przyjaciel Manfreda. 

Pomiędzy bohaterami dochodzi do niezwykle zabawnych spotkań i rozmów. Ciekawym zabiegiem, jaki wykorzystała reżyserka Anna Augustynowicz, jest zwrot aktorów do widza. Kwestie wypowiadane w stronę widowni uchodzą za klasyczny apart, który skłania do natychmiastowych reakcji i przemyśleń. Czasem kwestie te dookreślają nam makrokosmos teatralny, co ułatwia odbiór spektaklu. 

W przedstawieniu jest zawarta ogromna ilość symboli, które każdy z widzów może odczytać na swój sposób. Czarne rękawiczki ginekologa Manfreda, wanna z prysznicem, orchidee, które są jedynym kontrastem dla ciemnych kostiumów bohaterów i srebrno-czarnej kolorystyki scenografii. Niewinne kwiaty ułożone wokół grobu mogą symbolizować nieuchronność naszego losu i jednoczesną nieprzerwalność świata natury, który potrafi cyklicznie naradzać się na nowo. Tomek powie, że trawa tak szybko rośnie, a on nie zdąża z jej koszeniem. 

W „Rowerzystach” można odnaleźć kilka elementów dobrze nam znanych z filmu. Scena wizyty Franciszki u ginekologa i wypowiadana przez Manfreda diagnoza jest niezwykle zabawna. Realizatorzy podtrzymują w niej napięcie poprzez krótkie zatrzymanie ruchu aktora i charakterystyczną muzykę, która na myśl przywodzi zabawne chwile grozy w filmowych horrorach. 

W spektaklu zauważyć można, że młodzi aktorzy wcale nie są gorsi od swoich starszych kolegów. Marcin Łuczak i Agnieszka Więdłoch podołali wcieleniu się w nietypowych i niekonwencjonalnych nastolatków. Lina wygląda jak porcelanowa laleczka, a Tomek ze swoimi perwersyjnymi skłonnościami i talentem plastycznym jawi się jako zagubiony we współczesnym świecie chłopak. 

Współpraca łódzkiego Teatru Jaracza ze szczecińskim Teatrem Współczesnym, przyniosła wiele dobrego - przede wszystkim ciekawy spektakl, w którym percepcja widza zostanie poddana wielkiej próbie.

Agata Siuta
Dziennik Teatralny Łódź
12 marca 2009

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia

Encyklopedia Teatru Po...
Janusz Legoń