Ukraińsko-polski finał

„Matka Najemnica" – reż. Serhij Kuzyk - Akademicki Regionalny Ukraiński Teatr Dramatyczny im. I. Ozarkiewicza

Wieczorne wydarzenia ostatniego dnia piątej edycji festiwalu TRANS/MISJE – TRÓJMORZE poświęcone były Ukrainie. Najpierw rzeszowska publiczność dostała możliwość zapoznania się z klasykiem literatury ukraińskiej – Tarasem Szewczenko – później natomiast miał miejsce polsko-ukraiński koncert antywojenny „Wstanie Świt".

Akademicki Regionalny Ukraiński Teatr Dramatyczny im. I. Ozarkiewicza przywiózł z Kołomyi spektakl pod tytułem „Matka najemnica" autorstwa wspomnianego już Szewczenki, bohatera narodowego Ukrainy, współczesnego Adamowi Mickiewiczowi. Ten tak zwany romantyczny dramat ludowy opowiadał o tragicznych losach Łukii, która wdała się w romans z żołnierzem moskiewskim. Ten porzucił ją na wieść, iż Łukia jest z nim w ciąży. Przerażona swoim losem matka postanowiła zostawić swoje dziecko, gdyż wieść, że jest ono bękartem skazałoby ją na absolutną banicję we wsi.

Łukia jednakże dziecko zostawiła tak, by Jakim i Marta, starsze małżeństwo, z łatwością je znalazło. Wkrótce potem Łukia zatrudniła się u nich w domu jako najemnica by być jak najbliżej swojego dziecka. Rodzina niestety ciągle nękał przez moskiewski ułan, ojciec dziecka. Moskal co rusz wpadał do chaty Jakima i Marty by zaznaczać swoją obecność na ukraińskiej ziemi. Wówczas szczególnie aktualnie wypada myśl rzucona przez Jakima w swojej niemocy – „Kiedy te moskale w końcu nas opuszczą?".

„Matka najemnica" wydaje się być przedstawieniem szczególnie ważnym dla Ukrainy w tych skrajnie trudnych wojennych czasach. Nie służy ono wyłącznie postawieniu na piedestale jednego z ojców narodowej tożsamości Ukraińców. Przede wszystkim ważne wydaje się także zwrócenie uwagi na sytuacje kobiet podczas inwazji, które uciekły z własnego kraju by uchronić swoje dzieci od horrorów wojny. Ponadto, jako że w tekście Szewczenki relacja między Łukią a ułanem moskiewskim zaczyna się za obopólną zgodą, można zatem wysnuć tezę, że w dzisiejszej sytuacji służy ona jako całkiem trafna metafora dla bardzo nieudanego mariażu ukraińsko-rosyjskiego, który to rosyjska propaganda – wraz z prorosyjskimi oligarchami w Ukrainie – od lat próbowała forsować mimo aneksji Krymu, mimo wspierania donieckich separatystów.

Po spektaklu standardowo odbyła się rozmowa prowadzona przez krytyka i bloggera, Tomasza Domagałę. Twórcy spektaklu mieli szansę opowiedzieć trochę więcej o Szewczence, którego w Polsce za bardzo się nie zna, jak i o tym, jak odbiór spektaklu zmieniał się w Ukrainie na przestrzeni lat (premiera miała miejsce już w 2014 roku). Nie zabrakło też wzruszeń, gdyż przyjazd do Rzeszowa, gdzie artyści mogli spokojnie zagrać cały spektakl bez syren alarmowych okazał się być dla artystów dużym szokiem; ponadto, twórcy chcieli skorzystać z okazji by podziękować polskiej publiczności za gościnę i okazaną pomoc.

Na sam koniec, festiwal zwieńczył piękny i bardzo wzruszający koncert „Wstanie świt" według konceptu Małgorzaty Pruchnik-Chołki. Na scenie artyści z Teatru im. Wandy Siemaszkowej śpiewnie przemówili jednym, wspólnym głosem z aktorkami Narodowego Teatru Dramatycznego im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie, podkreślając jedność między dwoma narodami.

Koncert, co najważniejsze, pozostawił widownie z poczuciem nadziei, że w końcu mroczne czasy przeminą i nad Ukrainą znów wzejdzie słońce.

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Rzeszów
7 września 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia