Ulotka ze zniżką do salonu piękności

"Ziemia obiecana" - reż. Wojciech Kościelniak - Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Ten spektakl od premiery w 2011 roku cieszy się ogromną popularnością, mało tego – praktycznie każdy spektakl odbywa się przy komplecie publiczności. „Ziemia obiecana" w reżyserii Wojciecha Kościelniaka jest w repertuarze Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie już od pięciu lat.

Adaptacja sceniczna powieści Władysława Reymonta to nie lada wyzwanie. Tym bardziej, iż mimowolnie nasuwa się porównanie do filmu Andrzeja Wajdy o tym samym tytule. Wojciech Kościelniak podniósł poprzeczkę – postawił na konwencję musicalu. Autorem tekstów do songów jest aktor, także występujący w spektaklu, Rafał Dziwisz, muzykę natomiast popełnił Piotr Dziubek.

Akcja zostaje umiejscowiona w Łodzi w latach 80. XIX wieku. W mieście pełnym fabryklfx trójka znajomych: Karol Borowiecki (Rafał Szumera), Moryc Welt (Karol Śmiałek) i Maks Baum (Dawid Kardaszewicz), postanawia otworzyć własną. Pomimo poważnego zamiaru, pomiędzy przyszłymi wspólnikami panuje mimowolna nieufność. Jednak determinacja w dążeniu do celu jest silniejsza niż wątpliwości. W dodatku fortuna wydaje się im sprzyjać – Borowiecki dostaje od swojej kochanki, Lucy Zuber (Katarzyna Zawiślak-Dolny), cynk związany z planowaną podwyżką cen bawełny. Przedsiębiorczy młodzieńcy robią zapasy cennego materiału, pomoc finansową zapewnia także narzeczona Karola, Anka (Karolina Kazoń). Chłopak zawiera znajomość z Madą (Ewelina Przybyła), córką bogatego Müllera (Krzysztof Jędrysik), która zamierza go w sobie rozkochać. Wkrótce interesy trzech wspólników zaczynają się krzyżować, narastający cichy konflikt zostaje przerwany przez pożar fabryki. Karol, który zostaje bez pieniędzy żeni się z bogatą Madą.

Obok głównego wątku pojawia się drugi – sytuacja klasy robotniczej ówczesnej Łodzi. Bohaterom towarzyszy często balet szarych postaci, niczym cienie pojawiają się kobiety po prośbie – wdowy po ofiarach fabrycznych maszyn. Ze strony przedsiębiorców dochodzi często do nadużyć: Robert Kessler (Wojciech Skibiński) wykorzystuje młodą Zosię Malinowską (Julia Siewniak), a niepełnosprawny Herman Bucholc (Tomasz Wysocki) regularnie znęca się nad swoim lokajem. Wyłania się z tego bardzo pesymistyczny obraz podziału klasowego, rozdźwięku pomiędzy dwoma grupami społecznymi, które, jakkolwiek wzajemnie od siebie zależne, dzieli ogromna przepaść.

Spektakl jest wybitny. Zaczynając od scenografii przygotowanej przez Damiana Styrnę – wykorzystano chyba w pełni kubaturę sceny, przedstawiając fasady fabryk i ich wnętrza. Elementy dekoracji są głównie w odcieniach szarości – kolorystyka biała i złota przypisana jest do bogaczy. Bardzo istotna w sztuce jest gra świateł, zwłaszcza podczas songów, bo wtedy zamiast scenografii zmieniają się barwy reflektorów, wprowadzając nas w inny nastrój. Wrażenie zróżnicowania poziomu udało się wywołać u widzów poprzez zapadnie i podniesienie fragmentu sceny (epicka niemal scena śmierci Bucholca). Same songi z jednej strony trochę wybijają z akcji, ale to przecież wyznacznik musicalu i akcentują wydarzenia oraz postawy. Wraz z solistami przeważnie występuje balet, czy to jako chór robotników, czy tancerek z kabaretu – sceny przez to nabierają rozmachu, należy docenić pracę Rafała Dziwisza, Piotra Dziubka, oraz choreografów: Beaty Owczarek i Janusza Skubaczkowskiego.

Po raz pierwszy w sztuce w roli Stacha Wilczka wystąpił Sławomir Maciejewski, który zastąpił na scenie zmarłego pod koniec poprzedniego sezonu Marcina Kuźmińskiego. To niemal symboliczne, że w nowym sezonie, na początku pracy nowej dyrekcji Teatru, ścieżka teatralna zespołu to podążanie krokami nieżyjącego artysty. W sztuce nie widać ani jednego pęknięcia, Maciejewski znakomicie zgrał się z zespołem, zresztą obfitym w świetne role: głównego tria bohaterów oraz Tomasza Wysockiego, Katarzyny Zawiślak-Dolny, Karoliny Kazoń, cudnej wręcz Eweliny Przybyły, Hanny Bieluszko, która choć pojawiała się na stosunkowo krótko na scenie, błyskawicznie zagarniała moją uwagę.

Kościelniak rezygnuje z pozytywistycznego zakończenia Reymonta – ślub Borowieckiego z Madą jest niczym gorzkie stwierdzenie, że pogoń za pieniądzem zostaje w tym momencie przypieczętowana i ani kochanka, ani wierna narzeczona, nie wygrają tej gonitwy.

Pieniądz rządzi światem, i ulotka ze zniżką do salonu piękności, znaleziona na ladzie obok garderoby Teatru zdaje się to ostatecznie potwierdzać...

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
18 października 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...