Uniwersalna historia o samotności

"Nagasaki" - reż. Paweł Kamza - Wrocławski Teatr Współczesny - foto: Dawid Stube - mater. prasowe

Bieżący rok wszystkich nas obarczył trudnymi momentami, które wiązały się z odosobnieniem i izolacją. Wrocławski Teatr Współczesny jakby w nawiązaniu, choć nie bezpośrednim, rozpoczął swój sezon premierą spektaklu ,,Nagasaki" w reżyserii Pawła Kamzy.

W delikatny, nietypowy sposób dotyka on tematu samotności, równoważonej w ramach tej sztuki z bezdomnością - zarówno tą oznaczającą brak dachu nad głową, jak i tą metaforyczną, która w japońskiej tradycji oznacza brak bliskich.

Paweł Kamza oparł swój spektakl na uznanej przez krytyków powieści Érica Faye ,,Nagasaki". Akcja dzieje się w Japonii, a bohaterami są Meteorolog oraz Nielegalna, których losy przeplotły się w niecodziennych okolicznościach. Meteorolog to pięćdziesięciolatek, który mieszka samotnie, a jego codzienność zamyka się w kilku powtarzalnych czynnościach. Na pozór to zabawny Japończyk, trochę zdziwaczały, ale spektakl zachęca widza do spojrzenia na niego głębiej, bo człowiek nierzadko skrywa uczucia nawet przed sobą samym. Okazuje się, że pod płaszczem śmieszności, pozorów ustatkowania i spokoju kryje się ogromna wyniszczająca samotność. Nielegalna natomiast to kobieta realnie nieposiadająca domu, która niepostrzeżenie staje się współlokatorką mężczyzny. Na uboczu, bez żadnych sygnałów swojego istnienia stara się przeżyć i dostosować do warunków panujących w domu. Meteorolog jest jednak na tyle skrupulatny, że w końcu udaje mu się odkryć prawdę.

W rolach głównych oglądać mogliśmy Zinę Kerste i Tadeusza Ratuszniaka. Oboje zaprezentowali wysoki poziom aktorstwa, który jest już wręcz wizytówką Wrocławskiego Teatru Współczesnego. I tym razem widzowie nie mogli wyjść z teatru zawiedzeni, bo oboje artystów przekazało ze sceny wspaniałe i prawdziwe emocje. Nie zabrakło też kilku zabawnych scen, w których aktorzy poradzili sobie równie dobrze. Dzięki scenografii i kostiumom wykonanym przez Izę Kolkę od sceny nie można było oderwać wzroku, wspaniale oddały one klimat Japonii. Nieco nowoczesnego, momentami onirycznego nastroju wprowadzały natomiast znakomite animacje, przedstawiające duchy różnych przedmiotów. Dodało to tajemniczości, ale i głębi całemu dziełu, które interpretować można na wielu płaszczyznach.

Trudno jest wskazać na jeden element stanowiący o sile tej premiery, ponieważ każdy z nich był niezwykle dopracowany – światła, dźwięki, ruchy składały się jak puzzle w jedną spójną całość. Moją szczególną uwagę zwróciła jednak muzyka towarzysząca aktorom, często mówiąca to, czego nie wypowiedziały postacie. Orientalne dźwięki uwydatniały dalekowschodni nastrój, a niezwykle wymowny przewodniczący utwór w wykonaniu Brigitty Wierzbik rozbrzmiewał w mojej pamięci jeszcze na długo po opadnięciu kurtyny.

Samotność drugiego człowieka nie zawsze łatwo jest zauważyć. Nowość wystawiana we Wrocławskim Teatrze Współczesnym zachęca nas do spoglądania uważniej, głębiej. ,,Nagasaki" to prosta, lecz ważna i piękna opowieść, na której wysłuchanie warto poświęcić wieczór, zasiadając na widowni wrocławskiego teatru.

Agnieszka Jakubowska
Dziennik Teatralny Wrocław
19 września 2020
Portrety
Paweł Kamza

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia